Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 26 wrz 2020, 02:15

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 145 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
PostNapisane: 24 wrz 2017, 18:43 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 549
"Wszystkim zainteresowanym moją sprawą zamieszczam artykuł opisujący rozprawę sądową z dnia 06.04.2017r dotyczącą uznania macierzyństwa Heleny-Haliny Gabrieli Marii Lossow s.Joanny".

Niestety, u mnie obrazki się nie otwierają. Mógłby ktoś w dwóch zdaniach opisać czym zakończyła się powyższa rozprawa?

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2017, 21:07 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwi 2009, 20:13
Posty: 973
Lokalizacja: Poznań
Piętka_Jacek napisał(a):
Poniedziałek 25 września 2017 TVN 24 "Czarno na białym" godz. 20.30
Chyba coś się zmieniło, programu nie było.

Skany artykułów które były zamieszczane tutaj są w tym miejscu:
https://www.facebook.com/ewaryst.walkowiak

W razie problemów z dostępem do twarzoksiążki:
artykuł z kwietnia 2017:
Obrazek
Obrazek
Ostatni materiał z 20 września 2017:
Obrazek
Obrazek

_________________
pozdrawiam, Tomek
Odoliński , Odaliński, Oduliński - jeżeli spotkasz się z tymi nazwiskami gdziekolwiek napisz do mnie koniecznie...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2017, 22:03 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Dnia 26 i 27.09.2017r w TVN 24 w programie „Czarno na białym” o godz.20.30. reportaże dotyczące dalszej walki o odzyskanie tożsamości.

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 25 wrz 2017, 22:21 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 549
Podejrzewam, że odpowiedzi jaka jest prawda, nie będzie. Dzięki Tomku.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 26 wrz 2017, 19:59 
Offline

Dołączył(a): 19 cze 2009, 15:43
Posty: 911
Lokalizacja: Duszniki Wlkp.
Trzymam kciuki za Pana Ewarysta.

Oglądając ten reportaż od razu ukazał mi się cmentarz w Poznaniu przy Bluszczowej, gdzie sam odszukałem moją praprababcię zmarłą w 1945 roku, o czym nigdy nie wiedziałem, ani też rodzina. Przechodziłem gankami tego cmentarza i widziałem grób Józefa Lossow z Gryżyny.

Czekam na dzień jutrzejszy, i dalszą część.

Na stronie internetowej Pana Miniakowskiego, są również zdjęcia nagrobków rodziców Józefa- Aleksandra i Joanny, najwidoczniej istnieją do dziś. Oznaczone cmentarz ewangelicki w Kościanie.

Józef Lossow:
http://www.sejm-wielki.pl/b/15.31.85

Aleksander Lossow - ojciec Józefa + foto nagrobka.
http://www.sejm-wielki.pl/b/15.31.72


Z linii: żony Józefa - Heleny Szebek ze Słupowa mamy to:

Helena i jej odnośnik:
http://www.sejm-wielki.pl/b/15.31.86

Natomiast dalej wg. wykazu Pana Minakowskiego mamy rodzinę Engeström - grobowiec jest do dziś w Ceradzu Kościelnym gm. Tarnowo Podgórne.

Matka Heleny - Maria Engeström pochowana w Ceradzu
jej odnośnik:
http://www.sejm-wielki.pl/b/5.570.14

_________________
pozdrawiam,
Jacek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 wrz 2017, 13:11 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Blisko, coraz dalej
http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42 ... 04301.html
wczorajsze wideo - 31:45 minut

Kolejne ekshumacje nie pomogły rozwiązać zagadki - co więcej niespodziewanie jeszcze bardziej ją skomplikowały. Dziś w programie nowe fakty i nowi świadkowie w sprawie Ewarysta Walkowiaka. Wczoraj przypomnieliśmy Państwu niezwykłą historię człowieka, który u schyłku życia odkrywa, że nie jest synem tych rodziców, którzy go wychowali - a najprawdopodobniej oddanym do adopcji synem znanej polskiej zakonnicy i niemieckiego oficera. Dotarliśmy do świadków, którzy to potwierdzają (nie tylko nam przed kamerą, ale także przed sądem) - ale nie ma wciąż tego ostatecznego dowodu w postaci wiarygodnych badań DNA. Jest za to pasmo nieustających problemów, by takie badania przeprowadzić. 70 kilkuletni Ewaryst Walkowiak obawia się, że nie zdąży dojść prawdy - ale nie poddaje się. O szukaniu grobów przodków, znikających trumnach, błędnych badaniach i zakonie, który uparcie milczy, choć wydaje się, że powinien o tej sprawie wiedzieć najwięcej - Rafał Stangreciak. (http://www.tvn24.pl)

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 wrz 2017, 18:03 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 549
Oby. Dzięki za link.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 wrz 2017, 22:42 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 02 sie 2008, 18:47
Posty: 825
Lokalizacja: Pępowo / Wrocław
Obejrzałam,coś niesamowitego.Podziwiam wytrwałość p.Ewarysta.Życzę,żeby prawda zwyciężyła jeszcze za jego życia.

Może trzeba się z tym zwrócić do Papieża ?

_________________
Pozdrawiam.
Barbara


"Gdzie się człowiek ulągnie,tam ciągnie".


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 wrz 2017, 16:50 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Blisko, coraz dalej
https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,4 ... 76558.html
"Odebrano mu wszystko. Całe życie". "Grobowa tajemnica" Ewarysta Walkowiaka
wideo: 41:22

Wracamy do niezwykłej historii człowieka, który od kilkunastu lat szuka odpowiedzi na pytanie, czy jest synem znanej polskiej zakonnicy i niemieckiego oficera. Podobieństwo widoczne na zdjęciach jest ogromne, ale jeszcze większa jest zmowa milczenia wokół tej sprawy. Tu sprawa Ewarysta Walkowiaka być może splata się z wojenną historią Polski. O efektach poszukiwań Rafał Stangreciak w materiale magazynu "Czarno na białym" TVN2
...

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 wrz 2017, 21:23 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 549
Mam bardzo mieszane uczucia. Zakładając, że zwłoki s. Joanny zostałyby podmienione, to przecież DNA p. Ewarysta musiałoby się zgadzać z DNA mitochondrialnym domniemanej babki, Szembek-Lossow. (przypadek Ryszarda III) A tutaj jest całkowite wykluczenie. Może było dwóch chłopców, jeden rzeczywisty syn s. Joanny jak twierdzi lekarz i pan Ewaryst jako dziecko wojny oddane do sióstr?

Zupełnie nie rozumiem sprawy niemieckiej. Na jakiej podstawie miano by się zgodzić na ekshumację, jeśli żyje rodzina domniemanego ojca. W jednym z reportaży jest powiedziane, że Lossow miał czwórkę dzieci, z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuścić, że także wnuki, albo pozostałą rodzinę. Tylko dlatego, że są poszlaki, że pan Ewaryst może być synem Lossowa, a sprawa nie jest rozstrzygnięta przez polski sąd? Równie dobrze do mnie mógłby przyjechać np.Szkot i poprosić sąd aby wyraził zgodę na odkopanie szczątków mojego ojca bez mojej wiedzy, bo ów Szkot przypuszcza, że to może być jego ojciec. Trochę to dziwne.
To są pytania, które mnie nurtują po oddzieleniu sosu sensacji od faktów.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 paź 2017, 01:30 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwi 2009, 20:13
Posty: 973
Lokalizacja: Poznań
Zbyt mało twardych danych i zbyt wiele niewiadomych aby próbować wyciągać jednoznaczne wnioski.
Można jedynie spekulować.

Tak z praktyki jak i dokumentów jaki się pojawiają w reportażach badania dotyczyły autosomalnego DNA.

Testy z tego samego materiału pozyskanego z ekshumacji (prawdopodobnie) s.Joanny dały inne profile w Poznaniu i Wrocławiu.
Jest to niemożliwe, co potwierdził w sądzie prof. Dobosz.

Badania we Wrocławiu wykonano raczej ze szczątków pobranych w trakcie ekshumacji i przywiezionych do Poznania (izolaty będące źródłem badań w Poznaniu uległy podobno degradacji).
Zakładam że badania z Wrocławia są poprawne, zbyt wiele jest wątpliwości co do rzetelności badań w Poznaniu.

Wrocławskie badania:
- potwierdziły że rodzicami s.Joanny byli Józef Lossow i Helena Szembek.
- wykluczyły że matką Ewarysta jest s.Joanna

Jakie byłby wyniki badań autosomalnego DNA jak powyżej gdyby zamiast szczątków s.Joanny ekshumowano w Laskach (i badano we Wrocławiu) szczątki jej siostry ?

Z wielkim prawdopodobieństwem takie jak powyżej.

Informacja o tym że rodzona siostra s.Joanny (Zofia Dernałowicz) też jest pochowana na cmentarzu w Laskach, kilka rzędów dalej niż s.Joanna, pojawiła się w ostatnim reportażu telewizyjnym.
Pomimo dość słabej reputacji wydawnictwa 'Fakty i Mity' warto może pomimo wszystko wspomnieć coś co podobno zacytowano tamże jednak jeszcze przed ekshumacją s.Joanny:
Cytuj:
Obecnie Ewaryst i jego żona czekają, aż sąd wyznaczy termin ekshumacji s. Joanny w celu pobrania próbek do badań.[...]
dostaliśmy telefon, że coś się dzieje na cmentarzu, gdzie pochowana jest Joanna. Pojechaliśmy. Na szczęście – mówi Maria, żona Ewarysta.
Przy grobie Joanny zastali ziemię w workach i kamienie. Według ich informatora zakonnice przygotowywały się do zamiany krzyży. – Powiedziano nam, że siostry chcą krzyż z nazwiskiem Joanny przenieść na sąsiedni grób – mówią Walkowiakowie.


W całej sprawie zastanawia mnie coś dla mnie oczywistego w badaniach autosomalnego DNA - czy podjęto próbę oszacowania pokrewieństwa Ewarysta i jego potencjalnych dziadków (Józef Lossow i Helena Szembek) ?
Dane aby to uczynić istnieją.

_________________
pozdrawiam, Tomek
Odoliński , Odaliński, Oduliński - jeżeli spotkasz się z tymi nazwiskami gdziekolwiek napisz do mnie koniecznie...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 paź 2017, 06:52 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lis 2006, 16:07
Posty: 3320
TomekD napisał(a):
Fakty i Mity napisał(a):
Obecnie Ewaryst i jego żona czekają, aż sąd wyznaczy termin ekshumacji s. Joanny w celu pobrania próbek do badań.[...]
dostaliśmy telefon, że coś się dzieje na cmentarzu, gdzie pochowana jest Joanna. Pojechaliśmy. Na szczęście – mówi Maria, żona Ewarysta.
Przy grobie Joanny zastali ziemię w workach i kamienie. Według ich informatora zakonnice przygotowywały się do zamiany krzyży. – Powiedziano nam, że siostry chcą krzyż z nazwiskiem Joanny przenieść na sąsiedni grób – mówią Walkowiakowie.



Chyba faktycznie bez sensu o tym pisać. Skoro do badań włączono próbki rodziców s. Joanny, to taka mistyfikacja musiałaby od razu wyjść na jaw. Czy zaś siostry planowały coś tak perfidnego, czy nie, to już nic nie zmienia.

_________________
Łukasz Bielecki

...et Marcus genuit Lucam. Lucas autem genuit Ignatium.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 paź 2017, 11:00 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 549
Takich dzieci jak p. Ewaryst, dzieci wojny jest w Polsce bardzo dużo. Ofiary gwałtów, porzuceń, prześladowań rasowych, które nie wiedzą kim są biologiczni rodzice. Poznałam takiego człowieka, urodzonego w 1944 roku na Śląsku Cieszyńskim. Znał jedynie nazwisko matki i nic więcej. Został podrzucony do ochronki sióstr zakonnych i tam się wychowywał. Próbował poszukiwać matki, nic to jednak dało. Koleżanka śp. mojej mamy także wychowywała się w sierocińcu zakonnym, także nie znając swojej tożsamości. Sąsiad był dzieckiem gwałtu żołnierzy rosyjskich, itd, itd.
I sprawa najbliższa mojemu sercu. Mój śp. tato również nie dowiedział się kim był Jego ojciec, a babcia nigdy nie chciała o tym mówić, były to czasy I wojny. Wygrał, bo był bardzo kochanym dzieckiem, synem swojej matki. Jednak co przeżywał, wiem. Ten program unaocznił, a raczej przypomniał mi skalę ludzi bez jakiejkolwiek wiedzy o swojej przeszłości, którym przyszło narodzić się w najokrutniejszym z czasów, w czasie wojny.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 04 paź 2017, 19:19 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Szanowni Państwo.
Poniżej zamieszczam ostatnie artykuły prasowe opisujące rozprawę sądową z dnia 14.09.2017r oraz linki do reportaży TVN24.Pragnę zauważyć że badania ze śliny z pod znaczka które wykonała Katedra Medycyny Sądowej we Wrocławiu nie wynosi 60% jak ktoś wcześniej napisał tylko prawie 80% a to jest wielka różnica,poza tym Instytut Medycyny Sądowej we Wrocławiu nie wykonał badania z materiału biologicznego Józefa Lossowa i mojego,nie wiem zatem skąd insynuacja że takie badanie zostało wykonane,poza tym badanie linii matczynej Heleny Szembek-Lossow z linią matczyną Marii Lossow-Niemojowskiej wykazuje tę samą linię matczyną co jest nie możliwe gdyż matką Marii Lossow-Niemojowskiej była Aniela Moszczeńska osoba obca do Heleny Szembek-Lossow a więc Mariia Lossow-Niemojowska nie może mieć tej samej linii matczynej co jej babka czyli matka jej ojca Aleksandra Lossow-Niemojowskiego,ponieważ linia matczyna została przerwana przez jej matkę,wszystkie badania budzą wiele wątpliwości,myślę że w niedługim czasie będziemy mogli Państwu przedstawić dowody mataczenia materiałem biologicznym i nie tylko.Za kilka dni postaram się udostępnić Państwu te materiały których jeszcze Państwo nie znacie,natomiast wiele bulwersujących materiałów zamieszczę po kolejnej rozprawie sądowej.Zainteresowanych bardzo proszę o wnikliwe zapoznanie się z artykułem tygodnika "7Dni Kalisza"gdyż redaktor naczelny tego tygodnika występuje na rozprawie w charakterze osoby zaufania publicznego.
Z poważaniem.
Ewaryst Walkowiak.


Obrazek
Obrazek

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,4 ... 76558.html - pierwsza część reportażu

https://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,4 ... 76558.html - druga część reportażu


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 paź 2017, 13:43 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Odpowiedz do: Danka55. Informuję odnośnie dzieci Hansa Ludwiga von Lossow,to prawda że posiadał czworo z pierwszego małżeństwa:
1.Syn Hans zginął jako kawaler bezdzietnie podczas II wojny światowej.
2.Syn Aksel zginął jako kawaler bezdzietnie podczas II wojny światowej.
3.Córka Elena nie zamężna,bezdzietna,brak informacji w instytucjach państwa niemieckiego o jej miejscu pobytu lub pochówku.
4.Christa,nie zamężna,bezdzietna ukazana w reportażu TVN24.
Szanowni Państwo, w moich poszukiwaniach po stronie niemieckiej nie kierowałem się poszlakami tylko przekazaną mi wiedzą przez bratanicę siostry Joanny, Marię Lossow-Niemojowską oraz siostrzenicę Zofię Daszewską mieszkającą w Anglii. Rodzinna Hansa Ludwiga von Lossowa nie może mieć roszczeń co do mojego postępowania zmierzającego do ekshumacji.W 2010r zwróciłem się listownie do kilku osób z rodziny ojca z prośbą o wskazanie mi miejsca pochówku,otrzymałem odpowiedz że nie wiedzą o kogo chodzi i jest im przykro ale nie mogą pomóc, pokazałem ten list Marii Lossow-Niemojowskiej ,bardzo ją treść listu zdenerwowała,wówczas przekazała mi nekrolog Hansa Ludwiga von Lossowa dodając abym się spieszył gdyż grób został wystawiony na sprzedaż, a rodzina zaciera ślady jego istnienia. Za pośrednictwem niemieckiej kancelarii adwokackiej skontaktowałem się z administracją cmentarza która potwierdziła iż odpowiada to prawdzie. Na tym właśnie grobie został zdemontowany krzyż.Po mojej interwencji zaniechano prac, mój adwokat zwrócił się z prośbą do administracji cmentarza o wykup tego grobu, na co wyrażono zgodę. :D W związku z tym rodzina Niemiecka sama pozbawiła się praw do tego grobu wystawiając go do likwidacji. Jestem człowiekiem pragnącym potwierdzić prawnie swoją tożsamość i zwracałem się do sądu niemieckiego jako właściciel grobu Hansa Ludwiga Lossowa .Zamieszczam poniżej dokumenty potwierdzające ten fakt.Pragnę również dodać iż nigdy nie zostałem oddany do sióstr na wychowanie jako "dziecko wojny". Oceńcie sami czy to przypadek że grób Hansa von Lossow wykupuję 15.02.2011r., a Maria Lossow- Niemojowska umiera 14.04.2011r. czyżby ktoś się obawiał się że przekaże mi więcej informacji ???



Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 paź 2017, 14:07 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 mar 2007, 00:14
Posty: 1246
Lokalizacja: Śrem
Nie wiem jak wyglądają technicznie wyniki badań DNA, które zostały do tej pory przeprowadzone, ale czy próbował Pan może badać swoje DNA autosomalne typowo pod kątem genealogicznym, ewentualnie porównać swoje wyniki z istniejącymi bazami takich próbek? Rozumiem, że tutaj chodzi głównie o potwierdzenie relacji rodzice-dziecko, ale wydźwięk ostatniego reportażu jest taki, że kwestionuje się jakiekolwiek związki z rodziną Lossow. Jestem ciekaw wyniku takich porównań. Co więcej, jeśli pokrewieństwo biologicznych rodziców nie było zbyt odległe, takie badania również mogą to pokazać.

Pozdrawiam
Piotr


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 paź 2017, 17:08 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Panie Piotrze jest Pan w błędzie badania DNA nie kwestionują związku z rodziną Lossow a wręcz odwrotnie pokazują matactwa i manipulacje materiałem biologicznym i nie tylko,dziękuję za podpowiedz ale nie skorzystam, ponieważ ja wiem kim była moja biologiczna mama i kim był biologiczny ojciec.Jeśli chodzi o dodatkowe badania to nie ma sensu ich wykonywać i przeciwników narażać na dodatkowe koszty :lol: w reportażach TVN24 nie zostały jeszcze upublicznione mocne dowody oraz nazwiska niektórych osób zamieszanych w sprawie dla dobra prowadzonego postępowania sądowego. Pozdrawiam. Ewaryst


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 paź 2017, 19:51 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwi 2009, 20:13
Posty: 973
Lokalizacja: Poznań
Panie Ewaryście,
wydaje się że to co proponuje Piotr jest naprawdę ciekawą i inną ścieżką poszukiwań DNA krewnych niż ta z której Pan korzystał do tej pory.

Nie chodzi w pomyśle Piotra o potwierdzenie pokrewieństwa DNA pomiędzy konkretnymi osobami (tak odczytuję Pana odpowiedź).


Działa to tak że wykonując za około 70 USD badania np. tutaj:
https://www.familytreedna.com/products/family-finder
uzyskuje Pan porównanie swojego profilu DNA z innymi osobami z całego świata które też takie badania wykonały.

Takich osób jest na dzisiaj już ponad 900 tysięcy.

Oprócz wyniku badań DNA otrzymuje Pan listę osób (spośród tych 900 tysięcy) z którymi potencjalnie jest Pan spokrewnionych.
Określony jest stopniem ich pokrewieństwa do Pana, podawane są dane umożliwiające nawiązanie kontaktu.

Oczywiście wyniki takich takich badań i porównań mogą okazać się tak rewelacyjne jak i nie wnieść nic nowego do Pana poszukiwań.

Może jednak warto spróbować ?

_________________
pozdrawiam, Tomek
Odoliński , Odaliński, Oduliński - jeżeli spotkasz się z tymi nazwiskami gdziekolwiek napisz do mnie koniecznie...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 paź 2017, 20:25 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Panie Tomku,tu nie chodzi o to że Pan Piotr czy Pan nie macie racji lecz po latach zmagań jestem już trochę zmęczony wszystkimi badaniami genetycznymi. Poza tym moje pokrewieństwo z rodziną Lossow zostało potwierdzone bezpośrednimi badaniami z jedną z osób z rodziny Lossow. Mają państwo rację co do tego że ta metoda może dużo wnieść, nie zaprzeczam. Bedę musiał się zastanowić nad wykonaniem takich badań. Dziękuję i Poxdrawiam.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 paź 2017, 21:20 
Offline
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 mar 2007, 00:14
Posty: 1246
Lokalizacja: Śrem
Tak jak Tomek napisał, takie badania mogą wnieść dużo, ale równie dobrze mogą na tę chwilę nie wnieść zupełnie nic (a przynajmniej nie będzie to chyba żaden dowód dla sądu). Wszystko zależy od tego, czy już jacyś w miarę bliscy genetycznie krewni się przebadali. Jeśli ma Pan potwierdzenie pokrewieństwa z jedną z osób, to jestem w stanie zrozumieć brak motywacji do dalszych badań. Dla mnie jednak, jako osoby mającej minimalne pojęcie o takich badaniach w genealogii, wyniki przedstawione w reportażach nie mówią zupełnie nic. I tutaj zastanawiam się, czy wiem za dużo, czy jeszcze za mało, żeby oceniać przedstawione wyniki analiz.

Pozdrawiam
Piotr


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 03 lis 2017, 11:34 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 07 cze 2012, 18:08
Posty: 219
Lokalizacja: Łódź
Witam,
wczoraj oglądałam reportaż w "Czarno na biały". TO jest NIESAMOWITE.
Dzisiaj część druga.
Polecam
Małgośka

_________________
Poszukuję:
Nalewalscy, Szudrowicz, Jankowscy, Januchowscy, Jelonek, Kośmiccy, , Milke, Lange, Smarzyńscy, Radeccy z Wągrowca
Jujka, Matuszkiewicz z Poznania
Rybak- Łaziska
Bukowscy - Potulice
Gościńska, Mróz - Łopienno
Świętochowscy z Łodzi


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 09 lis 2017, 17:51 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Witam Serdecznie.
Przesyłem Wam do oceny protokoły z pierwszej ekshumacji w Laskach, napisane przez tego samego lekarza sądowego. Dotyczą one tej samej ekshumacji zostały dostarczone do Sądu w różnych terminach. Pobrany materiał do badań DNA został zapakowany w worek na śmieci oraz słoik do zaprawiania przetworów. Biegły w drugim protokóle pomija fakt pobrania materiału biologicznego który znajdował się w "słoiku"pragnę dodać że ekshumacja odbywała się w Laskach pod Warszawą natomiast powołany biegły pochodził z Kościana woj wielkopolskie. Nasuwa się zatem pytanie: Czy w województwie Mazowieckim nie biegłych patomorfologów sądowych? Dodam tylko że biegły ten jest towarzysko powiązany z pracownikami Instytutu Medycyny Sądowej w Poznaniu. Potwierdziły to zeznania świadków.Czy taki biegły powinien dalej pełnić swoją funkcję.Życzę wszystkim dobrej nocy.
Obrazek

Obrazek

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 09 lis 2017, 20:16 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Nastianie.
Po wykonaniu kilkunastu badań genetycznych stwierdzam że nie wniosą one nic nowego. Dobrze odczytał Pan moje słowa. Dysponuję wynikami badań genetycznych które potwierdzają moje pokrewieństwo z rodziną Lossow. Są to moje prywatne badania jak również zlecone przez sąd.Nie narzekam na manipulację materiałem biologicznym tylko potwierdzam iż ten fakt miał miejsce,potwierdzają to również dwa różne protokoły przesłane do Sądu(nie wiadomo w jakim celu i co się stało z materiałem biologicznym w słoiku,dlaczego biegły usunął go z drugiego protokołu?)po za tym podczas ekshumacji pobrany materiał nie pakuje się w pierwsze lepsze opakowania tylko sterylne, co jest podstawową wiedzą każdego biegłego.W tym przypadku muszę Pana zapewnić że był to worek nas śmieci co może potwierdzić kila osób biorących udział we ekshumacji,poza tym biegły wyznaczył termin ekshumacji na sobotę,gdzie dobrze wiedział że Instytut nie pracuje i nie będzie miał kto przyjąć tego materiał co też się stało , na telefon Pani kurator do biegłego że dzwonię na Policję, biegły zadzwonił do pracownika Instytutu, który przyjechał i po wielkiej awanturze, bez żadnego pokwitowania oraz protokołu z ekshumacji przyjął i złożył materiał w przedsionku pomieszczenia w którym była temperatura pokojowa, według świadka materiał biologiczny przebywał tam ponad 48 godzin, co według biegłych miało wpływ na jego degradację,materiał biologiczny znajdujący się w słoiku zniknął oraz wszystkie izolaty uzyskane przez Instytut z tego materiału uległy degradacji. co według biegłych jest nie możliwe.
Pozdrawiam
Ewaryst


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 10 wrz 2018, 23:18 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
W czwartek 13.09.2018 następna rozprawa, a tymczasem do poczytania:

Obrazek

Obrazek

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 wrz 2018, 18:46 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Druga część artukułu:

Obrazek
Obrazek

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2018, 14:01 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 paź 2007, 08:22
Posty: 2506
Lokalizacja: Poznan
Wspolczuje p. Ewarystowi bo mysle, ze prawdopodobnie nigdy nie otrzyma odpowiedzi
na swoje pytania co do jego pochodzenia a czy kardynal Nycz interesuje sie jego sprawa
czy nie to takze nikt napewno nie wie. Wielka szkoda, ze w 2004 roku p.Ewaryst nie wybral
sie osobiscie /bez szukania asysty i bez posrednika/ do Lasek na wizyte do Siostry Joanny...
Wiem, juz bylo minelo.
Mimo, ze "kibicuje" p.Ewarystowi to uwazam, ze wszystko co mogl to zrobil
i teraz jedynie nalezy oczekiwac - nie chce uzywac slowa - "cudu" czego jemu
serdecznie zycze.

_________________
Hania
___________________________
Poszukuje aktu urodzenia Franciszek Thym, Tym, Timm, Timme, Thiem urodzony przed 1780 rokiem, zawod:młynarz

Haplogrupa V

Magiczne slowa: Prosze, Dziekuje, Przepraszam


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2018, 17:26 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
7 Dni Kalisza
Część pierwsza artykułu z dnia 19.09.2018 - strona 16


Wokół głośnej sprawy o ustalenie macierzyństwa zakonnicy narasta
Patomorfolog ma wiedzę

Młodziejow­ski, prezes Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego zaprzeczył, jakoby znał powiązania rodzinne byłego podwładnego. Chyba nie­wielu obecnych na sali rozpraw uwierzyło biegłemu. Dzisiaj już wiadomo, że rodzina innego ge­netyka graniczy prawie „przez płot” z rodziną spowinowaconą z krewnymi pozwanej. Czy ten zbieg okoliczności, zależności służ­bowe i zaskakujące powiązania towarzyskie wpłynęły na wynik badań genetycznych?
Pisaliśmy o fiasku badań gene­tycznych w głośnym procesie o ustalenie macierzyństwa. Pełno­mocnicy powoda postanowili drążyć problem. Chcą doprowadzić do ujawnienia wszystkich przyczyn, które uniemożliwiły ustalenie profilu genetycznego domniemanej matki, skąd wzięło się tyle niejasności, pytań bez odpowiedzi, podejrzeń i emocji przy raczej rutynowych badaniach.
Ewaryst Walkowiak z Kalisza dowodzi przed sądem, że Helena Halina Lossow, zakonnica znana w Kościele jako s. Joanna, była jego matką. Doszło do ekshumacji ko­biety zmarłej w 2005 roku. Badania genetyczne przeprowadził zakład medycyny sądowej w Poznaniu. Lecz już podczas ekshumacji, trans­portu szczątków i przekazywania ich do laboratorium doszło do awantury. Padły oskarżenia o lekceważenie pod­stawowych zasad postępowania z po­wierzonym materiałem dowodowym. Pełnomocnicy Walkowiaka zwracali uwagę, że zaistniałe wtenczas okolicz­ności nie gwarantują wiarygodności badań. Jego przeciwnicy sugerują, że awantura była tylko pretekst do podważenia tej wiarygodności.
Wyniki otrzymane przez zakład w Poznaniu wykluczyły macierzyństwo. Jednocześnie wokół tych badań po­wstało tak wiele wątpliwości, że sąd postanowił powołać drugi zakład do zbadania materiału. Tym razem był to uniwersytecki zakład medycyny sądowej z Wrocławia.
I doszło do kolejnego falstartu. Choć ten zakład też wykluczył macierzyństwo zakonnicy, to uzy­skany profil genetyczny różnił się od określonego w Poznaniu. Jakby do Wrocławia dostarczono szczątki należące do innej osoby a tylko oznaczone imieniem s. Joan­ny. Jednocześnie biegły odmówił sądowi pisemnego wyjaśnienia narasta rozbieżności. Tłumaczył to wzglę­dami etycznymi obowiązującymi w środowisku genetyków, gdzie unika się oceniania i komentowania wyników uzyskanych przez kole­gów. Zaproponował sądowi wybór trzeciego zakładu, który jeszcze raz zbadałby materiał a otrzymane wy­niki sąd miałby ocenić we własnym zakresie.
Pełnomocnicy Walkowiaka pro­testowali i domagali się wyjaśnień od biegłego. Jednocześnie Ewaryst Walkowiak przekazał dwóm reno­mowanym firmom, które zajmują się badaniami genów na prywatne zlecenia, wyniki badań specjalistów poznańskich i wrocławskich. Eks­perci obu firm doszli do wniosku, że dokumentacja zawiera liczne niepra­widłowości a materiał genetyczny nie daje żadnych podstaw do wykluczenia macierzyństwa i trzeba bardzo złej woli, żeby takie wnioski wyciągnąć. Ich zdaniem doszło do błędu, pomyłki lub oszustwa.
Pełnomocnicy Walkowiaka z ko­lei doszli do wniosku, że kluczową postacią w dążeniu do wyjaśnienia sprawy będzie Jędrzej Piotrowski patomorfolog, który pobierał z grobu szczątki do badań. Złożyli wniosek o przesłuchanie biegłego w charakterze świadka. Zwrócili się również do sądu z wnioskiem o wyjaśnienie sytuacji związanej z ewidencją pochówków odejrzenia, że dokonano podmiany zawartości grobów. Na cmentarzu tym pochowana jest też rodzona siostra zakonnicy, Zofia Dernałowicz z domu Lossow.
Sąd, zgodnie z procedurą, przedłożył wnioski prokuratorowi, jako główne­mu uczestnikowi procesu. Prokurator pozostawił do decyzji sądu kwestię wątpliwości dotyczących ewidencji grobów i pochówków. Natomiast odmówił poparcia wniosku w sprawie przesłuchania patomorfologa.
Ewaryst Walkowiak nie krył rozcza­rowania. - Gdzie podziały się tkanki miękkie przedramienia i twarzy oraz włosy pobrane z grobu? Dlaczego ograniczono się do kości? Ja nie chcę być nadmiernie podejrzliwy, ale mam wrażenie, że mieliśmy do czynienia z jakąś makabryczną grą w kości - podsumował w rozmowie z dziennikarzami.
Mając powyższe na uwadze, jego pełnomocnicy postanowili kontynuować proces, choć wokół sprawy narasta atmosfera irytacji i zniecierpliwienia. Padają argu­menty o wytyczenie granicy roz­sądku i przyzwoitości. W czwartek na kolejnej rozprawie adwokat Monika Buchlińska oznajmiła, że strona powodowa konsekwentnie będzie podtrzymywać wnioski dowodowe dotyczące przeka­zania
dokumentacji medycznej siostry rodzonej s. Joanny (Zofii). Oczywiście wniosek zmierza do sprawdzenia, czy przypadkiem nie doszło do podmiany zwłok, biorąc pod uwagę okoliczności (opisane w ubiegłym tygodniu), jakie to­warzyszyły przygotowaniom do ekshumacji.
Mecenas Buchlińska ponowiła wniosek w sprawie dokonania ofi­cjalnej oceny wyników badań gene­tycznych, wykonanych na zlecenie sądu, a jeśli będzie to niemożliwe to przynajmniej wskazanie przez biegłego genetyka, do kogo sąd i powód mogą zwrócić się, żeby takie porównanie otrzymać i uzyskać od­powiedź na nurtujące pytania?
Wreszcie trzeci i również pono­wiony wniosek złożony na rozpra­wie w ubiegłym tygodniu, który strona powodowa konsekwentnie podtrzymuje, dotyczył wspomnia­nego przesłuchania patomorfologa Jędrzeja Piotrowskiego na okolicz­ność przeprowadzonej ekshumacji w 2013 roku, sporządzenia dwóch protokołów i różnicy w treści tych dokumentów. Zapewne padna pyta­nia przede wszystkim o powiązania towarzystwo - zawodowe z osobami, które przed sądem występowały już w charakterze świadków i składały zeznania. - Celem naszych działań jest podważenie sporządzonych opinii z badań genetycznych przepro­wadzonych przez instytuty naukowe z Poznania i Wrocławia - przyznała mec. Buchlińska.
Po tym wystąpieniu głos zabrała drugi pełnomocnik powoda Ma­ria Walkowiak (prywatnie żona Ewarysta). Na wstępie wyraźnie zastrzegała, że pogłoskom docie­rającym do powoda nie daje wiary, ale.... - Trafiła do nas taka infor­macja, że wyrok w naszej sprawie już zapadł. Że ustalono, jakoby kaliski sąd nie uzna macierzyń­stwa z powodu nikłego materiału dowodowego - powiedziała. Ja nie wiem, czy specjalnie podrzucono nam taką informację, żeby wywo­łać niepokój i zamieszanie, żeby kogoś być może oczernić i dlatego uważamy, że pan Jędrzej Piotrowski jest nam tu niezbędny, żeby pewne rzeczy wyjaśnić, a poza tym on również posiada wiedzę na temat macierzyństwa s. Joanny.
Na sali rozpraw przez chwilę panowała głucha cisza. Milczenie przerwała Maria Walkowiak sło­wami: - Ja wiem, wysoki sądzie, je­steśmy wszyscy w szoku, w ciężkim szoku, lecz to co dzieje się wokół nas, te różne dziwne intrygi, czego człowiek nie ogrania, bo przez tyle lat to trwa, że czasem nas przera­sta... Nie jeden raz podrzucano nam takie lub inne informacje celowo, żeby stworzyć nam zły wizerunek na rozprawie, bądź odwrotnie, lecz teraz to nie ma dla nas żadnego znaczenia - mówiła pełnomocnik. Przesłuchanie Piotrowskiego może nam wiele wyjaśnić, zwłaszcza że mamy ostatnio te anonimy na temat mojego męża i pisma niektórych osób, kierowane bezpośrednio do sądu. To wszystko jest ze sobą i całe to towarzystwo powiązane, a ich cel działania jest dziwny i nie wiem, komu i czemu ma służyć... Po co? Stąd podtrzymujemy wnioski.
Obecna na sali prokurator poparła wszystkie wnioski. Przypomnijmy­,że wcześniej, jak wynikało z zapisu w aktach, prokuratora nie poparła wniosku w sprawie przesłuchania biegłego Piotrowskiego. Sąd na sali nie odniósł się do wniosków i postanowił odroczyć rozprawę do czasu zakończenia pracy przez sąd warszawski, który będzie kontynu­ował w ramach pomocy prawnej przerwane przesłuchanie członka organizacji powiązanej z klaszto­rem w Laskach pod Warszawą.
Krzysztof Ścisły

Strona następna 17:
już atmosfera irytacji, zniecierpliwienia i podejrzenia o obsesję...
i wniesie więcej do sprawy

Odpowiedź i sprostowanie:
Odpowiedź i sprostowanie ar­tykułów pt. ”Znalazłem ojca i matkę a sąd nadal szuka.“ oraz „Mamy do czynienia z maka­bryczną grą w kości.“ które uka­zały się w tygodniku 7DNI KA­LISZA.

Szanowny Panie redaktorze.
W pierwszym artykule napisał Pan że jako dziecko figurowałem pod imieniem Ryszard, otóż nie, od zawsze legitymowałem się imieniem Ewaryst. Natomiast przyjęło się, iż w rodzinie, w której zostałem wychowany, jak i również sąsiedzi czy znajomi, zwracali się do mnie „Rychu“. Wszyscy ludzie z mojego oto­czenia sądzili, że moim imie­niem jest właśnie Ryszard, po­mimo tego że w akcie urodzenia jak i dowodzie osobistym jestem Ewarystem.
Drugą rzeczą, która mnie nur­tuje w tym samym artykule jest fakt, iż Pan redaktor użył złej godności, mówiąc o Pani prowa­dzącej sklep filatelistyczny. Wia­domym jest, iż Pani Aniela była wdową po rotmistrzu Aleksan­drze Lossow - Niemojowskim, ale w czasie prowadzenia tego sklepu wyszła drugi raz za mąż. Tym razem za Witolda Łopu­szańskiego i używała nazwiska drugiego męża. Po rozwodzie usunęła z życiorysu „incydent“ z Witoldem, aby wrócić do na­zwiska Lossow. Wtedy Helena Halina Lossow – s.Joanna, była członkiem rady Episkopatu. A Aniela już jako Pani Lossow również zasiadała w tej radzie.
Kolejnym niedomówieniem, które mnie zaintrygowało jest fakt. iż udzielający informacji nie wspomniał Panu redaktorowi, iż ciocia Pani Kurator była krewną s. Joanny, a nawet więcej, była przez pewien okres matką gene­ralną w ZSFSK w Laskach. Na­zywała się Alma Skrzydlewska i to ona potwierdziła Pani Kurator oraz dziennikarzom TVN24, iż jestem synem s. Joanny. Ponadto, gdy miałem okazję spotkać się z siostrą Almą, przekazała mi wie­le informacji dotyczących moje­go pochodzenia.
Chciałbym również podnieść temat „genetyka z Poznania“, jak domniemam Pana Sławomira W., syna Teresy W. z Racotu, który widać wyraźnie nie kryje awer­sji do mnie. Pan Sławomir jak i jego siostra Hanna są towarzysko powiązani z autorką poznańskich badań oraz jej mężem pracowni­kiem poznańskiej sądówki. Po­nadto w/w genetyk jest kolegą patomorfologa z Kościana Pana Jędrzeja Piotrowskiego, który przeprowadzał ekshumację w La­skach, a który również jest powią­zany z pracownikami instytutu.
Muszę nadmienić ponadto, iż wspomniane przez Pana redak­tora „błędy w sztuce“ zostały w wyczerpujący sposób opisane na przesłuchaniu przez jednego ze świadków w Warszawie. Opisa­no w nim jak wykonywano pry­watne badania DNA w Lublinie, skąd i jak siostra generalna pozy­skiwała materiał do badani 6 lat po śmierci siostry Joanny, gdzie wystarczył jeden telefon matki generalnej, a szpital przygoto­wał bloczki parafinowe z tkanką. Świadek zeznała również która z zakonnic pojechała go odebrać. W dalszej części przesłuchania wyjawiła, że na tej samej ulicy w Poznaniu zamieszkują Pani Maria O. oraz Andrzej O. a także krew­ny świadka, do którego z prośbą o umożliwienie spotkania zwraca się Andrzej O. Po krótkim czasie doszło do tego spotkania. Uczest­nicy spotkania proszą świadka o możliwość zawarcia znajomości z Teresą W. z Racotu, świadek zwróciła się z taką prośbą do ko­legi swojego brata Pana Jerzego Z. z Kościana, który jest bardzo dobrym znajomym Teresy W. z Racotu. To wszystko dzieje się na krótko przed śmiercią Marii Lossow-Niemojowskiej czyli w roku 2011. Czy szukanie w/w po­wiązań i przedstawiony schemat to zbieg przypadków? Wracając do powiązań, Pan Andrzej O. jest znajomym wielu osób w wymia­rze sprawiedliwości, włącznie z Sądem Najwyższym, był również znajomym nieżyjącego już pre­miera RP Tadeusza Mazowieckie­go, a także prof. Adama Strzem­bosza. Również Pani Teresa W. w wywiadzie dla TVN24 powołuje się powiązanie zakonu z kardyna­łami oraz ówczesnym prezyden­tem Bronisławem Komorowskim. Zastanawiam się, ile jest w tym prawdy, jak również nad tym, czy osoby te mogły mieć wpływ na przebieg mojej sprawy?
Oczywiście chciałbym rów­nież odpowiedzieć na postawione przez genetyka z Poznania hipo­tezy.
1. Wersja I. Pan Sławomir nie wie, kim była kobieta przebywa­jąca w Laskach o nazwisku Wal­kowiak, ale wie, że mogła być moją matką.
2. Informuję, iż żadna z sióstr Antoniego Walkowiaka w czasie II Wojny Światowej nie przeby­wała na terenie Generalnego Gu­bernatorstwa.
3. Wersja II (mniej prawdo­podobna). Otóż Pan Sławomir znowu pomieszał fakty. Prawdą jest, że siostra rodzona s. Joanny wyjechała na początku wojny ze swoim mężem. lecz nie do Anglii tylko do Turcji. Była to Zofia Do­ria - Dernałowicz z domu Lossow, a jej mąż to Władysław Doria-Dernałowicz. Wrócili do Polski po wojnie w 1946 r. Natomiast po wojnie do Anglii wyjechała Maria Daszewska z domu Lossow siostra rodzona s. Joanny, której mężem był Adam Daszewski, pracownik polskiego wywiadu, który uciekł z Pawiaka w bardzo tajemniczych okolicznościach (pisał Pan redak­tor o tym). Dotarł do Anglii i kilka lat czekał na żonę z dziećmi.
4. Hipoteza ta opiera się na pod­stawie badań dr Piotra Kozioła, co jednak jest fizycznie niemożliwe, gdyż podstawa, na której bazuje Pan Sławomir mówi, że nie je­stem spokrewniony z rodziną Da­szewskich.
5. Wersja III. Pan Sławomir do­puszcza możliwość pomocy s.Jo­anny przy przemyceniu ciężarnej kobiety do Grabonoga do matki s. Joanny, czyli do Helleny Los­sow z domu Szembek, lecz Pan Sławomir jako „znawca dziejów rodziny Lossow“ powinien być świadomy faktu, iż Józef Lossow i jego żona nie mieszkali w cza­sie
II Wojny Światowej na terenie Wielkopolski.
6. Wersja IV. Badania genetycz­ne przeprowadzone przez Instytu­ty Medycyny Sądowej wykazały, iż materiał oznaczony jako siostry Joanny posiada genotyp żeński (XX). Nie stwierdzono, co ten Pan sugeruje, genu męskiego (XY) co poddawałoby pod wątpliwość czy s. Joanna była w pełni biologicz­nie kobietą zdolną urodzić dziec­ko. Biegli stwierdzili jedynie, iż materiały badane jako s. Joanny należały do dwóch różnych ko­biet
Szanowni czytelnicy
Wiem kim jestem, ale rzucają mi kłody pod nogi, czekając na moją śmierć.
Ewaryst Walkowiak

Sprostowanie:
Panie redaktorze, jedna nie­ścisłość do Pańskiej wiedzy o szczegółach dotyczących rodzi­ny Lossowów wymaga sprosto­wania. S. Joanna nigdy nie miała żadnych praw do Marchwacza. Wg dokumentów, przesłanych zresztą do kaliskiego sądu na jego wyraźne żądanie, usyno­wiony w 1936 Aleksander Los­sow - Niemojowski, spadkobier­ca Wacława Niemojowskiego, jest spadkodawcą na rzecz Marii Lossow Niemojowskiej, czyli bratanicy s. Joanny. Postępowa­nie adopcyjne (1936) i postępo­wania spadkowe (1990) są tego dowodem. Lata proszę przyjąć z tolerancją, bo dzisiaj nie ma do­stępu do akt.
Na marginesie jeszcze dodam, że moja kuzynka doskonale wie­działa o wszystkich sprawach spadkowych i o spadkobiercach. Nie rozumiem dlaczego powód długo i systematycznie lansu­je wersję o prawach s. Joanny do Marchwacza. Przecież od Marii Lossow-Niemojowskiej przypuszczalnie mieli dokładną wiedzę o stanie prawnym nieru­chomości. Dodam jeszcze tylko, że s. Joanna miała jedynie prawo do spadku po Józefie i Helenie z Szembeków Lossow razem ze swoim rodzeństwem, Marią Daszewską, Zofią Doria-Derna­łowicz i Aleksandrem Lossow - Niemojowskim. Dokumenty znajdują się również w kaliskim sądzie.
Maria Okińczyc

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 29 wrz 2018, 11:32 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lis 2006, 16:07
Posty: 3320
ewaryst napisał(a):
Witam serdecznie.
Pan Profesor Świderski w czasie wojny jako student medycyny był zatrudniony w szpitalu niemieckim w Marysinie, szpitalem kierował wówczas niemiec dr Lutelman ,którego profesor do dzisiaj wspomina z ogromnym szacunkiem,szpital ten znajduje się kilka kilometrów od Gostynia ,w tej chwili jest tam szpital rehabilitacyjny ojców Bonifratów. Zgadzam się z Panem w 100% że Pan Prof.to żywa skarbnica wiedzy.
Pozdrawiam.


Profesor Świderski zmarł we Wrocławiu 20 września. Pogrzeb we wtorek na Junikowie.
R.I.P.

_________________
Łukasz Bielecki

...et Marcus genuit Lucam. Lucas autem genuit Ignatium.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 06 gru 2018, 12:15 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
7 Dni Kalisza
Artykuł z dnia 05.12.2018 - str.10/11
Obrazek
Obrazek

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 gru 2018, 17:47 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Józef Antoni Lossow z Gryżyny ojciec s. Joanny Lossow i Powstaniec Wielkopolski.

https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografi ... CWItEI0cP4

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 lis 2019, 21:40 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
https://pl-pl.facebook.com/ewaryst.walkowiak
Zamieszczone: Wczoraj o 18:01 [tj.18.11.2019]

"Drodzy Facebookowicze.
Po wielu dniach które spędziłem na rozważaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowałem się ujawnić wiadomości, dokumenty jak i informacje które wcześniej zachowałem dla siebie. Informację te nie służą wielu osobą np: pewnemu Poznańskiemu malarzowi wraz z jego siostrą, którzy to organizowali grupę osób działająca przeciwko mnie, informacje i dokumenty o nich i o wielu innych osobach udostępnienie w kolejnych wpisach, tkj. protokoły, zeznania, pisma procesowe i inne ciekawe pisma.
Za wszystkie swoje słowa jak i dokumenty udostępnione na profilu biorę 100% odpowiedzialność.
Pierwsze dokumenty udostępnienie w piątek o godzinie 16:00.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Ewaryst Walkowiak
"

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 lis 2019, 23:01 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
"Kochani facebookowicze,
obiecałem wam że o godzinie 16 zacznę umieszczać cykl dokumentów, o ludziach którzy w różnoraki sposób występowali przeciwko mnie. Moje opóźnienie wynika z faktu iż wielu z Was prosiło mnie abym nie publikował tego, gdyż może to zagrażać mnie i mojej rodzinie, Wszystkim dziękuję za troskę to bardzo miłe z waszej strony ale nie boję się konsekwencji prawdy.
Na początku chcę przedstawić wam chronologiczny ciąg zdarzeń który miał miejsce przed trafieniem mojej sprawy do ,Sądu o uznanie macierzyństwa, jak i mediów.
Zaczęło się to od detektywa z Leszna który mi pomógł , człowiek bardzo skrupulatny i dążący do prawdy, pomimo trudności, a obecnie mój dozgonny przyjaciel. Z jego pomocą odnalazłem swoją kuzynkę śp. Marię Lossow- Niemojowską w 2009r spotkałem się z Nią w zakonie sióstr Franciszkanek na ul Piwnej w Warszawie, nie kryła że jej ciotka Helena Halina Gabriela Maria von Lossow miała syna i była pewna iż to Ja nim jestem. Podczas naszego trzeciego spotkania które miało miejsce w jej prywatnym mieszkaniu w Warszawie, zaproponowałem przeprowadzenie badań DNA aby mieć pewność iż jesteśmy rodziną. Maria powiedziała mi wtedy że ona nie potrzebuje tych badań żeby być pewną naszego pokrewieństwa, ale jeżeli one mnie uspokoją to nie ma żadnych przeciwwskazań. W 2009 r w Katedrze Medycyny sądowej we Wrocławiu jeden z profesorów przedstawił nam wyniki potwierdzające iż jesteśmy kuzynostwem w pierwszej linii. Przez dwa lata nikt nie kwestionował naszego spokrewnienia, w tym czasie Maria przekazała mi wiele informacji na temat ludzi którzy nie będą nam życzliwi a nawet będą robić wszystko za pomocą swoich pozycji jak i koneksji aby nie dopuścić do uznania mojego prawdziwego pochodzenia gdyż wyjdą na jaw sprawy przejmowania w nielegalny sposób zapisanych darowizn po stronie polskiej jak i niemieckiej ale nie tylko, ostrzegała mnie przed byłymi ludźmi SB którzy byli powiązani z pewnym zgromadzeniem ale także z wywiadem niemieckim, ostrzegła mnie również przed pewną kancelarią z Aachen, powiadomiła mnie również o tym że podjęte zostały próby likwidacji grobu mojego ojca i ofiarowała mi jego nekrolog który pomógł w odnalezieniu jego grobu dzięki niej udało mi się wykupić ten grób 15.02.2011r, Maria złożyła zeznania przed Kaliskim Sądem 18.03.2011 to wszystko trwało aż do niespodziewanej i niewyjaśnionej śmierci mojej kuzynki która nastąpiła 14 kwietnia 2011 roku, i doprowadziła do ciągu zdarzeń który zaraz przedstawię:
-W październiku 2010 roku Maria O oraz jej brat Andrzej O szukali kontaktu z Teresą J która poznała ich z Jerzym Z z Kościana który przedstawił ich rodzinie „W“ z Racotu powiązanych prywatnie i zawodowo z patomorfologiem z Kościana oraz Poznańską Sądówką
-Po śmierci Marii Lossow Niemojewskiej szpital nie przeprowadził sekcji zwłok.
-Obcięto jej włosy.
-W noc jej śmierci i dzień po z pomocą tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa przeszukano jej mieszkanie wywieziono dokumenty wyciągano pieniądze z jej rachunków bankowych.
-18 kwietnia 2011 roku dr K z Lublina przyjmuje zlecenie wykonania badania DNA od ZSFSK w Laskach na materiale biologicznym nieznanego pochodzenia.
-20 kwietnia 2011 r Maria Lossow Niemojewska zostaje skremowana i pochowana. Przez cały czas mówiła nam że nigdy nie chce być skremowana.
-W rekordowym czasie, czterech dni dr K .z Lublina wydaje opinie o spokrewnieniu (26.05.2011r)
- 22/23.11.2012r dr K przedstawia swoją prace na Seminarium Genetyków w Szczecinie pod tytułem „ Ustalenie pokrewieństwa z mała ilością danych na przykładzie rodzinny „Lossow““
-Nie miał mojego materiału biologicznego ani nie pytał o zgodę na badania
-Nie miał Materiału genetycznego żadnego z członków rodziny Lossow
- Na seminarium dał innym genetyką sygnał iż wynik badań nie może być inny niż jego
-08.03.2013 tego dnia został złożony pozew przeciwko mnie przez ZSFSK w sprawie o ochronę dóbr osobistych.
(Na dzień przed ekshumacją kolejny przypadek)
-Pierwsza ekshumacja s. Joanny 09.03.2013 rok została przeprowadzona przez pewnego patomorfologa z Kościana oraz Poznańska sądówkę powiązaną z rodziną z Racotu oraz samym patomorfologiem a także z ZSFSK a także pewnym malarzem z Poznania oraz jego siostrą ale nie tylko, okazuję się po czasie że patomorfolog jak sam przyznał nie miał uprawnień do przeprowadzenia ekshumacji.,kolejne wątki pokażą Wam kochani jak dobrze zorganizowała się grupa osób wykorzystując pewne koneksje i układy,jakich argumentów trzeba użyć aby pracownik państwowy w dokumencie przesyłanym do Sądu potwierdzał nie prawdę oraz jak wymiar sprawiedliwości chroni osoby które brały udział w mataczeniu aby nie dopuścić do ich przesłuchania, jaką rolę odegrali biegli w tej układance aby stworzyć podłoże dla Sądu do wydania dla mnie niekorzystnego wyroku.
Ciąg dalszy nastąpi za kilka dni.
Pozdrawiam Ciepło życzę udanego weekendu
."

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 03 sie 2020, 10:29 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
https://www.7dnikalisza.com/artykul/wni ... NlOkzG-rsA
7 Dni Kalisza

zdj. Sędzia Donata Rodecka - Ratajczyk

Wniosek o wyłączenie sędziego w głośnej sprawie

Chyba najmniej nieoczekiwany przebieg miała czwartkowa rozprawa przed sądem rodzinnym w Kaliszu. Pełnomocnik powoda Ewarysta Walkowiaka, który domaga się uznania macierzyństwa Heleny Lossow, znanej pod imieniem zakonnym siostra Joanna, złożył wniosek o wyłączenie sędzi, powołując się na artykuł 49 kpc. Zgodnie z jego zapisem wyłączenie sędziego (iudex suspectus) na wniosek strony następuje, jeżeli istnieje okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w danej sprawie. Zaskoczenie dla mnie było tym większe, że do tej pory okoliczności znane mi jako uczestnikowi procesu w charakterze obserwatora nie wskazywały na konieczność składania aż tak radykalnego wniosku. Ale proces trwa już prawie dekadę. W ciągu tych 10 lat wystąpiło kilka dziwnych faktów i zdarzeń, wobec których zachowanie sądu z perspektywy czasu mogło wzbudzić wątpliwości powoda. Najbardziej spektakularne miały miejsce podczas ustalania związków genetycznych pomiędzy powodem a ekshumowaną zakonnicą. Od tego czasu dało się wyczuć na sali rozpraw narastające napięcie. Ostatnia rozprawa miała pod wieloma względami odmienny charakter. Ze względu na pandemię i obowiązujące ograniczenia na salę rozpraw mogli wejść tylko prokurator i kurator pozwanej oraz powód z pełnomocnikami. Kuratora pozwanej nie było, prokurator był inny niż dotychczas, zapewne w zastępstwie, a dziennikarzy nie wpuszczono nawet do budynku sądu. Także powód ze względu na stan zdrowia był nieobecny na rozprawie. Zainteresowanie mediów było tym większe, że nieoficjalnie do redakcji dotarła wiadomość, jakoby sędzia zamierzała zakończyć proces i wreszcie zapadnie wyrok w tej arcyciekawej sprawie. Zwłaszcza że od ostatniej rozprawy minął ponad rok. Kolejne terminy były odraczane, między innymi z powodu stanu zdrowia Ewarysta Walkowiaka (78 lat), przed epidemią wirusa sąd odwołał posiedzenia, natomiast ostatnia rozprawa nie odbyła się z powodu pandemii. Przerwa w procesie nie miała jednak wpływu na aktywność strony powodowej, która przygotowywała wnioski i oczekiwała na reakcję sądu. - Od dłuższego czasu zauważyłam pewne symptomy i docierały do mnie sygnały, które zmusiły mnie do zwiększonej czujności - powiedziała Maria Walkowiak, pełnomocnik powoda. - Podczas przeglądania akt sprawy kilka lat temu znalazłam niewinnie wyglądającą karteczkę, zapewne pozostawioną przez nieuwagę z zapiskiem, z którego wynikało, iż sędzia prostowała prawomocne postanowienia bez udziału stron. W sposób oczywisty wynikało, że dokonano manipulacji na materiale biologicznym który użyto do badan genetycznych. Pomimo tego sędzia nie podjęła wątku wyjaśnienia sprawy, a mój wniosek zignorowała. Niedawno dokonaliśmy kolejnego odkrycia przy badaniu akt sprawy. naszą uwagę przykuł fakt, dotyczący jednego z majątków, należącego do rodziny Lossow, że istnieje pewien bliski związek rodzinny, o którym na razie nie chcę jeszcze się wypowiadać, bo czekam na decyzję sądu w sprawie wyłączenia. Dodam tylko, że na tej ostatniej rozprawie która miała miejsce w październiku ubiegłego roku, dostałam termin 14 dni na złożenie ostatecznych wniosków w sprawie. Złożyłam wiele wniosków, które dotyczyły sprawdzenia licznych przypadków, według mnie świadczących ewidentnie o próbach mataczenia w sprawie przez osoby bezpośrednio zainteresowane, aby mój mąż nie mógł udowodnić, że zakonnica s. Joanna była jego biologiczną matką. Wszystkie sąd odrzucił, o czym dowiedziałam się dzisiaj na rozprawie w taki dobitny sposób, że pozbyłam się wątpliwości, co do bezstronności sądu w osobie sędzi Donaty Rodeckiej-Ratajczyk. Zwróciłem się do mecenasa Grzegorza Szwocha po rozprawie z pytaniem, skąd to napięcie na sali, którego do tej pory nie było. Czasem podziw budziła cierpliwość sądu wobec mnożonych wątków, komplikacji i zaskakujących zwrotów akcji w sprawie. - Jestem przyzwyczajony do tego, że kiedy mieszam szyki sędziemu to nie jest to dla niego miłe i daje temu wyraz czasem w sposób bardzo nieprzyjemny - powiedział mec. Szwoch - Jeżeli sędzia nie wyłączy się ze sprawy w zażaleniu na postanowienie, gdyby było takie o odmowie wyłączenia, będziemy mogli napisać wszystko, przedstawić całą argumentację, którą zgromadziliśmy, posiadamy i przygotowaliśmy do wniosku, a nie tylko tą, którą przedstawiliśmy pobieżnie na sali rozpraw. Być może sąd wcześniej odczytał nasz zamiar i dlatego doszło do nieprzyjemnej scysji słownej i gwałtownego wzrostu napięcia. Ale na tym polega moja praca i mam obowiązek reprezentowania klienta w sposób taki, jaki potrafię najlepiej. Jestem też przyzwyczajony do tego, że sędziowie mnie nie lubią, przecież nieprzychylność sędziego do mojej osoby nie wynika z braku wiedzy czy braku okazania należnego szacunku, a jedynie z faktu że walczę merytorycznie o udowodnienie macierzyństwa Heleny Haliny Lossow, de facto ułatwiając moimi wnioskami dowodowymi podjęcie przez sąd prawidłowego rozstrzygnięcia w tak trudnej sprawie. Dlatego też konieczna jest pełna transparentność przebiegu wszystkich czynności, a moją rolą jest zadbanie o tę transparentność i nadzór nad prawidłowym przebiegiem wszystkich czynności. Im bardziej sędziowie mnie nie lubią tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tym lepiej wykonuję swoją robotę. - Czy odniósł pan wrażenie, że ten proces dzisiaj (czwartek 30 lipca br) miał zakończyć się ogłoszeniem wyroku? - zapytałem. - To nie było tylko wrażenie, panie redaktorze, bo sędzia, próbując mnie zagłuszyć, zaczęła mówić kiedy będzie ogłoszenie wyroku, pomijając nawet pytanie o końcowe stanowisko stron.... To nie jest więc tylko domysł. Jeżeli sąd nie wyciąga wobec świadków składających fałszywe zeznania żadnych konsekwencji, nie powiadamia prokuratury, spotyka się z pełnomocnikami przed rozprawą w pokoju sędziowskim bez zaproszenia do uczestnictwa w rozmowie pełnomocnika w osobie pani Marii Walkowiak, a także mamy ten wątek transakcji dotyczącej majątku Lossowów w Marchwaczu, to mnie takie argumenty przekonują do złożenia wniosku o wyłączenie sędziego. Jak już wspomniałem, ustalanie tożsamości przez Ewarysta Walkowiaka przed kaliskim sądem trwa już ponad 10 lat. Najpierw były sprawy o zaprzeczenie macierzyństwa i ojcostwa. Ten proces o uznanie macierzyństwa toczy się od 2012 roku. Chyba nie będzie przesady w stwierdzeniu, że cała Polska zna sprawę zakonnicy Heleny Lossow pochodzącej z rodziny wielkopolskich ziemian. Według powoda (urodzonego w 1941 roku) to właśnie ona jego biologiczną matką. Ale to jeszcze nie byłaby kompletna wiedza na temat tożsamości Ewarysta Walkowiaka. Sprawa znana jest także w Niemczech, bo tam przed sądem też toczy się proces. Ewaryst Walkowiak twierdzi, że jego biologicznym ojcem jest Hans Ludwig von Lossow z niemieckiej linii tego starego, serbołużyckiego rodu, którego udokumentowane korzenie sięgają 1000 lat wstecz historii słowiańsko-germańskiego pogranicza. Hans von Lossow w czasie wojny był oficerem niemieckiego wywiadu (Abwehry), a po wojnie pracował w zachodnioniemieckim wywiadzie na najwyższych stanowiskach. Pozew oczywiście budzi zrozumiałe emocje. Intymne kontakty z wrogiem w czasie II wojny okrywały infamią, lecz emocje budzi fakt, że Helena Lossow była już w tym czasie w zakonie. Nic dziwnego, że proces przebiega w klimacie wzajemnych podejrzeń, wątpliwości i oskarżeń o oszustwo, mistyfikacje, manipulacje i złą wolę. Pomijając relację z czwartkowej rozprawy trzeba koniecznie zaznaczyć, że przerwy w aktywności sądu w Kaliszu, wypełniały sądy w Warszawie, które udzielały pomocy procesowej, przesłuchując świadków, którzy z różnych względów, głównie z powodu podeszłego wieku lub choroby, nie mogli przybyć do Kalisza, opóźnienia w przesłuchaniu w/w światków spowodowane były również, składaniem wniosków, przez osoby nie związane bez pośrednio ze sprawą, dotyczących ich udziału jako interwentów ubocznych. Zapytałem pełnomocnika powoda - Marię Walkowiak, jak przebiegało przesłuchanie świadków w sądzie w Warszawie w styczniu tego roku? -Panie Redaktorze podczas przesłuchania jedna z zakonnic z klasztoru w Laskach pod Warszawą, w którym przebywała s. Joanna, zeznała inaczej niż wcześniej, kiedy to wypowiedziała się publicznie w jednym z reportaży wyemitowanym przez TVN24 z cyklu "Czarno na białym". W zeznaniach wyjawiła, że jednak spotykała się z moim mężem a same spotkania przebiegały w przyjacielskiej atmosferze, pomimo iż w reportażu zarzekała się, jakoby nigdy do takich spotkań nie doszło a mój mąż jest kłamcą. Ponadto ta sama zakonnica pamięta, jak ś.p. Maria Lossow-Niemojowska (bratanica s. Joanny) w jej obecności potwierdziła, że Ewaryst Walkowiak jest synem Heleny Haliny Gabrieli Marii Lossow. Na moje pytanie dlaczego wówczas nie protestowała stwierdziła że nie wie dlaczego miałaby protestować, gdyż jest siostrą zakonną a rodzina Lossow ma swoje tajemnice, w które nie chce wnikać. Druga siostra zakonna, swego czasu piastująca wysokie stanowisko w Laskach, zaznała, że po śmierci Mari Lossow-Niemojewskiej, powiedziała pewnej osobie, że dobrze byłoby zabezpieczyć (materiał genetyczny), żeby można było go porównać. Co miała na myśli pod pojęciem „porównać”... wiem, ale jeszcze powiedzieć nie mogę. Ponadto ta sama siostra zeznała, że na cmentarzu przyklasztornym w Laskach siostry często chowane się w podwójnych grobach, co w pewnym stopniu rozjaśniło moje wątpliwości. Ponadto świadek zeznała, że miała kontakt telefoniczny z doktorem genetyki z Lublina i że to na jej polecenie pobrano materiał genetyczny siostry Joanny w postaci bloczków parafinowych z jednego z Warszawskich szpitali, gdzie przed śmiercią miała operację. Panie redaktorze, jak Pan widzi, te przesłuchania rozwiały wiele naszych wątpliwości, lecz to jeszcze nie wszystko czego się dowiedzieliśmy. Na razie nie mogę o wszystkim mówić, ale w najbliższym czasie wiele spraw nabierze całkowicie innego tempa niż dotychczas. Jak wyżej wspomniałem, proces w Kaliszu zaczął komplikować się od momentu, kiedy doszło do analizy materiału genetycznego po ekshumacji zakonnicy. Najpierw pojawiły się wątpliwości, czy w ogóle na cmentarzu w Laskach pod Warszawą, gdzie pochowano s. Joannę, wskazano właściwy grób. Już wtedy sąd powinien powziąć wątpliwości, co do prawidłowego przebiegu ekshumacji zakonnicy. Wcześniejsze publikacje prasowe, a na rozprawie zeznania świadka, na pewno te wątpliwości pogłębiły. W końcu chyba wszyscy obecni na sali mieli prawo uwierzyć, że wykopano nie ten grób albo nie tę zakonnicę, bo ciało właściwej mogło leżeć metr głębiej. Druga ekshumacja również nie wniosła niczego do sprawy, a nawet jeszcze bardziej zaciemniła jej obraz. Niewiele brakowało, a doszłoby do trzeciej ekshumacji. W końcu Ewaryst Walkowiak wycofał się z tego wniosku, ze względu postanowienie sądu o zmianie Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie, który tę ekshumację miał wykonać, na inny podmiot, którego uprawnienia do przeprowadzenia takich działań, według powoda budziły poważne wątpliwości. Ale Ewaryst Walkowiak nie ma co do jednego wątpliwości i jest przekonany, że w świetle faktów i zeznań finał i wyrok w walce o odzyskanie tożsamości jest oczywisty. -Helena Halina Lossow jest moją mamą - powtarza z uporem.

czw, 03.08.2020, autor: Krzysztof Ścisły

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 07 sie 2020, 12:48 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Artykuł z 2010 roku:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityk ... 2oNqwAeTUI
autor: Martyna Bunda
27 grudnia 2010 12 minut czytania

Zakonnica, niemiecki oficer i ich syn
Ewaryst miał 63 lata, gdy zaczął szukać swoich prawdziwych rodziców. Znalazł wybitną polską zakonnicę i oficera niemieckiego wywiadu.

Najstarszy brat Ewarysta, Zdzisław, po 60 latach dochowywania tajemnicy, na ostatnim spotkaniu w szpitalu, gdy leżał już w stanie agonalnym, ujął to tak: Ty nie jesteś nasz; ty jesteś dzieckiem niemieckim. A potem bardzo się zdenerwował, więc jego żona też. I kazała Ewarystowi wyjść.
Ewaryst, który do umierającego brata przyjechał z Kalisza, gdzie mieszka, wrócił do szpitala tego samego wieczoru. Jak nie Walkowiakowie, to kto? Usłyszał, że oficer niemiecki, a matką była jedna z córek arystokratów Lossowów, rodziny znanej w Wielkopolsce.

Tej nocy zaczął sobie przypominać: stary Marszał, milicjant w wielkopolskim miasteczku, idący chwiejnym krokiem przez rynek i bełkoczący coś o jego prawdziwych rodzicach.
Ale akurat tego dnia w wypadku zginął najmłodszy brat z rodziny Walkowiaków i Ewaryst myślał tylko o jego śmierci.
Przypomniał też sobie dyrektora miejscowej szkoły i dyrektora lokalnego banku, którzy obserwując go, powiedzieli:
A oto i nasz Ewaryst. A on był wtedy Rychem, Ryszardem Walkowiakiem, tak miał wpisane w dzienniku szkolnym.

W szpitalu u Zdzisława był znowu dwa dni później, żeby pytać. Zdzisława już tam nie było. Nikt z rodziny nie chciał też powiedzieć, w którym brat jest hospicjum. Termin pogrzebu podali niewłaściwy. Jakby się bali, że Ewaryst będzie dalej wypytywał.

Zofia wyznała
Tym bardziej czuł, że musi pytać. Żyła jeszcze kuzynka ojca Antoniego Walkowiaka, Jadwiga, lat dziewięćdziesiąt parę. Pojechał, ale ciotka upierała się, że urodziła go na pewno mama Walkowiakowa. Mówiła: Tuż po wojnie. Ale jak po wojnie – wykłócał się Ewaryst – skoro ja jestem rocznik 1941?! Na to ciotka obraziła się, zamknęła w sąsiednim pokoju na klucz i umarła. Reszta rodziny Walkowiaków nie chciała już się spotykać.

Tam, gdzie zgodnie z aktem urodzenia miał przyjść na świat, urzędniczka zamknęła z hukiem księgę, pisaną jeszcze po niemiecku, zasłaniając się ochroną danych osobowych. Ewaryst nie znał prawa na tyle, żeby zaprotestować. W Gryżynie pod Kościanem, gdzie mieli rodowy pałac Lossowowie z tej linii, odnalazł panią piszącą książki o regionie, ale dowiedział się tylko, że panny Lossow były trzy. Oraz że nie powinien szargać dobrego imienia tej rodziny.

Trzy siostry, ale najmłodszej, Heleny, w ogóle nie brał pod uwagę. Okazała się słynną polską zakonnicą. Wielką Siostrą Joanną od Ekumenizmu, która Janowi Pawłowi II pisała na karteczkach, jak mówić o innych Kościołach, a przedstawiciele kleru o poglądach silnie narodowych mówili o niej: Ta baba. Szukał pozostałych sióstr Lossow. Do zakonu dzwonił tłumacząc, że szuka matki, więc prosi o spotkanie z siostrą Joanną, która musi coś wiedzieć. Ale na dźwięk jego głosu zaczęto w końcu odkładać słuchawkę.
Ewaryst zajął się więc wyłuskiwaniem wszystkich Lossowów po świecie. W Niemczech, w Szwajcarii, Anglii – bo stara arystokracja przez lata się rozpierzchła. Choć jeździł na każdy sygnał, udało się dopiero po dwóch latach, z pomocą detektywa: w Yorku, w Anglii, mieszkała potomkini Lossowów. Numeru telefonu użyczył ksiądz z polskiej parafii. Gdy Ewaryst się przedstawił, po drugiej stronie słuchawka na moment wypadła komuś z ręki. Po chwili usłyszał, że od początku powinien był szukać zakonnicy. Zofia, która odebrała telefon w Yorku, okazała się jego cioteczną siostrą, córką najstarszej siostry matki.

Był marzec 2005 r. Helena Lossow, siostra Joanna, czyli matka Ewarysta, w wieku 96 lat zmarła w Warszawie dwa miesiące wcześniej.

Maria zbadała
Detektyw pojawił się, gdy Ewaryst – ekonomista i zajmujący się handlem międzynarodowym biznesmen – zdał sobie sprawę, że sam niewiele już znajdzie. Detektywowi udało się odnaleźć drugą żyjącą krewną, w Warszawie. To Maria, bratanica matki. Ojca Marii, a swojego brata, Helena Lossow wyciągnęła z rąk gestapo.

Maria też chciała wiedzieć. Zgodziła się oddać swoje DNA do badań. Ale choć szef laboratorium w Bydgoszczy osobiście przyjechał do Warszawy pobrać materiał genetyczny, to po miesiącu oddał pieniądze bez słowa wyjaśnienia. Wyników nie było.

Kolejne instytuty z miejsca odmawiały słysząc, że chodzi o znaną zakonnicę. W końcu zgodził się Wrocław. Ewaryst z żoną zawieźli tam Marię, tym razem wzięli też koperty z listów, które Maria dostawała przez lata od swojej ciotki Heleny. Pod znaczkami mogły być jeszcze jakieś ślady DNA w ślinie.

Ewaryst niby wiedział swoje, a jednak niepokoił się. Już trzy lata poświęcił na szukanie matki. A jeśli to nie ta kobieta?

Lecz, mówi, chyba dostawał znaki.
Pierwszy – gdy 10-letni syn trochę narzekał, że rodzice wciąż gdzieś wyjeżdżają. Obiecali mu na pocieszenie psa. W drodze po psa mieli zderzenie czołowe, karoseria była sprasowana. Ale Ewaryst wysiadł bez jednego guza, a żona tylko ze zwichniętą ręką. Pomyślał, że to znak od matki.
Drugi był dzień później.
Syn oznajmił, że zostaje ministrantem, bo musi teraz podziękować Bogu, że mu uratował rodziców. Tak więc w rodzinie gorliwego ateisty pojawił się gorliwy ministrant. No tak, pomyślał Ewaryst, matka miała poczucie humoru. Po miesiącu przyszedł wreszcie pocztą wynik badań. Prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że Ewaryst jest kuzynem Marii i synem osoby naklejającej znaczek.

Józef odprawił
Z Marią do dziś są blisko. Za to telefon Zofii z Yorku ostatecznie zamilkł. Kuzynka ta zdążyła jednak opowiedzieć Ewarystowi kolejny fragment jego historii. A więc: było wczesne lato 1941 r. Cała rodzina zjechała się w majątku Józefa Lossowa. Maria też tam była, jeszcze mała, ale przez całe lata będzie się o tym popołudniu w rodzinie opowiadać. Zjawili się dwaj dalecy kuzyni o tym samym nazwisku (trochę tej samej krwi w żyłach, choć mocno rozrzedzonej): Hans von Lossow w towarzystwie brata Jobsta. Hans z bukietem biało-czerwonych róż. Przyjechał prosić o rękę córki Józefa – Heleny.

Józef Lossow do historii przeszedł jako wielki polski patriota. Tamtego dnia odprawił niedoszłego zięcia: „Córka nie wyjdzie za Niemca, dopóki choć jeden okupant jest w ich kraju”. Helena była już w ciąży, coraz bardziej widocznej. A Hans i Jobst przyjechali w hitlerowskich mundurach.

Ewaryst szukał kolejnych, którzy coś pamiętali. Składał dalszy ciąg z wielu opowieści. A więc: w 1940 r., gdy jedynego brata Heleny aresztowało gestapo, Hans był w Warszawie wysoko postawionym niemieckim oficerem. Rzecz jasna pomógł. Podobnie pomagał, gdy trzeba było ratować grupę ludzi z łapanki spod wycelowanych już luf. Przychodziła Helena, poprosiła dowódcę plutonu, by wykonał tylko jeden telefon, do Hansa von Lossowa. Dowódca nie był rad, ale wysłuchał rozkazu Hansa. Przez pół wojny Helena żywiła w Laskach 200 osób, korzystając z wystawionej pewnie przez Hansa przepustki. Za przewożenie żywności groziło wtedy rozstrzelanie.

Hans wspierał
Ewaryst zaczął odruchowo odejmować dziewięć miesięcy od daty swojego urodzenia, przekładając kartki w kalendarzu. I zdębiał. Bo trafił równo w imieniny Ewarysta. – To imię dostałem na pewno od rodziców – opowiada. – A przecież upamiętnia się daty szczególne i radosne, wstydliwe woli się zapomnieć. Więc może między nimi po prostu zdarzyła się prawdziwa miłość?

Zaczęło się to składać w całość. Hans, kiedy przyjechał oświadczać się Helenie, był wdowcem. Z Heleną po raz pierwszy spotkali się przed wojną, w Paryżu. On był jeszcze żonaty. Helena – niezależna, obdarzona silną osobowością – kończyła tam studia, miała niewielkie mieszkanie. (Swoją drogą, i Ewaryst pół życia przemieszkał we Francji, z której wrócił do Polski dla żony). Wcześniej przez sześć lat prowadziła sekretariat zakonny u franciszkanek w Laskach, wciąż nie mogąc zdecydować się jednak na złożenie wieczystych ślubów.

Po wojnie Hans jeszcze długo wspierał finansowo zgromadzenie Heleny, choć już się nie spotkali. Dlaczego wspierał, jeśli nie z miłości?
Kolejny fragment opowieści Ewaryst znalazł na cmentarzyku w Laskach, przy grobie matki. Nie spodziewał się, jak silne to będzie doznanie; jakby zawisł nagle poza światem. Tkwił tam więc i tkwił, i tkwił. Aż przejechała obok zakonnica na wózku inwalidzkim. Spojrzała mu w twarz. Powiedziała: Wiem, kim jesteś – masz jej oczy.
Siostra pamiętała maleńkie dziecko, które mieszkało w zakonie, i dzień, kiedy je zabrano. Krzyczało na wozie, za wozem biegła rozpaczając Helena, echo roznosiło się po lesie.
Jeździł na cmentarz i wypatrywał starszych zakonnic, które znały inne fragmenty historii. Np. że Hansa, mniej więcej wtedy, gdy z Lasek odjeżdżało dziecko, wysłano na front wschodni, a Helenę do Żułowa, pod dzisiejszą granicą wschodnią, by tam prowadziła dom zakonu. Złożyła śluby wieczyste oraz przysięgę na Biblię, że nigdy już nie zobaczy syna. Przyjęła imię Joanna. Historycy Kościoła doszukają się, że to po babce, Joannie Lossow – wyznania kalwińskiego. W tym będą upatrywać źródła legendarnej wrażliwości franciszkanki z Lasek na inne wyznania i kultury. Swej biografistce, siostrze Marii Krystynie Rottenberg, siostra Joanna powie jednak, że to od Joanny D’Arc, ale nie tłumacząc dlaczego. Może dlatego, że Joanna D’Arc poszła na wojnę, udając kogoś innego?

Przyjaciel matki i spowiednik opowiedział Ewarystowi, co czuła. On – syn – nie chciałby przeżyć tych katuszy, co ona. Przepłakać każdej nocy. Dlaczego nie odeszła z zakonu? Ewaryst usłyszał od spowiednika: Może ratowała wszystkim życie? Helena i Hans zarazem zdradzili jej polską ojczyznę i zbrukali jego honor niemieckiego oficera.

Ale dlaczego została w zakonie po wojnie, choć chciała odejść – w 1946 r., a potem w 1956 r.? Spowiednik i zakonnice radzili szukać listów od niej, bo tam jest odpowiedź. Helena-Joanna całe życie pisała podobno w tajemnicy do syna.

Christa Emma zamilkła
Ale w Laskach nie było listów. Ewaryst pojechał do domu franciszkanek na Piwną w Warszawie, gdzie jego matka mieszkała do śmierci, ale nie chcieli go przyjąć. Dostał się fortelem, udając dziennikarza. Dotarł do Marii Krystyny Rottenberg, która całe życie spędziła u boku siostry Joanny, jej poświęciła dwie książki i wciąż ma klucze do jej dawnego pokoju. Usłyszał, że żadnych listów nie ma i nie było.

Dziś Maria Krystyna Rottenberg podkreśla, że nie wierzy w szczerość intencji Ewarysta. Nie wierzy tym bardziej, odkąd opowiedział tygodnikowi „Nie”, iż jest ofiarą Kościoła. – A siostrze Joannie Kościół był najdroższy – zastrzega i dodaje, że to klasztor był jej prawdziwym życiem, to tu rodziły się jej najważniejsze, przełomowe myśli. A Ewaryst, gdyby faktycznie był jej synem, czułby się w obowiązku uszanować ten dorobek myśli i wielkość jej nazwiska.

Tymczasem Ewaryst przestał sypiać. Wciąż myślał o tych przepłakanych przez nią nocach. Wstawał koło trzeciej, robił sobie kawę i siedział tak, patrząc w ścianę. Z tej bezsilnej złości, z tych przesiedzianych nocy, urodziło mu się pytanie kolejne: Gdzie był, u diabła, ojciec? Zaczął szukać.

Od jedynej osoby ocalałej z rodziny – bratowej ojca – dostał na piśmie, żeby już więcej nie nękać starszej pani. Nie odnalazł przyrodniej siostry Christy Emmy z Monachium, wciąż jej szuka. Musi mieć ona dziś ponad 80 lat, nie znalazł nigdzie informacji o jej śmierci.

Grób ojca odnalazł – w Monachium. Zarośnięty, zaniedbany, ze zdemontowaną tablicą i krzyżem. Nad tym grobem nie poczuł już tej magii, co nad grobem matki. Znalazł tylko zwątpienie, że cokolwiek jeszcze uda się ustalić.

Antoni wychował
Ale ustalił. Przypadkiem, na przyjęciu u znajomych pod Kaliszem. Ktoś zadał mu pytanie, czy to nie jego szukała po wojnie w całej Polsce niemiecka kancelaria prawna? Bo szukali dziecka o imieniu Ewaryst, a to rzadkie imię. Resztę ustalił detektyw: ci prawnicy byli wynajęci w latach 50. przez Hansa Lossowa. Znaleźli dziecko w rodzinie państwa Walkowiaków, funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa. Ale Ewaryst żył ze sfałszowaną metryką oraz sfałszowanym aktem chrztu, a jego oficjalni rodzice stanowczo twierdzili, że był ich biologicznym synem.

Hans Lossow, który obu starszych synów utracił na wojnie, wszczął jeszcze przed polskim sądem proces o stwierdzenie faktu jego ojcostwa i przekazanie dziecka pod jego opiekę, lecz sprawę oddalono z powodu braku możliwości uzyskania zeznań od matki – zakonnicy.

Reszty Ewaryst doszukał się w swojej własnej pamięci. W rodzinie krążyła opowieść o tym, jak pod koniec wojny wpada Wehrmacht i wszędzie szukają dziecka. Przetrząsają dom, pobliską fabryczkę oraz okolicę, a cała rodzina stoi na baczność i czeka. Ewaryst spytał potem matkę, Weronikę, kogo właściwie szukali. Mówiła, że Zdzicha, najstarszego brata. Ale dlaczego Niemcy szukali akurat Zdzicha? A ja gdzie byłem wtedy? – dopytywał dalej. Usłyszał, że w majątku, u dziadka.

Majątek też pamiętał. Dziadek Walkowiak, ojciec Antoniego, przybranego ojca Ewarysta, był tam zarządcą, bardzo szanowanym, zaufanym. Właścicielem majątku był brat Józefa Lossowa.

Dziadek ogromnie szanował Lossowów. Antoni, jego syn – wręcz przeciwnie. Wyznawał komunizm oraz równość klas. Dzieci wychowywał na Leninie, Ewarysta, czyli Rycha – trochę inaczej. Z jednej strony, jakby mu zależało, żeby Ewaryst nigdy nie poczuł się lepszy od braci. Z drugiej, to właśnie Ewarysta zabierał co miesiąc do Poznania. Mały czekał w restauracji, Antoni wracał z pieniędzmi i zawsze szli na zakupy – po garnitur. Choć bracia nie mieli garniturów. Ale wszystko, co mu ojciec podawał do przymiarki, miało rękawy do kolan. Ewaryst wychodził przekonany, że ojciec z niego kpi.

Więc Poznań! Detektyw odnalazł w tym mieście ślad trzeciej siostry Lossow, ale już nie żyła.

Ewaryst dojrzał
Niebawem minie osiem lat, odkąd Ewaryst zaczął szukać. Kończy siedemdziesiąt.

Długo do tego dojrzewał, ale w końcu przyznał przed sobą, że nie byłoby tej wielkiej, wybitnej zakonnicy, gdyby jego matka spędziła życie przy nim. Nie byłoby jej odwagi osoby, która święcie wierzy, że ludzie na całym świecie są podobni, i która już nic w życiu nie ma do stracenia. To ona podkładała kardynałowi Wyszyńskiemu pod talerze z zupą ponaglające listy tak długo, aż w końcu zgodził się na jej, pierwsze w historii, ekumeniczne spotkanie z ludźmi innych Kościołów. Założyła Ośrodek Ekumeniczny. Sekretarzowała w Radzie Ekumenicznej. Żyła tym. Myśli, że miał wielką matkę.

Ale szukając jej, odnalazł też dziadków. Którzy woleli oddać dziecko obcym niż kochającemu ojcu, ale Niemcowi. Choć nazwisko mieli matka i ojciec to samo, a w żyłach sporo tej samej krwi. Polskie dziecko dorosło więc w rodzinie funkcjonariusza służb, które zajmowały się zwalczaniem Kościoła.

Ewaryst przeczytał już wszystkie wywiady z matką i jej książki i wierzy, że i ona dostrzegała ten sam absurd. Pięć lat przed śmiercią, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, tłumaczyła, że ksenofobia, antyekumenizm, antysemityzm są grzechami ciężkimi. Oraz że do zrozumienia innych nie wystarczy pojednanie.

To, co mógł jeszcze zrobić dla siebie, to wystąpić o sądowe sprostowanie aktu urodzenia oraz wpisanie właściwych imion rodziców do dowodu osobistego. I krew w nim się burzy, gdy słyszy, że dla dobra sprawy nie powinien. Bo matka jest typowana na świętą, a teraz fanatyczni krytycy łatwo podważą cały jej dorobek. Bo czyż Bóg – zapytają – mógł powierzyć jakieś dzieło matce nieślubnego dziecka?
Polityka 52.2010 (2788) z dnia 25.12.2010; Kraj; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Matka Joanna"

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 07 sie 2020, 18:54 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 10 paź 2007, 08:22
Posty: 2506
Lokalizacja: Poznan
Dobry tekst, dobrze sie czyta.
Najbardziej mnie irytuja "dobre rady" dla P.Ewarysta od obcych ludzi,
takie jak: "...nie powinien szargac dobrego imienia tej rodziny" i inne tego typu zalecenia.
Dobre imie tej rodziny wazniejsze niz prawda i czlowiek. Dla mnie w calej tej historii rodzina Lossow byla dysfunkcyjna, z sekretami, ktore ciagna sie do dzisiaj. Jesli ktokolwiek szargal dobre imie rodziny Lossow to byla sama rodzina Lossow. Czy pomysleli za swojego zycia, wraz z wielce zasluzona Siostra Joanna, /ktora przysiegla nigdy nie zobaczyc wiecej wlasnego syna/, i innymi siostrami, jakie konsekwencje niesie to czego sie dopuscili? Jak wogole mozna przysiegac, ze nigdy nie zobaczy sie wlasnego dziecka, czy to po bozemu ? Jaka obluda, kretactwo, zaklamanie i jeszcze wiele innych synonimow na oszukanstwo, pokretnosc, nieuczciwosc, hipokryzje. Nie ma usprawiedliwienia dla takiego wystepku.

Nie mam slow uznania ani podziwu dla Siostry Joanny za Jej zaslugi zyciowe w tym czy w tamtym. Zbudowanie dobrego imienia/kariery kosztem wlasnego, jedynego dziecka, nawet jesli to dziecko ma juz aktualnie prawie 80 lat, to jakis obled i upadek. Moze P.Ewaryst jest wspanialomyslny i swojej matce wybaczyl posmiertnie, ja nie bylabym taka wspanialomyslna.

Z gory przepraszam P.Ewarysta za moja otwartosc. Oby Jego matka Siostra Joanna, /podobni jak kropla w krople/ poczula nareszcie "z miejsca gdzie przebywa", ze zostawila tutaj na ziemi niezalatwiona sprawe swojego syna.....i postarala sie/naprawila jakims szczegolnym przypadkiem to czemu jest winna.

_________________
Hania
___________________________
Poszukuje aktu urodzenia Franciszek Thym, Tym, Timm, Timme, Thiem urodzony przed 1780 rokiem, zawod:młynarz

Haplogrupa V

Magiczne slowa: Prosze, Dziekuje, Przepraszam


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 07 sie 2020, 20:00 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 02 sie 2008, 18:47
Posty: 825
Lokalizacja: Pępowo / Wrocław
Od początku z zainteresowaniem śledzę niezwykłe losy p.Ewarysta.Myślę,że w pewnym momencie obrał zły dla siebie kierunek,publikując artykuły, delikatnie mówiąc,nieprzychylne Kościołowi i księżom,a niezwiązane z jego sprawą.Rozumiem,że może to wynikać z jego rozgoryczenia,że z tej strony nie uzyskał oczekiwanej pomocy,ale nic na tym nie skorzystał.

Druga zastanawiająca sprawa dotyczy jego,jak twierdzi,przybranej rodziny Walkowiaków. Dlaczego ? Dlaczego ta rodzina jeszcze teraz milczy ?

Życzę,żeby jeszcze przed śmiercią poznał swoją prawdziwą historię.

_________________
Pozdrawiam.
Barbara


"Gdzie się człowiek ulągnie,tam ciągnie".


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 07 sie 2020, 21:27 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwi 2009, 20:13
Posty: 973
Lokalizacja: Poznań
Też z ciekawością śledzę historię poszukiwań Ewarysta.
Dobrze że Grażyna podbiła temat nowymi informacjami.

Wydaje mi się że artykuły i upublicznienie poszukiwań przez Ewarysta były z jego strony 'krzykiem rozpaczy' kiedy wszystkie inne normalne ścieżki dla ustalenia prawdy rozbiły się o mur.
Gdyby nie to - pewnie też nigdy o tych poszukiwaniach byśmy się nie dowiedzieli.

Trochę szkoda że Ewaryst chyba nie skorzystał ze ścieżki zasugerowanej przez Piotra w tym wątku:
skała napisał(a):
Nie wiem jak wyglądają technicznie wyniki badań DNA, które zostały do tej pory przeprowadzone, ale czy próbował Pan może badać swoje DNA autosomalne typowo pod kątem genealogicznym, ewentualnie porównać swoje wyniki z istniejącymi bazami takich próbek?
TomekD napisał(a):
Działa to tak że wykonując za około 70 USD badania np. tutaj:
https://www.familytreedna.com/products/family-finder
uzyskuje Pan porównanie swojego profilu DNA z innymi osobami z całego świata które też takie badania wykonały.

Takich osób jest na dzisiaj już ponad 900 tysięcy.

Oprócz wyniku badań DNA otrzymuje Pan listę osób (spośród tych 900 tysięcy) z którymi potencjalnie jest Pan spokrewnionych.
Określony jest stopniem ich pokrewieństwa do Pana, podawane są dane umożliwiające nawiązanie kontaktu.

Oczywiście wyniki takich takich badań i porównań mogą okazać się tak rewelacyjne jak i nie wnieść nic nowego do Pana poszukiwań.

Może jednak warto spróbować ?
Można by dołączyć jeszcze test Y-DNA.
Absolutnie niezależne laboratorium, możliwość wykonania anonimowego testu, kolejne testy z tej jednaj przesłanej próbki (ta jest zachowywana na 25 lat).

_________________
pozdrawiam, Tomek
Odoliński , Odaliński, Oduliński - jeżeli spotkasz się z tymi nazwiskami gdziekolwiek napisz do mnie koniecznie...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 sie 2020, 15:20 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
TomekD napisał(a):
...Wydaje mi się że artykuły i upublicznienie poszukiwań przez Ewarysta były z jego strony 'krzykiem rozpaczy' kiedy wszystkie inne normalne ścieżki dla ustalenia prawdy rozbiły się o mur. Gdyby nie to - pewnie też nigdy o tych poszukiwaniach byśmy się nie dowiedzieli. ...
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03 ... 32010.html
Nietykalni
Teksty Anny Skibniewskiej
piątek, 1 marca 2013
...
ŚWIĘTA Niemcem kryta (NIE 43/2010)

Nawet tożsamość Kościół kradnie.
Ewaryst Walkowiak jest ofiarą Kościoła katolickiego. Siostry franciszkanki odebrały mu rodziców, pozbawiły tożsamości i wciąż odbierają mu prawo do poznania prawdy. a wszystko dlatego, że jest dzieckiem zakonnicy, siostry Joanny. Zakonnicy, która być może będzie ogłoszona świętą. Ewaryst siedem lat temu dowiedział się, że nie jest Walkowiakiem. Jesteś obcy ? powiedział mu na łożu śmierci starszy brat. Walkowiaki mieli go tylko przechować przez okres wojny, potem miał wrócić do ojca. Niemieckiego oficera. Matką jest Helena Lossow. Czyli siostra Joanna ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Od siedmiu lat mężczyzna szuka swoich korzeni. Jednak przedstawiciele Kościoła robią wszystko, by ich nie znalazł. I by prawda nigdy nie wyszła na jaw.

Nie chcemy tego dziecka
Helena Lossow, córka ziemianina i ziemianki z rodu hrabiów Szembeków, miała 33 lata, gdy urodziła syna. Był 1941 rok. Helena była wtedy w nowicjacie w Laskach. O pewnym niemieckim oficerze, który przychodził z kwiatami, wiedzieli niektórzy. Wiedziały też obie rodziny zakochanych, ale żadna nie godziła się na ich związek. Ojciec nowicjatki powiedział jasno, dopóki w Polsce jest choć jeden okupujący kraj Niemiec, on na ten związek nie pozwoli. Ale przyszedł na świat Ewaryst... Wokół szalała wojna. Co i raz w klasztorze pojawiało się jakieś osierocone dziecko, więc nikt nie pytał o malucha. Jednak ludzie zaczęli gadać, nie podobało się to też proboszczowi. Może Helena patrzyła na Ewarysta inaczej, a może ktoś dostrzegł, jak ukradkiem dawała mu pierś? W każdym razie otaczające ją starsze siostry podjęły decyzję. W klasztorze dziecka być nie może. Tego dziecka. Ona jednak musi tam pozostać. Jest potrzebna. A tak naprawdę, jako sekretarka zarządzającego klasztorem księdza Korniłowicza, miała zbyt dużą wiedzę o przewałach finansowych przełożonego. Tylko ona wiedziała, gdzie zakopała w słoikach dokumentację z jego nieoficjalnej działalności, gdy policja wszczęła śledztwo w sprawie przekrętów księdza. Jej nie można było wypuścić z łap. Ile było rozmów o posłuszeństwie, ile było próśb i gróźb, nie wiadomo. Z przekazów wiemy tylko, że nie chciała oddać dziecka. Więc pewnego dnia po prostu je zabrano. Ewaryst miał wtedy pół roku. Siostrzyczki spakowały dzieciaka i oddały Antoniemu Walkowiakowi. Litościwie patrzyły, jak Helena biegła za konnym wozem, na którym był syn, jak krzyczała i płakała.
Zaraz po tym decyzją kurii została wysłana na wschód. Tam, z Biblią w ręku, przed ołtarzem musiała złożyć przysięgę, że nigdy nie zobaczy syna. Od razu też przyjęła śluby. Nie była już Heleną Lossow, tylko siostrą Joanną.

Siostra zaprzysiężona
Jak wynika z dokumentacji kościelnej, co najmniej dwukrotnie chciała zerwać śluby. W roku 1946 iw1963. Prosiła kurię o możliwość wystąpienia z zakonu. Nigdy nie otrzymała zgody. Co najmniej dwukrotnie powiedziano jej, że jeśli zerwie przysięgę, UB dowie się, że przetrzymywała u siebie opozycjonistów. Na przykład Stefana Wyszyńskiego... Pisała też o zwolnienie jej z przysięgi, że nie zobaczy się z synem. Także nie otrzymała zgody. Nigdy nie zobaczyła dziecka. Nawet wtedy, gdy była już chora i leżąca, a Ewaryst wszędzie szukał matki, klasztor nie dopuścił go do niej. Na dwa miesiące przed śmiercią w 2005 r. błagała zakonnice, które dziś mienią się jej przyjaciółkami, żeby pozwoliły jej zobaczyć się z synem. Pisała do wszystkich, którzy mogliby jej w tym pomóc. Syna nie zobaczyła, choć wtedy, gdy o to zabiegała, on właśnie dzwonił z prośbą o spotkanie. Helena zostawiła dla niego teczkę z dokumentami i dziesiątkami listów do niego. Nigdy ich nie zobaczył. O siostrze Joannie inna franciszkanka, Krystyna Rottenberg, jej duchowa córka, jak o sobie mówi, napisała książkę. O jej pracy ekumenicznej, o tym, jak pomagała sierotom, jak dokarmiała żydowskie dzieci. O tym, jak wyrywano dziecko Helenie, zapomniała. Rottenberg szła przy jej boku przez całe zakonne życie. Nie chciała nigdy rozmawiać z Walkowiakiem. Oficjalnie nigdy żadnego dziecka nie było, ale gdy zobaczyła Ewarysta przy grobie Heleny Lossow, powiedziała: Wiem, kim jesteś. Wybacz jej. W liście pożegnalnym siostra Joanna napisała moją królewską tajemnicę zabieram ze sobą do grobu. Rottenberg nie wie, o co chodziło.

Genetyka daje odpowiedź
Od 2003 r. Ewaryst Walkowiak poszukuje swoich korzeni. Zaczął od urzędów i zakrystii. Okazało się, że jego akt urodzenia jest sfałszowany. Według niego urodził się w Piaskach na ulicy Lipowej 5. W Piaskach nigdy takiej ulicy nie było. Nie było tam też żadnego felczera ani akuszerki, która poród niby odbierała. Ewaryst urodził się w 1941 r. Jego ojcem miał być Antoni Walkowiak, który od początku wojny do 1943 r. siedział w obozie jenieckim. Sfałszowano też akt chrztu, który otrzymał niedawno. Kościoła, w którym go rzekomo chrzczono 13 lipca 1941 r. (był jeszcze wtedy z matką w zakonie w Laskach), w czasie wojny? jeszcze nie było. Każdy przedstawiciel Kościoła, który znał i pamięta siostrę Joannę, w ogóle nie chce o niej mówić, natychmiast przerywa rozmowę, gdy tylko słyszy, że chodzi o jej dziecko. Tylko jeden stary ksiądz powiedział Walkowiakowi: jesteś do niej podobny, byłem ciekawy, czy kiedyś cię poznam. Do zakonu franciszkanek, gdzie mieszkała jego matka, próbował dostać się przez dwa lata. Niepotrzebnie na początku powiedział prawdę. Myślał, że one zrozumieją jego sytuację. Chciał tylko zrobić badania genetyczne. Zbywały go, kłamały albo kończyły rozmowę. Poszukał więc rodziny Heleny Lossow. Znalazł bratanicę, która zgodziła się na pobranie materiału do badania. w rodzinnym mieście Walkowiaka przyjęto ten materiał, ale po pewnym czasie otrzymał odpowiedź, że się nie nadaje. Gdy go odbierał, usłyszał jedynie pan rozumie, nie chcemy wojny z Kościołem. Ten sam materiał genetyczny zbadano we Wrocławiu. Wynik ? na 97,56% są kuzynami. Potem fortelem zdobył koperty z listów, które pisała siostra Joanna. Po zbadaniu śliny spod znaczka badanie wykazało, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że jest ona jego matką. W parę dni po badaniu w domu kuzynki pojawiły się siostry z zakonu franciszkanek z pytaniem, dlaczego zgodziła się na badanie genetyczne. Przez 3 godziny przepytywały ją, co Ewaryst wie, do kogo dotarł. Wielokrotnie zapraszały ją do siebie do klasztoru. Wciąż pytały, po co to wszystko, komu to potrzebne. Dodawały parę razy, że Joanna wszystko, co miała, przekazała zgromadzeniu. Po badaniach genetycznych Walkowiak już nie odpuścił. Wydzwaniał codziennie, że chce się zobaczyć z matką. Wciąż słyszał, że ona nie przebywa w zakonie. Udając przybysza z innego kraju, ciekawego wnętrz klasztornych, dostał się do sióstr franciszkanek. Za szybko jednak przyznał się, kim jest. Jako syn siostry Joanny stał się intruzem. Jednak znalazł siostry, które opowiedziały mu historię życia jego matki. Anonimowo. Błagały, by nikomu nie wyjawił ich imienia, bo są karane za rozmowę z nim. Jednej zabrano wózek inwalidzki. Opowiedziały o listach, które pisała do niego przez całe życie, a które po śmierci siostry Joanny przejęła Krystyna Rottenberg. Ona ma też prawdziwy akt urodzenia i akt chrztu. Dziś Ewaryst chce już tylko przeczytać listy matki i dowiedzieć się, kiedy się urodził, jak się nazywa. Rottenberg udaje Greka. Wolno jej, ma 104 lata. Ale tak samo zachowuje się przełożona klasztoru Anna Sikorska: W zgromadzeniu nie mamy śladów sprawy, która pana interesuje ? napisała do Walkowiaka.

Biskupi są wszędzie
Ewaryst Walkowiak ma dość. Złożył sprawę o zaprzeczenie rodzicielstwa Walkowiaków do prokuratury. Dowody pokrewieństwa między nim a Heleną Lossow są niepodważalne. Wezwał świadków, którzy pamiętają historię kobiety. I pamiętają jej dziecko. Znalazł lekarza, który doskonale pamięta małego pacjenta z zakonu. I choć siostry już były u niego z pytaniem, czemu gada o takich rzeczach, on stwierdził jasno, że ma je głęboko w dupie i powie prawdę. Walkowiak zgromadził dokumentację kościelną o tym, że Helena prosiła o zwolnienie jej z przysięgi i spotkanie z synem. Zwołał świadków, którzy widzieli, jak przed śmiercią błagała o rozmowę z Ewarystem. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, do szefa prokuratury zgłosił się biskup Napierała. Przy obiedzie pytał, czy to warto? A może by tak sprawę umorzyć? Zobaczymy, co zrobi prokuratura w Kaliszu. Walkowiak szuka też ojca. Wszystko wskazuje na to, że jest nim niemiecki generał. Ojciec przez cztery lata przyjeżdżał do rodziny Walkowiaków i płacił jej. Podobnie utrzymywał finansowo klasztor Franciszkanek. Po wojnie chciał zabrać syna, ale władza ludowa nie wypuściła malca z kraju. Dziecko zostało u Walkowiaków. Ewaryst zawsze myślał, że jak bił się bratem, a ten wyzywał go od szwabów, to było to takie przekleństwo. Teraz wie, dlaczego tak go nazywał. W konsulacie niemieckim, gdy opowiedział swoją historię, polscy pracownicy nawet nie chcieli z nim rozmawiać. Dopiero pracownik niemiecki powiedział, że zajmą się sprawą. Na spotkanie z Walkowiakiem Anet Buschmann z konsulatu przyszła prosto ze spotkania z biskupem Wrocławia, o czym poinformowała Ewarysta. Nic już dla niego nie mogła zrobić.

Joanna od jedności
Joanna od jedności, jak nazywana była Helena Lossow, ma być beatyfikowana. Uosabia bliskość religii chrześcijańskich. Zarówno jej matka, jak i niemiecki ojciec Ewarysta byli ewangelikami. Walkowiak całą tę beatyfikację może spieprzyć, wyjawiając prawdę.

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 sie 2020, 15:28 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Bez majtek na ołtarze (NIE 25/2011)


Siostra Joanna od Jedności ma być kolejną po papieżu błogosławioną. Wstydliwa tajemnica z przeszłości oraz drogocenny spadek utrudniają te plany.

Osoby dramatu:

Helena Lossow -siostra Joanna od Jedności, Generał Wehrmachtu Lossow - kochanek siostry Joanny, Ryszard - syn Heleny Lossow ochrzczony jako Ewaryst, Aniela Lossow - siostra Heleny, Maria - córka Anieli, siostrzenica Heleny.

Generał pozostawia ślad
Marchwacz - wieś w powiecie kaliskim, a w niej pałac Niemojowskich. Neoklasycystyczny, według projektu Stefana Szyllera. Kopia pałacu z warszawskich Łazienek. Do tego park krajobrazowy, w nim m.in.oficyna, brama wjazdowa, stróżówka, 3 stajnie, spichlerz, gorzelnia, karczma. Ogromny majątek. Poza tym wsie Gryżyna i Boruszyn. To właśnie na ten majątek od lat ma chrapkę Kościół. Czy czarni by go zdobyć, byliby w stanie posunąć się do zbrodni? Zbada to prokuratura.

To my rozpętaliśmy piekło
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03 ... 32010.html
Zaczęło się od beatyfikacji. To znaczy od planu wyniesienia na ołtarze siostry Joanny z zakonu w Laskach. Zasłużona dla idei ekumenizmu w Polsce - pisze encyklopedia internetowa. Z miłością odnosiła się do wszystkich sióstr i braci - piszą przedstawiciele zakonu. A my odkryliśmy, że nie wystarczyło jej odrobiny serca dla własnego syna ("Święta Niemcem kryta "NIE" nr 43/2011). W 1941 r. urodził się Ewaryst - syn Joanny i jej kuzyna, generała wywiadu III Rzeszy. Joanna, a dokładnie Helena Lossow, była wtedy w nowicjacie. Ciążę, a potem malucha trzeba było ukrywać. Wpół roku później zakonnica oddała dziecko do pewnej wielodzietnej rodziny. I podpisała zobowiązanie, klęcząc przed ołtarzem, że nigdy nie zobaczy syna. Słowa dotrzymała. Znowu była czysta. Chłopiec dostał nowe papiery, nowe imię: Ryszard. Był traktowany w obcej rodzinie jak pomiot, i to niemiecki. Rodzina otrzymywała regularnie kasę od niemieckiego generała. O tym, że jest jego synem, dowiedział się, gdy był po sześćdziesiątce. I wtedy zaczął szukać. Zrobił badania genetyczne. I znalazł siostrę Joannę. Znalazł też grób ojca i jego niemiecką rodzinę.
Zaczął mówić o tym głośno. I wtedy się zaczęło.

Jest o co walczyć Kościół za wszelką cenę chciał ukryć prawdę. Byliśmy pewni, że chodzi o skandal. Zakonnica Joanna od Jedności, wielka kościelna osobowość, kobieta szykowana na świętą, miałaby, zdejmując habit, współżyć z okupantem i zostać matką? I to tak wyrodną? Utrzymywanie przez czarnych, że Ryszard nie jest dzieckiem kandydatki na ołtarze, miało także inny powód. Był to majątek, o który Kościół stara się od 1946 r. Marchwacz to scheda po matce Joanny. Była siostrą żony Niemojowskiego, właściciela całej wsi i przede wszystkim pałacu. Joanna (Helena Lossow) i jej siostra Aniela odziedziczyły ten ogromny majątek. Gdy Joanna przyjęła śluby zakonne, natychmiast jej majątkiem zajął się Watykan. W 1946 r. przejął to wszystko jako swoje. Ale obie siostry nie były w ciemię bite. Narobiły krzyku. Joanna miała haka na kogoś ważnego w Kościele, więc ziemia i zabudowania wróciły do rodziny Lossowów.

Tylko złożyć podpis
Joanna pięła się w kościelnej hierarchii. Była coraz świętsza. Tuliła dzieci, dokarmiała biednych, jednała różne religie. A hierarchowie kościelni 7 razy przymierzali się do jej majątku. Od 1993 r. biskupi, potem arcybiskupi, ręcznie pisali do niej listy. O tym, że powinna na rzecz Kościoła oddać skromne swe dary. Raz pisali, że powinna, raz że musi, raz że to jej obowiązek. Za każdym razem dołączali kwit, gdzie było napisane, że ona, Helena Lossow, przekazuje w akcie darowizny wszystkie ruchomości i nieruchomości Kościołowi. Miała się tylko podpisać. Ale siostrzyczka była cwana. Odpisywała, że wyjeżdża albo czegoś nie rozumie. I odwlekała darowiznę. Podobne pisma dostawała jej siostra Aniela, którą władze kościelne zatrudniły, zajęły się jej dzieckiem, ubrały i wykarmiły. I choć była osobą świecką i lubiła facetów (toakurat zaleta), pozwolili jej założyć i prowadzić Wspólnotę Życia Chrześcijańskiego, gdzie na wczasach dla biednych można było nieźle się nachapać. Aniela Lossow była jeszcze cwańsza. Niczego nie oddała. Majątek został w rodzinie. w 2001 r. władze kościelne wykonały kolejne natarcie. Ostrzejsze. Wtedy siostry Lossow, aby majątek rodzinny ratować, cichutko przepisały wszystko na jedyną krewną ? Marię, córkę Anieli.

Segregatory niezgody
Maria wraz z majątkiem otrzymała także papiery, które na prośbę Joanny miała przekazać jej synowi. A że udało się jej go poznać i się z nim zaprzyjaźnić, nie było z tym problemu. I pomimo licznych odwiedzin klechów i zakonnic, postanowiła 4 segregatory pism i 3 książeczki oszczędnościowe przekazać Ryszardowi. Bardzo się bała. Wielokrotnie powtarzała, że nikt nie wie, jak ważni ludzie stoją za tym wszystkim. Gdy syn Joanny założył sprawę o zaprzeczenie rodzicielstwa wobec ludzi, którzy go wychowali, postanowiła zeznawać przed sądem.
Dzień przed wyznaczoną rozprawą Ryszard dostał anonimowy telefon, że w sądzie będzie ustawka.
Powiedział to adwokatowi, ale ten tylko się śmiał. I choć wszystko było zapięte na ostatni guzik, okazało się, że ktoś nie może dojechać, ktoś się spóźni itp. Sędzia już na początku rozprawy postanowiła ją odroczyć. I oczywiście nie chciała przesłuchać Marii. Ale ta się uparła. Powtarzała jak katarynka, że potem będzie za późno. Sędzia więc częściowo ją przesłuchała.
Maria ukryła istotne szczegóły, ale potwierdziła, że ona i Ryszard to rodzina. Po tym sędzia odroczyła rozprawę. Bezterminowo!
Gdy pełnomocnik syna Joanny oddawał mu dokumenty, zapomniał wyjąć z nich swoje prywatne notatki. A w nich odręczny zapis: Sędzia zgodziła się odroczyć rozprawę. Notatkę zapisał 2 dni przed planowanym posiedzeniem sądu.

Maria się kończy
Parę dni po przesłuchaniu do Ryszarda zadzwonił konkubent Marii, były ksiądz. Powiedział: Marysia się kończy. Zaraz potem nagle umarła. Nie wiadomo dlaczego. 2 dni wcześniej śmiała się, wychodząc z przychodni, że ma wyniki badań jak nastolatka. Konkubent nie zgodził się na sekcję zwłok. Poza tym obciął jej w trumnie włosy. Powiedział, że siostra generalna z zakonu w Laskach o to prosiła. Ale to nie koniec dziwów. Kolejna niespodzianka to kremacja zwłok. Podobno Maria tak chciała? Wyraźnie po Marii miało nic nie pozostać. Szeptem mówiono o DNA i badaniach potwierdzenia pokrewieństwa? Zaginęły też teczki z dokumentacją. A tam akty własności, testamenty, księgi wieczyste. I książeczki oszczędnościowe. Jeszcze dzień przed pogrzebem były w domu Marii.
Nie udało się zniszczyć testamentu, bo Maria była dziwnie ostrożna i trzymała go u wielu ludzi, niezwiązanych z Kościołem.
A tam jasno napisane, że majątek rodziny Lossowów przekazuje synowi Joanny.
Zakon w Laskach zapewnia, że siostra Joanna wszystko, co miała, przepisała Kościołowi. Podobno są jej podpisy. Ale pokazać nie chciał.
Tymczasem darowizna przekazana Marii w 2001 r. mówi zupełnie co innego.
Gdy ktoś podpisywał te dokumenty, siostrzyczki z Lasek musiały nie wiedzieć, że Joanna nic już nie ma.
Czyżby po trupach?

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Ostatnio edytowano 08 sie 2020, 16:30 przez bugakg, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 sie 2020, 15:35 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
Święta Niemcem kryta II (NIE 24/2012)

Katolickie hieny cmentarne.


Oszustwa, kradzież, podrabianie podpisów, fałszowanie dokumentów, a może nawet zbrodnia - to tylko niektóre sposoby działania Kościoła katolickiego. A wszystko przez Ewarysta vel Ryszarda Walkowiaka i 60 min zł spadku, który należy mu się po matce - zakonnicy.

Romans
Jak zwykle zaczęło się od dupy. Inni nazwą to wielką miłością. Młoda Polka i jej starszy niemiecki kuzyn. Wszystko jak w dobrym romansie z wojną w tle. Rok 1940. Ona, Helena Lossow, córka polskiego patrioty, on Hans tegoż nazwiska Lossow, niemiecki generał, okupant. Ona zostaje umieszczona w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, ale i tak całuje się z nim w klasztornym ogrodzie. I na pocałunkach nie kończy, bo rodzi im się syn, Ewaryst. Ona nowicjatka próbuje ukryć dziecko. Ale kościelni hierarchowie nie mogą na bękarta patrzeć. Gdy dzieciak ma pół roku, późniejszy Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński zerka na niego z obrzydzeniem i mówi, że bachora trzeba się pozbyć. Siostrzyczki są dla malca i tak litościwe, bo nie wrzucają go do rzeki ani nie trują. Sprzedają go rodzinie Walkowiaków. Ojciec chłopca ma płacić na klasztor i nowej rodzinie syna, a po wojnie ma go odebrać. Tymczasem świeżo upieczona mamusia przyjmuje święcenia i zostaje siostrą Joanną. Po kilkudziesięciu latach jest ona jedną z najbardziej znanych zakonnic w kraju. Joanna od jedności, ekumenistka przytulająca do serca biedne sieroty. Swojego syna nigdy nie zobaczy i nie przytuli.
Ewaryst chowa się jako Ryszard Walkowiak. Sfałszowano mu akty urodzenia i chrztu. Tata Hans nie odbiera syna. Stara się, ale władze nie wypuszczają malca do kapitalistycznych Niemiec. Mama Helena przysięga przed ołtarzem, że nigdy nie zobaczy syna.
A Walkowiak, traktowany jak pomiot i wyzywany od szwabów, czeka dnia, kiedy będzie mógł uciec z domu.
Pewien jest, że Walkowiakowie to jego prawdziwi rodzice. Dopiero starszy brat na łożu śmierci mówi mu, że jest obcy.
Syn zakonnicy i faszysty.
Byłby to znakomity scenariusz do łzawego filmu, gdyby nie było w tle czarnej mafii, jej ofiar i ogromnego majątku.

Kasa
Gdy Ewaryst zaczął szukać matki i dotarł do tego, że to siostra Joanna z klasztoru w Laskach, czarni wpadli w panikę. Nie dlatego, że to wielki skandal, że szykowana do beatyfikacji zakonnica nie ma błony dziewiczej, bo to akurat norma, ale dlatego, że zakonnica wywodzi się z hrabiów Niemojowskich i Szembeków. Wieś Marchwacz w powiecie kaliskim, a w niej pałac Niemojowskich (kopia pałacu z warszawskich Łazienek, do tego park krajobrazowy, 3 stajnie, spichlerz, gorzelnia, karczma), poza tym wsie Gryżyna i Boruszyn to scheda po siostrze Joannie. Warta ok. 60 min zł. Klechy twierdzą, że Joanna przepisała cały majątek Kościołowi. Ale to bzdura. Joanna była cwana i choć władze kościelne od lat nakazywały jej przekazanie majątku, ona przepisała go siostrzenicy z zaleceniem, żeby dała wszystko jej jedynemu synowi Ewarystowi. Zakon podobno ma podpisane przez Joannę akty przekazania majątku Kościołowi, tyle że nie chce ich pokazać. Podobno podpis siostrzyczki jakoś inaczej wygląda... Poza tym co niby miałaby przepisywać, skoro wcześniej wszystko przekazała siostrzenicy? Sukienkowi spóźnili się z tym podpisywaniem. Co prawda w dniu dziwnie nagłej śmierci siostrzenicy Joanny (prokuraturabada tę sprawę) z jej domu zginęły akty notarialne przekazane jej przez ciotkę, ale nie zdołano znaleźć testamentu, który siostrzenica ukryła u ludzi niezwiązanych z Kościołem. I cały misterny plan upadł. Postanowiono więc zniszczyć Ewarysta.

Badania Co do tego, że matką Ewarysta jest siostra Joanna, nie ma wątpliwości. Walkowiak zrobił badania genetyczne, porównując ślinę spod znaczka na liście, który wysłała siostra Joanna do siostrzenicy. Pomimo bardzo słabego materiału, w prawie 97 procentach potwierdzono, że Joanna i Ewaryst są spokrewnieni w prostej linii. Wskazują na to także inne fakty.
Kościół dostał szału. Siostrzyczki wysłały do Ewarysta list, że one zrobiły prawdziwe badania i te jasno mówią, że Joanna nie była jego matką. Na dowód tych słów wysłały mu wynik badania z lubelskiego laboratorium. Siostry materiał genetyczny siostry Joanny pobrany w szpitalu na Banacha porównały z jego materiałem. Badanie zleciła niezależna lekarka dr Aleksandra Dziarska. Może byłoby to i dobre posunięcie, gdyby w szpitalu na Banacha kiedykolwiek była siostra Joanna, czyli dawna Helena Lossow. Była tam Lossow, ale Zofia i - jak wynika z dokumentacji - to od niej pobrano materiał genetyczny. Drugi szkopuł to fakt, że Walkowiak nigdy siostrzyczkom nie dawał swojego materiału genetycznego. Te zapewniają, że dał im prof. Dobosz z wrocławskiego laboratorium, który wykonywał badania dla Walkowiaka. Ale Dobosz pisze oficjalne pisma i zarzeka się, że nigdy nikomu nie dawał materiału genetycznego Ewarysta.
I jeszcze jeden drobiazg: zlecająca badanie dr Aleksandra Dziarska to siostra Ancilla, lekarka z klasztoru w Laskach.
Księża i zakonnice zaczęli latać do mediów ze wspomnianymi wynikami i opowiadać, jak to Walkowiak chce okraść Kościół, jaki to potwór. "NaszDziennik" robi z rodziny Walkowiaka przestępców. Uaktywniła się daleka rodzina Lossowów. Konstanty Lossow (jego dziadek był stryjem Joanny) napisał do Ewarysta list, w którym żąda publicznego odszczekania tego, że jego ciotka była matką. Inaczej wystąpi na drogę sądową. Nazywa swoją ukochaną ciocię Haliną. Nawet nie znał jej imienia... Podobnie jego matka Barbara każe Walkowiakowi odwołać w mediach, że Joanna jest jego matką. Ona też nazywa ukochaną kuzynkę Halinką.

Ekshumacja
Ewaryst jest kopany z każdej strony.
Jego żona jest opluwana na ulicy, ich syn ma przesrane w szkole i na religii. Zaczepiają go księża i zakonnice. Straszą.Tymczasem w Kaliszu toczy się postępowanie o zaprzeczenie macierzyństwa Weroniki Walkowiak, kobiety, która wychowała Ewarysta. Cały czas do sądu dzwonią biskupi, a sędzia robi ogrom niepotrzebnych problemów. Powołuje kuratora zmarłej Weroniki Walkowiakowej, który wygłasza płomienną mowę w obronie wiary i najwyższej prawdy. Tomasz Przymecki wcale nie występuje w interesie Walkowiakowej, tylko Kościoła. Żąda oddalenia powództwa. Wreszcie sąd postanawia o ekshumacji zwłok Walkowiakowej, 0 czym Walkowiak zostanie powiadomiony. Ewaryst przeżywa zbliżającą się ekshumację i czeka na pobranie próbek z kości jego przybranej matki. I mógłby czekać w nieskończoność, gdyby nie anonim wrzucony do skrzynki, a w nim informacja, że ekshumacja ma się odbyć za 2 dni 1 że na cmentarzu ma być podmieniony materiał genetyczny. Jako fragment kości Walkowiakowej ma być zbadana kość siostry Joanny. Po to, żeby wyszło, że to jednak Walkowiakowa była jego matką. Najprawdopodobniej wszystko by się udało, gdyby nie to, że Ewaryst przyjechał na cmentarz godzinę za wcześnie. Pomyślał, że poczeka na lekarza sądowego.
Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że pomimo wczesnej godziny do kości jego przybranej matki pracownicy zakładu pogrzebowego mają raptem sztych łopatą. Na cmentarzu nie było ani przedstawiciela sądu, ani lekarza sądowego. Byli tylko skonsternowani pracownicy firmy pogrzebowej, którzy nagle przestali kopać. Gdy na cmentarzu pojawił się lekarz sądowy, okazało się, że nie ma żadnych narzędzi ani nawet gumowych rękawiczek. Przyjechał tak proforma. Skąd więc miał mieć materiał genetyczny?
W chwilę potem przy rozkopanym grobie pojawił się proboszcz z tamtejszej parafii. Nieświadomy, kim jest Walkowiak, podszedł do niego z uśmiechem, mówiąc: - Czy pan jest przedstawicielem sądu? Bo dzwoniono do mnie z sądu w Kaliszu, że będzie ta ekshumacja, i chciałbym pana zaprosić na probostwo, żebyśmy omówili, co robimy z tym dalej.
Walkowiak zgłupiał. Niepotrzebnie przyznał się, kim jest, bo proboszcz odskoczył jak oparzony.
I kazał mu wypierdalać...
Cały cyrk dopiero miał się zacząć. Lekarz sądowy zdecydował, że pobrane z grobu próbki będą zawiezione do laboratorium... za 2 dni. Gdy Walkowiak chciał, by zawieziono je od razu, i to pod jego kontrolą, lekarz się wściekł, a proboszcz dostał piany. Wreszcie Ewaryst zadzwonił do lokalnych mediów i gdy przyjechał reporter z aparatem fotograficznym, księżulo już był miły i wspaniałomyślny. Pobrany od Walkowiakowej materiał pojechał do laboratorium.
Właśnie przyszły wyniki. Weronika Walkowiak na pewno nie była matką Ewarysta.

List
Panie Ewaryście, łupy po pańskiej matce są już podzielone. Kościół czeka tylko na pański akt zgonu - tak napisał anonimowy nadawca listu do Walkowiaka. Do czego jeszcze posunie się Kościół, żeby zdobyć 60 mln zł? Co czarni zrobią Ewarystowi, aby wreszcie zamknąć mu usta?

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Ostatnio edytowano 08 sie 2020, 16:11 przez bugakg, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 sie 2020, 15:40 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4484
http://skibniewska.blogspot.com/search/ ... em%20kryta
niedziela, 20 października 2013

Święta Niemcem kryta 3 ( NIE Nr 27/2013, 2013-06-28, str. 15)

Kolejny sądowy zakaz dla „NIE”.

Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił pokazać, jak wyglądają w Polsce wolność słowa i demokracja. Sędzia Jacek Tyszka na posiedzeniu niejawnym wydał postanowienie (XXIVC 445/13) w ramach zabezpieczenia procesowego zakazujące mówić Ewarystowi Walkowiakowi, że jest synem zakonnicy, siostry Joanny Lossow ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża.
On i jego prawdziwa matka byli już bohaterami naszych publikacji. Mężczyzna dowiedział się po latach, że jego matką była zakonnica ważna dla polskiego Kościoła katolickiego. W zgromadzeniu nazywana siostrą Joanną od Jedności. Walczyła o jedność różnych wyznań. Dziecko swoje i niemieckiego oficera, urodzone przed wojną, porzuciła z nakazu zakonu. Walkowiak zgromadził niezbite dowody, znalazł świadków, że Joanna Lossow oddała go, gdy miał pół roku. Dziś chce odnaleźć tożsamość, ale Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach robi wszystko, aby prawda nie wyszła na jaw.
Teraz robi to rękami sędziów i adwokatów.


Pełnomocnik obrotnych siostrzyczek nam też postanowił zamknąć usta. Wbrew prawu… Postanowienie sędziego Tyszki zakazuje mówienia o pokrewieństwie Walkowiaka z zakonnicą; o tym, że zakon zmusił ją do oddania dziecka obcym ludziom; oraz o tym, że została zmuszona do złożenia przysięgi, że nigdy nie spotka się z synem. Tymczasem Walkowiak ma wiele dowodów i znalazł świadków mówiących o tym, że dokładnie tak było. My także posiadamy dowody.
Nie wolno nam napisać też o tym, że zakon próbuje za wszelką cenę zatuszować sprawę, nawet wykopując szczątki swojej zmarłej służebnicy (Na co także są dowody)! Nie wolno nam nawet pisać o kuzynce siostry Joanny, która według badań genetycznych jest krewną Ewarysta Walkowiaka. Ani o tym, że po siostrze Joannie został ogromny majątek, którego Kościół nie chce stracić.

Siostrzyczki poprzez swojego pełnomocnika zakazały nam pisać o tej sprawie. Morda w kubeł... Jeśli nie zastosujemy się do zakazu, będziemy mieli na karku kolejny pozew sądowy.

Tymczasem przesłanie do nas postanowienia i zakazania nam pisania jest naruszeniem prawa. Bo postanowienie to nie jest prawomocne! Walkowiak złożył zażalenie, które zostało przyjęte przez sąd nadrzędnej instancji. Wyroku na temat macierzyństwa siostry Joanny Lossow nadal nie ma! Sąd gromadzi kolejne dowody i słucha kolejnych świadków. A ci wskazują na to, że moralne i na wskroś uczciwe siostrzyczki ze zgromadzenia próbowały podmienić ciało badanej zakonnicy, byleby tylko prawda nie wyszła na jaw.

Pełnomocnik siostrzyczek wysłał też do Ewarysta Walkowiaka oświadczenie, które nakazał mu podpisać. Walkowiak ma podpisać dokument, w którym twierdzi, że głoszona przez niego teza, iż siostra Joanna Lossow była jego matką, jest kłamliwa i naruszająca dobra zakonu.


Informujemy siostrzyczki, że wykopywanie trupów, podmienianie materiału genetycznego i zakazywanie ludziom mówienia prawdy niczego nie zmieni. Sędzia Jacek Tyszka, wydając postanowienie o zabezpieczeniu i zakazując Walkowiakowi mówienia o jego prawowitej matce, też wybiegł przed szereg, bo wyroku dotyczącego macierzyństwa Joanny Lossow jeszcze nie ma.

A my wierzymy, że Ewaryst Walkowiak i cały świat usłyszą wreszcie prawdę o siostrze Joannie od Jedności, o jej zakonie i o tym, co tam się dzieje.

Joanna Skibniewska

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 sie 2020, 17:12 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2020, 13:34
Posty: 28
...


Ostatnio edytowano 10 sie 2020, 21:25 przez Mozets, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 sie 2020, 23:38 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 kwi 2009, 17:30
Posty: 4107
Osobiście poważam Ewarysta, że chce znać prawdę, pomijając wszystkie inne aspekty tej sprawy.

Marek opisuje zupełnie inną sytuację. Pan "oficer" wie, kto jest Jego biologicznymi rodzicami.
Decydując się na odwiedziny biologicznych rodziców (dopiero po upadku "komuny" - wcześniej bronił swej pupy),
powinien Im okazać więcej szacunku i chociaż Ich wysłuchać.
Zadaję sobie pytanie - po co tam pojechał?, obejrzeć ich?, nie był w ZOO !.

Cytuję: Owszem wzruszył się, gdy zobaczył starych ludzi, ale nie chciał słuchać ich tłumaczeń.

To musiało być bolesne do staruszków, mógł im tego zaoszczędzić.

Ewaryst również to wszystko przeżywa - nie jestem Walkowiakiem?, to kim?.

_________________
Pozdrawiam Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 09 sie 2020, 08:35 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2020, 13:34
Posty: 28
...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 wrz 2020, 12:58 
Offline

Dołączył(a): 15 mar 2009, 20:50
Posty: 38
Obrazek

Najnowszy Artykuł w mojej sprawie,
Pozdrawiam.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 145 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL