Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 12 sie 2020, 22:08

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 10 kwi 2018, 17:05 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 kwi 2009, 17:30
Posty: 3963
Wpisani w historię kościoła pw. Chrystusa Króla w Jarocinie.

Nowy Kurier Nr 278 z 30.11.1930 r.
Krew robotników wsiąkła w fundamenty nowej świątyni.
(Telefon od wł. korespondenta.)

Jarocin, 29.11. Wczoraj po połudn. o godz. 15.30 wydarzyło sie straszne nieszczęście w nowobudującym się kościele w Jarocinie. Zatrudnieni przy czyszczeniu okien robotnicy Józef Gmerek z Bogusławia (tuż za miastem) i dwaj bracia Tadeusz i Teofil Rapczewscy z Jarocina spadli z rusztowania, wiszącego 18 metrów wysoko. Józef Gmerek poniósł śmierć na miejscu, zaś Tadeusz Parczewski wyzionął ducha po przewiezieniu do szpitala powiatowego. Stan trzeciej ofiary nieszczęśliwego wypadku, Teofila Rapczewskiego jest grożny. Nieszczęśliwy ma złamaną nogę i rękę.
Straszny ten wypadek wywołał w mieście wielkie przygnębienie. Szczegóły podamy jeszcze w następnym numerze.


Nowy Kurier Nr 280 z 03.12.1930 r.
Krwawa plama na czystej karcie.
Wstrząsająca tragedja w przeddzień otwarcia nowej świątyni.
Szczegóły okropnego wypadku przy budowie kościoła w Jarocinie.
(Od własnego korespondenta "Nowego Kuriera").

O wypadku pisaliśmy już w wydaniu niedzielnym. Wydarzył się on w ub. piątek o godz. 15,30, a wieść o nim lotem błyskawicy obiegła miasto. Dziś dajemy szczegóły:
Pod sprężystem i fachowem kierownictwem p. budow. Adamskiego postępuje budowa świątyni w iście amerykańskim tempie naprzód, co napełnia jarociniaków radością i słuszną dumą, tem więcej, iż kolos-gmach stanął dzięki wytrwałej ofiarności parafjan jarocińskich.
Każdy nowy wyczyn robotnika, przyjmuje się z radosną satysfakcją a setki ludzi codziennie śledzą przebieg pracy.
W ostatnim tygodniu specjalnie radowano się, gdy wreszcie zniknęły deski z okien, a ich miejsce zastąpiły rzeczywiste okna, wykonane w stolarniach pp. Ruszkiewicza i Sędzickiego.
Prace szklarskie wykonują firmy pp. Walentego Karolczaka i Antoniego Kozłowicza.
Przy zakładaniu okien wydarzył się tragiczny wypadek w wielkim smutku i żalu komentowany w Jarocinie i dalekiej okolicy.
Robotnicy pracowali w prawej kaplicy, od strony zachodniej, gdzie na rusztowaniu wiszącem przymocowali ramy okien do muru, zapomocą dybli żelaznych.
Celem wygodniejszego i prędszego załatwienia sprawy z zakładaniem okien, sporządzono rusztowanie wiszące, którem było można posuwać się wzwyż wedle życzenia.
W jednym z miejsc były liny połączone zapomocą pętlic, jakie zwykle murarze wykonują przy wiązaniu rusztowań.
W czasie nakręcania na kołowrotek tarły się pętlice, które miały zbyt mało miejsca, by koło siebie wygodnie mogły się suwać.
Kiedy nieszczęśni robotnicy znajdowali się na wysokości 18 metrów nad ziemią, nagle jedna z pętlic, będąca przymocowana słabym drutem, rozsunęła się. Nastąpiła katastrofa, a nieszczęśliwi runęli na posadzkę. Łoskot walącego się rusztowania, natychmiast zwabił wszystkich obecnych.
Udzielono broczącym we krwi pierwszej pomocy, poczem wezwano w pobliżu znajdujących się lekarzy pp. Dr. Maensela i Dr. Dogsa.
Najgorzej z całego wypadku wyszedł robotnik Józef Gmerek z wsi Bogusław, lat 23, który zmarł w drodze do szpitala nie odzyskując przytomności. Śp. Gmerek miał połamane nogi i nadwyrężoną czaszkę.
Dalszymi ofiarami są bracia Rabczewscy z Jarocina, Tadeusz, lat 27, który wbijał dyble, również połamał nogi i ręce i zmarł tegoż dnia, w dwie godziny po wypadku, odzyskawszy poprzednio przytomność, podczas czego złożył krótką relację i pożegnał się z rodziną. Śp. Tadeusz osierocił młodą żonę i dziecko.
Rabczewski Teofil, lat 22, wyszedł z wypadku również ciężko ranny, lecz do dziś dnia jest przy życiu i przytomności, choć lekarze nie rokują nadziei utrzymania go przy życiu.
Ub. niedzieli odbyła się lustracja miejsca wypadku przez władze prokuratorskie, w której uczestniczył p. Dr. Białoborski, prokurator w Ostrowie, komendant policji oraz zaprzysiężeni rzeczoznawcy budowlani. Specjalna rozprawa ustali, kto ponosi winę wypadku. Wszystko przypisuje się sile wyższej.
Jako zainteresowani w wypadku są: budowniczy p. Adamski, podmistrz pan Ciesielski i p. Paryzek.
Prace przy dalszej budowie dla oddania jej do użytku w święta Bożego Narodzenia, nie będą przerwane. K-k.


Gazeta Powszechna Nr 280 z 03.12.1930 r.

Jarocin. Straszna śmierć murarzy. W czasie prac przy budowie nowego kościoła w Jarocinie zaszedł niezwykle tragiczny wypadek, który pociągnął za sobą śmierć dwóch ludzi. W świątyni trzej robotnicy murarze 23-letni Józef Gmerek z Bogusławia, oraz Teofil i Tadeusz Rabczewscy mieli wmontować jedno z głównych okien. W tym celu ustawiono rusztowanie, które było związane linką stalową. Na gotowe rusztowanie weszło trzech murarzy i przystąpili do windowania okien, nagle jedno wiązanie poprzeczne rusztowania osunęło się i znajdujący się na górze murarze runęli w dół. Jak sie okazało w jednem miejscu pękła linka podtrzymująca belkę poprzeczną, przyczen deski leżące na rusztowaniu zerwały się i zawisły jednym końcem w powietrzu. Teofil i Tadeusz Rapczewscy spadli z 18-piętrowego rusztowania. Gmerek poniósł śmierć na miejscu, Tadeusz Rapczewski zmarł w szpitalu, zaś Teofil Rapczewski ma złamaną rękę i nogę oraz uległ ciężkim ogólnym potłuczeniom. Stan jego jest bardzo groźny. Przyczyną katastrofy było prawdopodobnie niedbałe zbudowanie rusztowania.

Cytuję z:

http://chrystuskrol.org.pl/?page_id=6

Dnia 28 listopada 1930 r. zdarzył się nieszczęśliwy wypadek przy budowie kościoła. Przy zakładaniu okna dużego w kaplicy Matki Bożej zerwała się z jednej strony lina rusztowania znajdującego się na ok. 16 m nad ziemią. Na rusztowaniu pracowało trzech robotników. Dwóch z nich: Tadeusz Rabczewski (27 lat) i Józef Gmerek (23 lata) na skutek upadku zmarło, a trzeci Teofil Rabczewski (22 lata) przeżył, ale pozostał do końca życia inwalidą.

Józef Gmerek urodził się dnia 01 marca 1907 r. w Raszewach parafia Żerków.
Był najstarszym z dziesięciorga dzieci Walentego i Franciszki z d. Taszarek Gmerków,
prawnukiem Jana i Anny z d. Abramowicz Taszarków oraz Andrzeja i Franciszki z d. Ryzanka al. Ryżak Gmirczaków al. Gmerek.

_________________
Pozdrawiam Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 11 kwi 2018, 12:21 
Offline

Dołączył(a): 02 sty 2008, 09:45
Posty: 382
Lokalizacja: Poznań
DankaW napisał(a):
Wpisani w historię kościoła pw. Chrystusa Króla w Jarocinie.
...
"Udzielono broczącym we krwi pierwszej pomocy, poczem wezwano w pobliżu znajdujących się lekarzy pp. Dr. Maensela i Dr. Dogsa".


I prasie zdarzają się literówki. W Jarocinie mieszkał i pracował dr Antoni Maeusel.

_________________
x. Jan M. Musielak
AAP


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 11 kwi 2018, 22:35 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 kwi 2009, 17:30
Posty: 3963
Powtórzyłam literówkę za notką prasową, ponieważ ją zacytowałam.
Literówki też mi się zdarzają jak wielu osobom - przecież nie jestem ideałem.

A tak coś sobie przypominam, że Ksiądz chyba mówił przy okazji Swego wykładu o tym nazwisku, mogę się mylić - ale, chyba nie?

Pewna jestem zapisu dot. Józefa Gmerka, ponieważ to wujek mojej kochanej Bratowej - brat Jej Mamy.

_________________
Pozdrawiam Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 kwi 2018, 09:23 
Offline

Dołączył(a): 02 sty 2008, 09:45
Posty: 382
Lokalizacja: Poznań
Specjalnie zajrzałem do cytowanej gazety aby mieć pewność. Literówka jest w artykule.
Antoni Maeusel to brat mojego pradziadka, o którym mówiłem przy okazji Dnia Genealoga.

_________________
x. Jan M. Musielak
AAP


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 kwi 2018, 13:36 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 sie 2011, 18:54
Posty: 322
Lokalizacja: Lubocześnica
Trochę obok tematu.
Tak w owych latach wyglądała praca na wysokościach podczas renowacji kościołów.
Obrazek
Obrazek
W okularach Wacław Zwolski, jego brat Zygmunt zginął tragicznie w roku 1928 w Królewskiej Hucie spadając z rusztowania podczas prac remontowych w kościele. Zmarł tego samego dnia w szpitalu na skutek odniesionych obrażeń. Wacław i Zygmunt byli synami Bolesława, który zapisał się podczas prac konserwacyjnych kościoła w Sokolnikach. Ja natomiast nie odziedziczyłem po moim pradziadku Bolesławie talentów plastycznych, a na dodatek mam lęk wysokości.

_________________
Tadeusz


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 kwi 2018, 21:43 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 lut 2012, 13:04
Posty: 389
Lokalizacja: Jarocin
W książce telefoniczne 1932/1933 również pisze Maeusel Antoni, dr.med. lek.prakt. Paderewskiego 8
( oczywiście to jest adres w Jarocinie).
http://genealogyindexer.org/frame/d355/153

_________________
Pozdrawiam
Mirka
Poszukuję:Sobczyk,Bugaj,Niewiada,Taczała,Ludwiczak,Dembiński,Rybka,Łokietek,Marcinkowski, Wielińska, Alexandrowicz,Chrobot,Podemski,Redeker,Perczak,Kościelniak,Ograbek,
Boguszyńska,Kaliszan,Goździaszek,Rogacki,Rachwalski, Stankiewicz


Ostatnio edytowano 12 kwi 2018, 21:54 przez mirella48, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 12 kwi 2018, 21:48 
Offline

Dołączył(a): 02 sty 2008, 09:45
Posty: 382
Lokalizacja: Poznań
Dzinuch napisał(a):
Trochę obok tematu.
...

Czy rzeczywiście "obok tematu"? Zdjęcie wraz z datą na odwrocie jest dokumentem historycznym dotyczącym kościoła farnego w Gnieźnie. Wpisuje się więc w historię tego kościoła wraz z Wacławem i jego wspólnikami (ciekawe, czy ich też można zidentyfikować?). Jako genealodzy jesteśmy po trochę historykami i jak sądzę, każdy z nas, gdyby był dzisiejszym proboszczem fary gnieźnieńskiej widząc taki wpis zwróciłby się do autora o udostępnienie zdjęcia w celu wykonania wysokiej jakości skanu, tym bardziej, że na zdjęciu widać detale ówczesnej polichromii.

_________________
x. Jan M. Musielak
AAP


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 02 sie 2020, 10:52 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 kwi 2009, 17:30
Posty: 3963
Parafia Wieleń k/ Czarnkowa, LM 1856-1901, s. 23.

Zachowano oryginalną pisownię.

Dokument Kościoła filialnego w Rosku.

Roku pańskiego tysiąc ośm set piędziesiątego szóstego :/1856/: na dzień :/6/:Szóstego Czerwca w obec licznie zgromadzonego ludu założył kamień węgielny pod nowy murowany kościół w Rosku na wschód od starego drewnianego już przeszło od lat trzysta stojącego Jegomość Ksiądz Proboszcz Kollegiaty Wieleńskiej Edward Jeske z ceremoniami według przepisu Rytuału Kościelnego Katolickiego.

Dwie trzecie na budowę tego filialnego Kościoła do Wielenia dał Patron hrabia dóbr i zamku Wieleńskiego Szulenburg, resztę włościanie wsi Roska, ponieważ zaś Kościół ten stanął większy nieco niż kosztorys oznaczył dla tego z największą gotowością i chęcią złożył Patron część na niego przypadłą, a nadto niczem nie zatarte zasługi w tym względzie położył Jegomość Ksiądz Proboszcz, który sam w okolicy zbierał dobrowolne ofiary na tę światynię.
Za Jego to mianowicie ofiarami i błogosławieństwem Najwyższego szybko podnosiły się mury, a w roku tysięcznym ośm setnym pięćdziesiątym i ósmym stanęła murowana, gotycka z wieżą świątynia na cześć Boga Najświętszej Maryi Panny wystawiona :/1858/:

Na dniu dziewiątego :/9/: Października w Sobotę przybył z Poznania Najprzewielebniejszy Arcypasterz Ksiądz Leo Przyłuski razem ze Sufraganem Ks. Stefanowiczem, w Niedzielę zaś to jest 10 Października tegoż roku tysiąc osiemset pięćdziesiątego ósmego został Konsekrowany nowy Kościół filialny. Trzy w nim są ołtarze jeden wielki i dwa boczne. Tytuł kościelny tego jest – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny /Assumptio Beatae Mariae Virginis/.
Przyjęcie Arcypasterza było tak we Wieleniu jak i Rosku jak najwspanialsze i jak najokazalsze, wszyscy mieszkańcy miasta Wielenia starali się o to aby uroczysta ta chwila jak najświetniejszą była, i niezawodnie głęboko w duszy niejednego została wyrytą.

Przy tej sposobności udzielił Najprzew. Ks. Sufragan Sakrament bierzmowania w Rosku tysiąc wiernym, a we Wieleniu półtora tysiąca, razem więc odebrało ten sakrament poł trzecia tysiąca :/2500/: ludzi. Liczba ludu zebranego była nader wielka, również i Księża z okolicy wszyscy na tę uroczystość Stanąć nie omieszkali, Kleryków z Poznania do Asysty było 13.

Dla przyozdobienia tej nowej świątyni ofiarował miejscowy Jegomość Ksiądz Proboszcz Jeske z Wielenia sześć :/6/: lichtarzy na wielki ołtarz z nowego srebra wartości dziewięćdziesięciu pięciu talarów /:95:/.

W tem samym czasie został wystawiony mur Kamienny w koło Kościoła i cmentarza, na którym się chowają zmarli Katolicy.

Dom mieszkalny, stodoła o dwóch bojowiskach i owczarnia zostały wystawione również za czasów Jegomości Księdza Proboszcza Jeske w roku tysiąc ośm setpiędziesiątym i drugim /:1852:/, a nareszcie stajnia ze [???]ytem gobytkiem [? - dobytkiem?], w roku tysiąc ośm set pięćdziesiątym i siódmym /:1857:/

Drzewo do budowli Kościoła jako i budynków plebańskich dostarczyło Dominium Drasko /Nothwendig/ [Drawsko]. Na budynki te plebańskie również jak i na Kościół dał Patron [Szulenburg] dwie trzecie części, a resztę włościanie.

W czasie tym prowizorami Kościoła byli Andrzej Kasssior i Kazimierz Kozera.

Wieleń dnia 15 Października 1858 r.
(-) X. Jeske

________________________________________________________

Bojowisko - miejsce w stodole pomiędzy sąsietnicami (sąsiek) przeznaczone do młócenia zboża cepami.

Prowizorzy:

Parafia katolicka Wieleń, wpis 24 / 1835
Andreas Kasior (19 lat) 94%
• Catharina Fręśko (15 lat)

Parafia katolicka Wieleń, wpis 13 / 1827
Casimirus Kozyra (28 lat) 86%
• Rosalia Wasko (15 lat)

Parafia katolicka Wieleń, wpis 11 / 1852
Casimirus Kozera (55 lat) 100%
Dodatkowe informacje: wdowiec
• Agnes Rączka (50 lat)
Dodatkowe informacje: wdowa

_________________
Pozdrawiam Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 12 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL