Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 19 lis 2019, 13:54

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 704 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15
Autor Wiadomość
PostNapisane: 06 paź 2019, 18:53 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4012
cd. rok 1882

Numer 161

Zarżnięta na bóźnicy.

Dzisiaj nareszcie możemy zapisać zeznanie samego rzezaka Schwarca, które dowodzi tego czemu, przeczyli "Gazeta Toruńska, " a za nią i "żydziak" warszawski. Schwarc przyznał się, iż Esterę zarżnął zupełnie w swojim charakterze rzezaka synagogi, czyli na cel obrządku żydowskiego, jaki się tam mógł praktykować i dawniej od czasu do czasu.
Rzezak synagogi, Schwarc, z początku zapierał się wszystkiego i głosił, że między nim a zamordowaną nie ma nic wspólnego, że nic o Esterze nie wie. Daremnie pan Bary, sędzia śledczy, nakłaniał go, żeby się przecież nie wypierał bo są przeciw niemu zbyt wyraźne zeznania; napróżno zwracał mu uwagę na to, że się plącze w tym co powiada teraz a co powiadał dawniej; napróżno wykazywał mu że świadkowie wiarogodnie wyrzekli przeciwko niemu rzeczy dotyczące miejsca jego pobytu, czasu, różnych okoliczności, tak że się już wykręcić nie może; Schwarc stał jak zakamieniały.
Po pierwszy raz skruszał i doznał pewnego wzruszenia, gdy ten, który trupa Estery zakopał, powiedział mu w oczy, że tego trupa od niego otrzymał. Kiedy mu tego Kopacza stawiono przed oczy, wtedy twarz jego pokryła się śmiertelną bladością, a kolana trząść się pod nim zaczęły.
Kopacz, a pomocnik w zbrodni, powiedział mu wręcz, że on to musi być Estery mordercą, kiedy on mu trupa wydał. Kopacz wręcz powiedział, że i on miał na Schwarca czyli Scharfa porozumienie, iż on dziewczynę zażgał.
Rzezak Schwarz, usłyszawszy to wszystko stracił głos i trząść się zaczął na całym ciele.
Wtedy rzekł sędzia:
Przecież teraz nie będziesz się już więcej zapierał, że ty to jesteś mordercą Estery. Ten człowiek dał świadectwo przeciw tobie. Czy jeszcze się tego wypierasz?
I Schwarc nie wyparł się więcej.
To zeznanie było zwrotem w toku całego śledztwa. Ów człowiek, który trupa chował, bojąc się, żeby go nie posądzono o to, że jest wspólnikiem morderstwa, wydał wszystko, co tylko wiedział. Z tych samych pobudek wykrył też wszystko i ów flisak ruski, który wiózł ciało fałszywej Estery aż do Tisza-Dada.
Od chwili jak ci dwaj pomocnicy powiedzieli wszystko co wiedzą, zaczęła się sprawa wyjaśniać, i sędzia mógł dochodzić do kłębka, ów kłębek jest taki:
że Esterę zamordowano w bóżnicy, że Esterę zamordowano w celach religijnego obrzędu.
"Israel nefandum scelus andet morte piandum", pisał opat Lehnina przed kilkuset laty:
"Izrael odważy się na niesłychaną zbrodnią, za którą odpokutować musi śmiercią".
Jeżeli wyrok w tej sprawie zapadnie taki, jak go sędzia śledczy prawie przygotował, to proroctwo lehnińskie potwierdzi się w nowej okazałości.
I teraz, tak jak dawniej, powtarzamy, że nie na wszystkich żydów rzucimy przez to potępienie, choć jedna sekta lub bóżnica zbrodnią religijną popełniła.
Lecz słuchajmy dalej, co pisze gazeta "Hon"; półurzędowa.
Zestawia ona w dłuższym artykule uporządkowany obraz tego co się dotąd stało:
oskarża tamtejszych żydów w ogólności iż postępowaniem swoim stali się poniekąd wspólnikami zbrodni. Zbrodnia byłaby się nawet może nie odkryła, gdyby nie to, że wszyscy żydzi zaczęli biadać i narzekać jak tylko się sprawa zaczęła rozgłaszać.
"Hon" gani przedewszystkim postępowanie Heumanna żyda, adwokata, który śmiał rzucić potwarz na posłów Istoczy i Onody, tych co sprawę Estery pierwsi wnieśli do sejmu madziarskiego. Heumann miał tę bezczelność, że twierdził, iż ci to posłowie trupa Estery skryli. A czemu to twierdził?
Żeby uwagę publiczną od Żydów odwrócić. "Hon" słusznie powiedział, że Heumann postąpił sobie bardzo niezgrabnie.
Niestety, dotąd nie wiadoma, gdzie trup Estery. Znowu otrzymał sędzia list, gdzie mu wskazują inne miejsce dla trupa - ale tych doniesień już były setki, wszystkie daremne.
Wiele rodzin żydowskich tamtej okolicy okazało chęć przejścia na wiarę chrześcijańską.
Minister sprawiedliwości Pauler obiecuje ciągle obszerne sprawozdanie dla ludności bardzo już zaniepokojonej.
Sami adwokaci, obrońcy aresztowanych żydów, co dawniej przeczyli i mówili że tu nie było "mordu religijnego", tylko mord zwyczajny, teraz ucichli i mówią, że to "mord z zabobonu."
Ciągle jeszcze różni żydzi starają się o to, żeby sąd wywieść w pole. Mieszkający w Tisza Lök żydzi Weinberger, Lissauer i Gross już dawno mieli być słuchani - ale tak kręcono, że ich wypuszczono z przesłuchów. Teraz dopiero ich wysłuchują.
Co do fałszywego trupa, to nagromadzono bardzo wiele materyjału do wyjaśnienia sprawy; dotąd przecież nie wiadoma, kto kazał trupa podsunąć. Podobno i pod tym względem są już pewne poszlaki, ale sąd z ostrożności ich nie ogłasza. Mówią tylko, że cały świat ma się przygotować na wielkie niespodzianki.
...
Wspomnienie pośmiertne.

Dnia 13go Lipca w Styryi w Fürstenhofie w najsilniejszym stanie zdrowia, wskutek niespodzianej choroby, zgasł w szesnastej wiośnie Jan Kwilecki, najstarszy syn, tak powszechnie szanowanych rodziców, Barbary z Mańkowskich i Stefana hr. Kwileckiego na Dobrojewie.
Możnaby sądzić, że o tak krótkim żywocie nie ma się co rozpisywać - tutaj jednak przeciwnie; bo obok niezrównanej boleści Rodziców przy stracie ulubionego dziecka, godzi się wspomnieć i dla innych dzieci uwydatnić, jakie to dziecko umarło, uwydatnić ono nad miarę czułe serce i tę duszę wyniesioną nad poziom świata; tę dojrzałość umysłu, moralność, pobożność, która była budującym przykładem dla wszystkich, co znali nieodżałowanego ś.p. Jana.
Jak w głębi morza są ukryte drogocenne perły, tak wśród wielkiego oceanu świata są ciche, nieocenione skarby, które gdyby były znane ogółowi, wzniecałyby podziwienie! Taką perłą był zgasły szesnastoletni młodzieniec! Zacność, prawość, skrupulatność sumnienia, czystość duszy, były u niego rzeczywiście nadziemskie!
Skwapliwość do podawania ręki cierpiącym i głęboka pobożność wzbudzały podziw w rodzinie, w sąsiadach i w wiejskich gromadach. W solennym dniu pierwszej Komunii świętej tak był przejęty tym świętym obrządkiem, że dusza jego zdawała się być jakby ku niebu wzniesiona.
Wtenczas wyrzekł te pamiętne i piękne słowa:
"Szczęśliwy, kto w taki dzień umiera."
Miłość i cześć dla matki były niezrównane.
Ta miłość była dla niego drugą religiją, po Bogu, matka! Ilekroć matka zapadała na zdrowiu, już syn stawał się smutnym, złamanym i łzami zalanym; a kiedy razu pewnego przytomni z jego łez się śmiali, powiedział te rzewne słowa: "A na cóż lepszego Bóg nam dał łzy, jeżeli nie na to, żeby płakać dla matki ?"
Słowem, tak dziwme, tak prędko dojrzewał ten ziemski owoc, jakby go Bozka łaska w niebieskiej krainie hodowała; tak młody, a był już matce we wszyskiem podporą i pomocą, ojcu pomocą i pociechą, młodszym braciom aniołem opiekuńczym.
Stracić dziecko już wychowane jest niezawodnie ciężkiem nieszczęściem, ale stracić takie, jest nieszczęściem w większym zakresie, bo przy takich zaletach serca i duszy, zgasły i nieodżałowany młodzieniec byłby bezwątpienia znakomitym obywatelem kraju, któryby był rozszerzał głęboko zaszczepione uczucia wiary, gorącej miłości Ojczyzny i głęboko zakorzenioną miłość domowego ogniska. I wtenczas kiedy właśnie zaczynał być chlubą rodziców, chlubą dla kraju, kiedy był przykładem dla braci współtowarzyszów, wyrwany został z pomiędzy tych co go kochali. Bóg jakby mówił, że dla tak czułego serca, świat, na którym żył, był za pusty, za zimny; że dla tak czystej duszy są w niebiosach inne szczęścia kosztowności.
Tu tymczasem na ziemi, nie masz już, o! nie masz dla zalanych łzami rodziców, dla braci i dwóch sędziwych Babek innej pociechy, jak ta jedna tylko, że takie dziecko chyba prosto w Bozkie poszło objęcia !...
.
Nekrolog
Nabożeństwo żałobne za duszę
ś.p. Jasia Kantego Kwileckiego
i złożenie zwłok do grobu familijnego w Kwilczu odbędzie się w Czwartek, 20go Lipca, o godz. 11tej przed południem.
W głębokim smutku pogrążeni (1012)
Rodzice.

...
Przybyli do Poznania
dnia 17go Lipca.

Kamieńskiego Hotel de Berlin.
Ks. prob. Bogusiewicz z Ostrowa,
Dutkiewicz z Głogowa,
Wize z familią z Michorzewa,
Głębocki z Psarskiego,
Mikołajewski z Brodnicy,
Skąpski z Mogilna,
Lohmyer z Berlina
Lehmann z Inowrocławia,
Köller z Rosenbergu,
Rink z Witten,
Baron Lerchenfeld z Tworzymirek,
Pani Więcchowska z Lipnicy.
...
Wiadomości potoczne.
Poniedziałek, dnia 17go Lipca.

- Mowa, jaką pan Jarosław Herse miał na ratuszu do strzelców przybyłych do Poznania, była jak na dzisiejsze czasy pruskie i kulturkampfowe bardzo umiarkowana, że tak powiemy, przyzwoita.
Pan burmistrz nie bał się wymienić wszystkich królów polskich, którzy dla bractwa strzeleckiego byli dobroczyńcami. Z polskich uczestników tej niemieckiej uroczystości wylicząją pana radzcę Chlebowskiego. Obiad na strzelnicy jadło 300-400 osób, poczem nastąpił "ein gutmüthiges Tanzchen", jak mówi Pindterek poznański. Był też "der feurige Macur", którego podobno 8 par tańczyło.
...
+ Dnia 14go bm umarli:
śp. Zofija Połczyńska z Wysoki w 14stym roku życia
Nekrolog
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... 0390&tab=3
Dziennik Poznański 1882.07.16 R.24 nr160 - 14/26 - str.5

Tadeuszek Dąmbski w Konarach.
Nekrolog
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... 0390&tab=3
Dziennik Poznański 1882.07.16 R.24 nr160 - 14/26 - str.5
...
- Hr. Grudziński kupił wieś Borzejewo (1800 mórg) w pow. Średzkim od wdowy Berwin za cenę 315 tysięcy grzywien. Brawo!
...
Nekrolog

Dnia 16go bm. po długich i ciężkich cierpieniach, opatrzony św. Sakramentami, zakończył w Mieleszynie życie doczesne, najdroższy Mąż i ojciec nasz
Kazimierz Kalkstein
licząc lat 45.
Eksportacyja odbędzie się we Wtorek, dnia 18go bm., do kościoła
parafijalnego w Sokolnikach o godzinie 6tej wieczorem, nabożeństwo zaś żałobne i spuszczenie zwłok do grobu familijnego nazajutrz o godz. 10tej rano, o czem donoszą krewnym i znąjomym w smutku pogrążeni
Żona z dziećmi.
(1015)
.
Kazimierz Kalkstein, USC Kłecko, akt zgonu Nr.56/1882:
https://szukajwarchiwach.pl/53/1870/0/4 ... 43YJDQOHpQ
Nekrolog
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... 0390&tab=3
Dziennik Poznański 1882.07.18 R.24 nr161 - 15/26 - str.4
...
Nekrolog

Dnia 16go bm., o godz. pół do 2giej, zasnął w Bogu, opatrzony św. Sakramentami, emeryt nauczyciel
śp. Kaźmierz Borowicz
w wieku 82 lat w Bonikowie p. Kościanem, o czem
donoszą krewnym i przyjaciołom pogrążeni w smutku
Żona z dziećmi.
(1014)
.
Kazimierz Borowicz, USC Kościan, akt zgonu Nr.52/1882:
https://szukajwarchiwach.pl/34/424/0/3. ... VJQP1TFdSw
Nekrolog
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... 0390&tab=3
Dziennik Poznański 1882.07.18 R.24 nr161 - 15/26 - str.4
...
cdn.

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 paź 2019, 03:30 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4012
cd. rok 1882

Numer 162

Korespondencje Gońca Wielkop.


Z nad Dobroczni, pow. Krobski, 16go Lipca.
Wreszcie zadźwięczała kosa na dojrzałem po części zbożu i już oczekiwane żniwo w naszej okolicy na dobre się rozpoczęło. Zbiór zboża będzie w tym roku bogaty, gdyż nie tylko kłos ziarna wielkiego pełen, jest wielki i liczny, ale i źdźbło wysokiego i grubego doszło wzrostu.
Ztąd więc nie powinno być biedy. Tylko myszy polne we wielkich gromadach się już pojawiają, podcinają już nawet stojąco jeszcze źdźbło, tną i niszczą miejscami żyta. Tak przynajmiej się zdarza około Konar, wiosce nad Szpatnicą położonej.
Z nader łagodnej i niebywałej zimy, pięknego czasu wiosennego i zupełnie prawdziwego początku lata, możnaby spokojnie sądzić, że stan zdrowia naszego nie ulegnie szkodliwym pływom choroby, i że w tym roku zdrowie ludziom sprzyjać będzie musiało. Atoli przeciwny skutek się okazał. Choróbska zaraźliwe, jak żarnice, szkarlatyna i ospa, a nawet i biegunka już prawie od zaczęcia się zimy z małemi przerwami dotąd trwają. W niektórych miejscowościach, jak w Pakosławiu, Krobi itd., rozmiary tych chorób są dość wielkie, tak nawet, te szkoły pozamykać musiano.
Niektóre szkoły, jak w Konarach, Górce, Woszczkowie, Kołaczkowicach, Skoroszewicach i inne rozpoczęły wczoraj, tj. 15 t.m. tegoroczne żniwne ferye. Wprawdzie miały się takowe dopiero 24go b. m. zacząć, rychlejsze jednakże żniwo zmusiło nauczycieli do prędszego zamknięcia szkoły.
W pierwszym czasie Lipca rozporządził pan lantrat tutejszego powiatu, żeby w czasie żniw wszystkie wyszynki, oberże itd. pilnowały jak największego umiarkowania we wydawaniu gorących napojów, na publiczne zaś tańce pozwolenia wcale nie dawano. Przecież wbrew temu podpił sobie w Piątek pewien gospodarz ze Zakrzewa, wioski pod Sarnową leżącej, a jadąc galopem z targu z Rawicza przez rynek w Sarnowie, najechał jadącego przed nim kramarza z Konar N. i złamał mu oś i koło. Nadbiegła policyja wzięła pana brata do protokółu i ściągnęła 15 Mr. kary. Oś i koło oddano na koszt najeżdżacza do reparacyji, sprawunki kramarza pokładziono na wóz pierwszego i zmuszono go do odstawienia ich do Konar. Biedne koniska zawiozły zasypiającego do domu.
Boleśniejszą jeszcze rzecz donoszę. Gospodarz pewien ze Sobiałkowa, który, jak mówią, przedtem większą miał posiadłość, lecz przez zaczęste bratanie się z kieliszkiem takowe utracił, zginął marnie w Piątek, i to wskutek nadmiarowego upicia się. Od 6go t.m. dziennie pijanym będąc, przesiedział czas następny w tamtejszej karczmie, gdzie go też kara nie minęła, bo żywym do domu nie wrócił. Potoczył się w karczmie, wywrócił i trupem legł na ziemi.
(Nie ma jak Galicya! Tam kara jest i na pijaka i na szynkarza, który pijakowi dolewa. Przy. Red.)
...
Jarocin, dnia 14go 1882.
W Środę dnia 12go t. m. odbyła się znowu i to po 3ech latach przerwy przechadzka dzieci polsko-katolickiej szkoły w Jarocinie do parku zdrojowego, posiadłości pana hr. Radolińskiego. Rano o godz. 7mej odprawiła się na ten cel w tutejszym kościele parafijalnym msza św. zapłacona ze składek, na którą się stawiło 280 dzieci z swymi nauczycielami obywatelstwem miasta.
Na miejscu zabawy zebrali się liczni obywatele miejscowi i zamiejscowi różnej narodowości, wyznania i stanu. Jako napierwsza zjawiła się hr. T. z S. przywożąc ze sobą lszy sądek mleka dla dzieci, które się tem świetnie uraczyły. Widzieliśmy dalej dzieżawcę, szanownego p. O. z C, który dwa sądki mleka dla dzieci przywiózł. Był tam także ukochany i miły nasz radzca, p. M., byli sędziowie miejscowi, dalej urzędnicy sądu i nauczyciele obcych szkół i wyznań. Słowem, wszystkie prawie warstwy wyższych i niższych stanów były obecne, a wszystko się krzątało miło i chętnie, albo tańczyło na obszernej murawie podług akordów muzyki pana B., który bardzo dużo i ładnie nam przygrał ze swoją orkiestrą. Około godz. 9tej wróciło wszystko w pięknym porządku przy dobrym humorze i dość dobrem powietrzu.
Wszystkiemu Szan. Państwu, które nas godną swą obecnością uczcić i darami ucieszyć raczyło, wszystkim zacnym obywatelom Jarocina i okolicy za ich składami i zachowanie się wzorowe, składamy w imieniu dzieci naszych serdeczne staropolskie "Bóg zapłać."
...
Szarada.

Kto pierwsze drugie pieniądze
Trzecie czwarte pod wrzeciądze
I sądzi, że panem świata,
Że może uciskać brata,
Głuchym być na klęski kraju:
Ten niechaj w lichwiarzy raju
Mieszka - aż śmierć go zawoła.
Dla Polaka inna szkoła.
Całość tej szkoły wyrazem.
Tam pod cudownym obrazem,
Kapłan ustrojon w bieliznę
uczył, jak kochać Ojczyznę,
Jak w obronie swego ludu
Stojąc, dokażesz i cudu.
...
Znaczenie szarady z nm 154 "Gońca W.":

Kanossa.

I.

Dwa widma stoją groźnie przed niewiernych okiem,
1 straszą ich na jawie i straszą ich we śnie,
I wszędzie się za nimi wloką ciężkim krokiem,
1 co chwila nad uchem zajęczą boleśnie.
Polaka i to jedno widmo - widmo krwią zbryzgane,
I z cierniową koroną na schylonej głowie,
I ręce jej i nogi krwią zafarbowane,
A w każdej ręce trzyma miecza po połowie!
Kanossa i drugie widmo - we mnicha kapturze,
Boso, we włóczennicy, rózgę trzyma w ręku,
A w około jej głowy grzmią alpejskie burze,
Oczy łez pełne, a pierś ciężka, pełna jęku.
Po nad widm tych głowami dwa obłoczki szare
A z tych obłoków duchów brzmią tajemne glosy:
Za Polskę i Polaków i ich starą wiarę,
Do Kanossy! do Kanossy! do Kanossy!
Chochlik.

II.
Kanossa to przypomina,
Gdzie kolana Henryk zgina,
By przebłagać Kościół święty,
Powrócić mu honor wzięty.
Z prześladowań Polska słynie,
Lecz i tryumf jej nie minie,
Kanosa też nie daleka,
Chociaż Książę nieco zwleka.

Oprócz tego trafne rozwiązania nadesłali pp.:
Franc. Rydzy I i II. z Popowa,
Agnieszka Schlabs z Pleszewa,
Franc. Janowski z Czarnkowa,
Anna Garczyńska z Zbąszynia,
Ertel z Daniszyna,
Molski i
R. Grus z Tarandu,
Barciszewski z Mchów,
Wandzia Niesiołowska z Chrustowa,
A. Barczak z Papros,
N. z Konar,
Stefan Czyżak z Gorzyc,
J. Maćkiewicz z Turwi,
Stan. Szałkowska z Bnina,
Antoni Klemczak z Wilkowa,
Jadwisia Kokosińska i
Marynia Borecka z Koźmina,
Napieralski z Kluczewa,
Maryja Wiśniewska i
Marynia Pierzchała z Lechlina,
Jadwiga Bartach z Siedmiorogowa,
Rozalija Barczyńska z Margonina,
Em. Zielińska z W. Jezior,
Wiktor Gładysz z Poznania,
Teodora Bogorska z Kiszyna,
A. Urbanowicz z Krotoszyna,
Marcin Szymiszek z Nabyszyc.
...
Wiadomości potoczne.
Wtorek, 18go lipca.

- Wczoraj wieczorem po trzydniowym upale uciążliwym przeciągała nad miastem naszym burza, idąca z okolic północno-wschodnich. Skutkiem ulewnego deszczu temperatura znacznie się zniżyła. W Niedzielę i Poniedziałek mieliśmy 30 stopni ciepła w cieniu, wedle Roaumura.
https://www.metric-conversions.org/pl/t ... lsjusz.htm
Réaumur
Skala Réaumura znana także jako "podział oktodecymalny", jest skalą temperatur, w której punkt zamarzania i wrzenia wody wynosi odpowiednio 0 i 80 stopni. Skala została nazwana na cześć René Antoine Ferchault de Réaumura, który jako pierwszy zaproponował podobny system w roku 1730.
konwertuj z Réaumur do Celsjusz (...)
https://www.convertworld.com/pl/tempera ... aumur.html
Reaumur, temperatura
Wpisz liczbę Reaumur, które chcesz przekonwertować w polu tekstowym, aby zobaczyć wyniki w tabeli. (...)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_R%C3%A9aumura
Skala Réaumura – jedna ze skal termometrycznych, wprowadzona w 1731 roku przez francuskiego fizyka R.A.F. de Réaumura (1683 1757), często używana w Europie Środkowej do początków XX stulecia.
W skali Réaumura temperatura topnienia lodu wynosi 0 °Ré, a wrzenia wody 80 °Ré, dlatego 1 °C odpowiada 0,8 °Ré.

i wiele innych stron
...
- Plac Wilhelmowski coraz to nową jakąś otrzymuje ozdobę.
Do ostatnich, oprócz poustawianych już dawniej w ziemię dość gustownie doniczek z kwiatami, zrobiono w końcu Placu od strony biblioteki Raczyńskich grotę z brył stopionej cegły.
Wewnątrz groty woda sączy z improwizowanych skał, i spływa do wewnętrznego zagłębienia mającego spodem odpływ, a pomiędzy szczelinami skał, czyli raczej brył ceglanych wyrastają różnorodne kwiaty górskie. W Sobotę po raz pierwszy sączyło to źródło górskie. Obok tych ozdob Placu Wilhelmowskiego, oby także wynaleziono środek skuteczny dla ocalenia kasztanów na Alei, aby i te nie zmarniały.
...
- W teatrze naszym rozpoczną się wkrótce prace celem zabezpieczenia publiczności w razie pożaru. Zmienionym zostanie oświetlenie gazowe oraz sprawiona ma zostać kurtyna żelazna. Funduszu na te wydatki dostarczy podobno pewien obywatel z Księztwa, tak że fundusz żelazny, jak pisze "Dzień. Pozn." naruszonym nie będzie i być nie może.
...
- Pan baron Graeve z Borku kupił na licytacji w Kaliszu dobra Biskupice w pow. sieradzkim za 380,000 rubli. Mąjątek ten ma 154 włók ziemi.
...
- W Niedzielę kąpało się kilku chłopców we Warcie, w pobliżu targowiska. Jeden z nich, 10letni chłopiec, dostał się na zator, i woda go uniosła.
Pewien czeladnik stolarski, widząc to, rzucił się w rzeczach do wody i dawszy nurka, wydobył z własnem niebezpieczeństwem już tonącego, którego po krótkim ceraniu udało się przywrócić do życia.
...
- Dotychczasowy sędzia okręgowy, p. Miernicki ze Strzelna, potwierdzony został adwokatem przy sądzie okręgowym w Inowrocławiu.
...
- Zeszłego Czwartku utopił się przy kąpaniu w jeziorze trzemeszeńskim czeladnik błachnierski.
Dotychczas ciała nie odnaleziono.
...
- W Jelonie pod Kcynią zakłuły pszczoły 4 źrebaki. Strata właściciela wynosi 1500 grz.
...
- W zeszłą Sobotę było w Bydgoszczy tak gorąco, iż kilka osób na ulicy zemdlało i dopiero za pomocą lekarskich środków zostało przywróconych do przytomności.
...
- Pruska kawalerya będzie odtąd uzbrojoną także w sześciolufowe rewolwery.
...
- Z Bydgoszczy donoszą, że stan zdrowia osób uszkodzonych przy zwaleniu się trybuny podczas wyścigów jest zadawalniający.
Prezesowi regencyjnemu Tiedemanowi obandażowano nogę gipsem.
Pana Alvensleben będzie można za tydzień przewieźć do Ostromecka, może wodą; stan jego nie budzi obawy.
...
- Inspektor szkolny i prow. Hubert podziękował za inspekcyją miejscową nad szkołą dziewczęcą w Kępnie i takową oddano rektorowi progimnazyum, dr. Martinowi.
...
- Z dniem 1go Lipca został otwarty nowy urząd pocztowy w Modliszewku, który powierzono tamtejszemu nauczycielowi p. Jarczewskiemu.
...
- W Berlinie odbędzie się dnia 23go b.m. o godz. 3ciej na cmentarzu Jerusalemer Kirchhof odsłonięcie pomnika śp. Karola Foerster .
Oby jak- więcej Polaków na tę uroczystość się zebrało.
http://rep.up.krakow.pl/xmlui/handle/11716/1568
Karol Forster:emigracyjny działacz, pisarz i wydawca : 1800-1879 (...)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Forster
Karol Forster (1800-1879) – polski pisarz i poeta. W czasach Królestwa Polskiego był urzędnikiem wojskowym i cywilnym.
Po powstaniu listopadowym wyemigrował do Paryża. Po 1848 mieszkał w Niemczech (między innymi w Berlinie), początkowo jako korespondent paryskiego czasopisma "La Patrie". (...)
https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Forst ... 02031.html
Forster Karol, ur. 26 XI 1800, Warszawa, zm. 9 XI 1879, Berlin,. działacz polit., pisarz, publicysta i wydawca;.
w powstaniu listopadowym 1830–31 m.in. adiutant gen. J. Krukowieckiego; na emigracji związany z Hotelem Lambert, od 1849 jego agent polit. w Berlinie; popularyzator wiedzy społ.-ekon.; nakładca serii "Biblioteka Podręczna" (t. 1–20, 1857–65); autor m.in.: Powstanie narodu polskiego w r. 1830–31 (1873), Z pamiętników Krukowieckiego (1906) oraz prac z życia kult. i obyczajowego Francji.

i wiele innych stron
...
Ofiara trojakowa
na fundusz subwencyjny teatru polskiego za pośrednictwem pani Więckowskiej 2 marki, jako kara od kilku Panów za zbyteczne używanie niemieckich wyrażeń.
...
Na budowę kościoła kat. w Raszkowie złożyli:
Stanisław Brzozowski 60 fen.,
Wiktoryja Brzozowska 10 fen.,
Andrzej i Marynia Rytszel 20,
Maryanna Piłowska 25,
Józef Górski 50.
...
Nekrolog

Dnia 16go bm., o godz. pół do 2giej, zasnął w Bogu, opatrzony św. Sakramentami,
emeryt nauczyciel śp. Kaźmierz Borowicz
w wieku 82 lat w Bonikowie p. Kościanem, o czem donoszą krewnym i przyjaciołom pogrążeni w smutku
Żona z dziećmi.
...
cdn.

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 paź 2019, 00:51 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4012
cd. rok 1882

Numer 163

Zarżnięta w bóźnicy.

Nowa figura w tym procesie, to niejaki Löfkowie, czy też Lewkowicz, żyd z wioski Dada, gdzie to trupa fałszywej Estery niby to wyłowiono.
Kilku mieszkańców z Dada zeznało, że Lewkowicz pierwszy (!) z całej wsi zaalarmował i wieś i władzę tamtejszą, roznosząc tę wieść nadzwyczajną, że trupa Estery miano co dopiero w rzece Cisie znaleźć.
Zeznali oni dalej, że zanim (!) jeszcze urząd wiejski na miejscu znalezienia trupa się był pokazał, on wezwał flisaków, żeby trupa zakopali (!) pod pozorem, że go czuć.
Po kilka razy i z wielkim naciskiem zwracał on uwagę ludzi na suknie tej fałszywej Estery, a gdy obecni opisali, że to są suknie (prawdziwej) Estery, wtedy Lewkowicz obstawał przy tym, żeby ową okoliczność zapisano do protokółu, jaki się wtedy sporządzał.
Pytanie teraz ciągłe: czy trup Estery, jeszcze istnieje, czy nie istnieje. Flisacy i w tej mierze dają nieco wskazówek.
Trupa fałszywej Estery wleczono przez całą drogę za tratwą całkiem nago. to przyznaje ów flisak żydowski. Dopier poniżej Tisza Eszlar czekali na tratwę jakiś żyd i jakaś kobieta.
Ta kobieta niosła suknie prawdziwej Estery i w te suknie ubrała trupa fałszywej Estery przy pomocy ruskiego flisaka. O tej kobiecie mówił z początku żydowski flisak, że to była chrześcijanka, a to dla tego, żeby sąd wywieść w pole, bo gdyby był sąd uwierzył, że to była chrześcijanka, toby był tej kobiety między chrześcijankami nigdy a nigdy nie znalazł. Dopiero później przyznał ów żyd flisak że ta kobieta była żydówką. Tej żydówki teraz szukają. W Tisza-Eszlar takiej żydówki dotąd nie wynaleziono, ale jest nadzieja, że ją wynajdą, bo liczba żydówek, któreby tu mogły być rozpoznawane, jest nie zbyt wielka.
A teraz słuchajcie!
Wiemy już, że sędzia śledczy nazywa się Bary, i że mieszka w Nyiregyhaza. Otóż tego Barego chciano napaść w jego pomieszkaniu.
Woźnica, który usłyszał szczekanie psa, zwrócił uwagę swoję na dom i ujrzał czterech żydów, jak ci się pod dom skradali, a gdy woźnicę ujrzeli, znowu uciekli.
Być może, iż chodziło o zabicie Barego i o porwanie akt śledczych.
Skutkiem tego zamachu poczyniono pewne środki ostrożności. Komisyja śledcza mowu pojedzie do Tisza Eszlar, aby jeszcze miejsca obejrzeć i wielu świadków przesłuchać. Każe ona także kopać po ogrodach leżących w blizkości wioski, ponieważ jeden z oskarżonych, który dotąd zawsze prawdę zeznawał, kazał kopać właśnie w tamtym miejscu, że tam trupa znajdą.
Większa część oskarżonych, mimo oczywistych dowodów, jeszcze się zapiera.
Żydzi zostający w więzieniu zażądali koszernego mięsa na koszt rządu. Na to nie zezwolono; ale wolno dla żydów koszernie gotować pod okiem dozorców więzienia.
Chodzi o to, żeby razem z pokarmami nie dostawali oskarżeni i doniesień rozmajitej treści.
Osoby wielkiego znaczenia twierdzą, że podobne zabójstwa dzieci chrześcijańskich w bóźnicy odbywały się tam corocznie, i że tylko dla tego się to dotąd nie wydawało, ponieważ sędziowie bywali przekupieni.
To twierdzenie pochodzi od księdza katolickiego, który należy do najwyższych sfer kościelnych.
Ono twierdzenie, że podobne mordy odbywają się rokrocznie, majduje poparcie i w polskiej literaturze. Rabin Serafinowicz, który przeszedł na łono religiji katolickiej, urodzony na Litwie dnia 5go Kwietnia 1686go roku, wydał znane dzieło, gdzie wyznał, że za jego czasów sama Litwa 15 garncy takiej krwi potrzebowała; dalej, że gdzie podejrzenie na żydów padało, tam przez 5 lat od mordów się wstrzymywano.
...
Zapisujemy.
"Tageblatt" poznański, w którym często czytamy, że Polacy nie umieją tyle po niemiecku, żeby urzęda piastować, dziś wystawia im to świadectwo, dass die polnischen Patrioten in der Regel (die deutsche Sprache) ganz eben so gut sprechen, wie geborene Deutsche.
To znaczy, że "polscy patryoci z reguły tak dobrze mówią po niemiecku jak urodzeni Niemcy."
Czemu też panowie Niemcy tego samego nie dokażą? Czyby powodem tego była "Indolenz i geistige Inferiorität," jaką nam tu w Poznaniu panowie Niemcy zarzucają?
...
Korespondencje Gońca Wielkop.

Z pod Czarnkowa.

(Spóźnione. )
Myślałem, że kto inny zdatniejszy odemnie się, do dzieła zabierze i kilka słów o majówce w Czarnkowie odprawionej w Czerwcu rb., w "Gońcu Wlkp." ogłosić zechce; lecz widzę, iż nikt tą małą pracą dotychczas się nie zajął.
Nie dobrze by było, taką okoliczność pominąć, zwłaszcza iż nasz kochany "Goniec Wielkp. " chętnie wszystkie nowości, zabawy i smutki z nami dzieli; skreślę więc słów kilka o odbytej majówce w Czarnkowie w Niedzielę Świętej Trójcy.
Majówka ogłoszoną została w kilka dni przedtem afiszami i ogłoszeniami różnego rodzaju, wskutek czego wielkie mnóstwo ludzi na takową się zebrało.
Majówka odprawiła się pod nazwą Przemysłowo-Rolniczej. Ponieważ Towarzystwa Przemysłowe i Rolnicze dotychczas żadnej nie miały chorągwi, dla tego pan Wawrowski ze Sławna, który zarazem był głową tej cały majówki, sprawił nową chorągiew, czyli kazał kupić materyi do takowej, którą pani Wruk z Czarnkowa wyporządziła i podług życzenia następującym napisem opatrzyła:
"Towarzystwo Przemysłowo-Rolnicze w Czarnkowie" z jednej strony, a "Prawdą i Pracą" z drugiej strony.
Ponieważ każdy katolik i Polak wiedzieć musi, iż wszystko dobre z góry od Stwórcy wszech rzeczy pochodzi, dla tego i tej chorągwi nie wzięto bez myśli o Panu Bogu, lecz owszem poproszono naszego ks. Gronkowskiego, aby chorągiew poświęcił, co też czcigodny Kapłan chętnie uczynił. A ponieważ w dzień św. Trójcy w Czarnkowie jest mały odpust, więc użyto tej chorągwi do upiększenia tej uroczystości. Gdy bowiem procesja wyszła z Kościoła, gospodarz Antoni Grzyl z Śmieszkowa niósł tę chorągiew przed Najświętszym Sakramentem, powiewając takową, aby światu pokazać, że najprzód oddać cześć Bogu, a potem dopiero się zabawą zająć.
Po nabożeństwie wzięto chorągiew z Kościoła, gdzie jej miejsce przeznaczono, i zaniesiono do p. Górskiego, zkąd o 2giej godzinie z południa orszak liczący kilka set mężczyzn wyruszył do lasku dóbr Dembego, należących do pana Wolniewicza z Źrenicy pod Środą, odległego o pół mili od miasta.
Pochód był przepyszny. Widzieliśmy bowiem postępujących za chorągwią i muzyką, która przez miasto grała, obywateli ziemskich i miejskich, gospodarzy, robotników, przemysłowców, urzędników itd., i poznaliśmy tę wzajemną braterską miłość, która jest chlubą narodu katolicko-polskiego. Lubo jak wyżej wzmiankowano, miejsce zabawy od miasta pół mili oddalone, wszyscy szli pieszo aż na miejsce, oprócz panów Wolniewicza, który umyślnie na tę majówkę z Źrenicy przyjechał, i Paliszewskiego z Gębic, podeszłych już w wieku.
Po przybyciu na miejsce pan Wawrowski powiedział słów kilka i wzniósł okrzyk na cześć pana Wolniewicza, który mimo wszelkich burz, jakie się rzucały na dobra teraz do niego należące, na Dembe, potrafił takowe od niewiary zachować, i zachęcał młodzież, aby w ślady pana Wolniewicza wstępowała.
Pan Wolniewicz z radosnem sercem odpowiedział panu Wawrowskiemu w dobitnych słowach i wzniósł zdrowie pana Wawrowskiego a publiczność głośnym okrzykiem po trzykroć zawołała: "Niech żyje!"
Teraz rozpoczęły się zabawy.
Tymczasem nadjechali także ks. proboszcze Górecki z Ruska, Arndt z Wielenia, p. radzca Mielcarzewicz i pan sekretarz Igler z Wielenia, Ks. Gronkowski z Czarnkowa po odprawieniu nieszporów i ks. Skąpski z Lubasza, państwo Dr. Szuman i pan Chełmicki z Bzowa i inni.
Publiczność gromadziła się około przybywających, których pan Wawrowski przemowami witał, i krzyczała:
"Niech żyje"!
Teraz nastąpiło przedstawienie amatorskie.
Odegrano na ogólne żądanie już po raz trzeci pod dyrekcyą pana Antoniego Wruka, który mimo słabego zdrowia niczego nie szczędzi, sztukę "Łobzowianie".
Tak amatorowie jako i panny amatorki wywiązały się z swych zadań jak najlepiej, dla czego ich oklaskami obsypano. Bezpośrednio po przedstawieniu amatorowie i amatorki tańczyli na scenie Krakowiaka, ułożonego przez pana Wruka, co publiczności bardzo zaimponowało.
Widzów można było tysiące naliczyć, którzy podczas przedstawienia przecudne zajęli stanowisko.
Po Krakowiaku był Polonez, a potem znów zabawy, puszczanie ogni sztucznych itd.
Około 11stej w wieczór wróciło całe Towarzystwo przy odgłosie muzyki do sali pana Górskiego, gdzie pan Wawrowski zgromadzonych kilku słowami pożegnał i za przykładną zabawę podziękował. Publiczność jednakowoż aż do rana się bawiła.
Majówka ta tem bardziej na się uwagę ściąga, iż nie brano wstępnego. Zamożniejsi poskładali się na opłacenie kosztów i pozwolili niezamożnym bezpłatnie w zabawie brać udział, przedewszystkiem im dać sposobność bycia na przedstawieniu amatorskim, o którem lud jeszcze dziś z największem ukontentowaniem wspomina.
Dziękujemy więc Komitetowi tej zabawie, jako też panu Wolniewiczowi i amatorom przysłowiem staropolskiem "Bóg zapłać."

Sąd ławniczy w Czarnkowie ukarał kobietę za fałszowanie masła i sprzedawanie takiego, 3 miesiącami więzienia i 150 markami, albo jeszcze jednym miesiącem więzienia. W masło namieszała perek.
...
Margonin, 15go Lipca 1882.
Szósty Lipiec głęboko zapisał się w pamięci ludności polskiej naszego miasta; odbyła się bowiem w dniu tym przechadzka szkoły tutejszej katolickiej, która wypadła ku powszechnemu zadowolnieniu. Opuściwszy o drugiej po obiedzie miasto dziatwa z muzyką na czele, bawiła się w boru słaszewskem, należącym do ordynata Potulickiego, aż późno w wieczór, pokrzepiana posiłkami przez panów nauczycieli udzielanemi, raźno i wesoło. Dzieci te wczoraj tak się zachowały przykładnie, przyzwoicie i wzorowo, że i najżarliwszy krytyk nie mógłby im uczynić zarzutów. Nie dostrzegliśmy u nich żadnych wybryków, nie widzieliśmy gburowatości lub rozwiązłości, czy to względem publiczności, czy między niemi samemi. Przeciwnie, podziwialiśmy w ogólności u wszystkich dzieci obok wesołość skromność, obok zaufania przywiązanie i miłość do przewodników, szacunek względem gości, pomiędzy sobą, łagodność i słodycz. Od wczoraj na nowo wzmogły się nasz szacunek, nasza miłość i wdzięczność ku naszym nauczycielom za te prace i trudy, które dla naszych dzieci podejmują.
(Nie znając sami tamtejszych stosunków, niektóre szczegóły musieliśmy opuścić. Przyp. Red. "Gońca Wielkop. "
...
Przybyli do Poznania
dnia 19go Lipca.

Kamieńskiego Hotel de Berlin.
Dr. Jaworowicz z Trzemeszna,
Jagielski z Ostrowa,
Junge z Wąsowa,
Fritsche z Potschappel,
Strauss z Berlina,
Kupke z Altstadt,
Gorske z Koźmina,
Dawid z Bojanowa,
Jafte z Zaniemyśla,
Schlesinger z Kempna,
Borchardt z Berlina,
Śmigielski i
Szymański z Krakowa,
Tetzlaf z Wrocławia,
Goślinowski z Dąbrówki.
...
Ofiara trojakowa.

Lippspringe, 17.7.82.
Szanowna Redakcyjo!
Nas małe grono Polaków w Lippspringe, a przytem przyjaciół "Gońca W.", przesyła tę składkę w ilości 21 mk., zebranych za pośrednictwem pani Grabowskiej na fundusz żelazny subwencyonowania Teatru Polskiego w Poznaniu do Ciebie "Gończe", który podniosłeś tę zbawienną myśl wspomożenia naszego teatru, za co Ci serdeczne, "Bóg zapłać. "

Orócz tego kupiec P. S. Rosenberg i kupiec P. Fenchel z Berlina po 100 fen., obaj także goście kąpielowi z Lippspringe.
Szczepan Skaławski.
...
Wiadomości potoczne.
Środa, 19go Lipca.

- Wczoraj o godz. 8mej rano odbyło się w arch katedrze poznańskiej wprowadzenie ks. dziek. Kuczyńskiego z Wysoki na honorowego kanonika kapituły. Ks. K. odśpiewał mszą św. przy wielkim ołtarzu.
Ks. Jakub Kuczyński:
http://www.wtg-gniazdo.org/ksieza/main. ... is&id=2312
...
- Poświęcenie cmentarza nowego dla parafii farnej, który leży za bramą Berlińską, na drodze żwirówki prowadzącej do Stęszewa, nastąpi w Piątek, dnia 21go lipca po odprawionych nieszporach w Kościele farnym o godzinie mniej więcej 4tej.
Rytuał przepisuje, że parafijanie wychodzą procesyonalnie z Kościoła na miejsce podobnego obrzędu, tak jak to było np. po odnowieniu figury św. Jana Nep. w Starym Rynku 1864 roku. Dodać należy, że oprócz poświęcenia cmentarza będzie i poświęcenie krzyża, który królować będzie po nad mogiłami zmarłych drogich nam osób, a przed którym wznosić się będą modły o "Wieczny odpoczynek." Spodziewamy się, że bractwa nasze staną w komplecie, nie tylko farne, lecz i z innych tutejszych parafiji, bo nikt nie wie, na którym cmentarzu legną jego kości.
Wiele osób z prowincyji zamierza przybyć na ten tak ważny akt kościelny.
viewtopic.php?f=5&t=13778&hilit=cmentarz+za+bram%C4%85+berli%C5%84sk%C4%85&start=150
http://cmentarze-poznania.pl/
...
- Na Długiej ul. po stronie i w pobliżu sali turniejowej naprawiają obecnie bruk. Również na Podgórnej ul.
...
+ - Na narożniku Fryderykowskiej ul. i Nowomiejskiego rynku przejechał wóz rozwożący piwo jednego z tutejszych browarzy 9letniego chłopca, zbierającego węgle. Nieszczęśliwy poniósł śmierć na miejscu.
...
+ - Dziesięcioletni chłopiec Tomczak utonął przy kąpaniu w jeziorze 0rchockim.
...
- W okolicy Pleszewa ma powstać nowa cukrownia; w tym celu odbyło się zebranie w Pleszewie dnia 30go bm. o godz. 3ciej po poł. w hotelu Wiktoryji, na które zapraszają pp. dr. S. Mukułowski i Broekere.
...
- We Wiedniu mieszka przeszło 3,000 osób zowiących się Mayer, a piszących Maver, Meyer, Maier, Meier, Majer i Mair.
...
- Krotoszyn.
W czasie od 17go lipca do 3go Sierpnia rb. będzie zamknięty z powodu naprawy dla przejazdu publicznego most na żwirowce we wsi Kobiernie, Krotoszynem a Raszkowem.
Z tego powody publiczność winna tymczasem używać drogi wiejskiej, wiodącej w bok do Kobierna, tuż przy dawniejszej rogatce.
...
- Zeszłej Niedzieli odbyła się w Ligocie przy Bielsku inetalacyja ks. Franciszka Muzyczki na proboszcza tamtejszego, przez ks. kononika Józefa Michałka ze Skoczowa, w obecności licznych księży, a ks. Franciszek Koziar, proboszcz z Puncowa, miał do tej uroczystości zastosowanej piękną mowę.
http://starydab.blogspot.com/2015/03/70 ... zczow.html
13. Ks. FRANCISZEK MUZYCZKA (1875-1882).
Syn mieszczanina z Frysztatu. Obejmuje parafię dnia 12 lipca 1875 roku. Miał od Boga dany szczególnie dar wymowy. Słynął jako wybitny kaznodzieja. Okolica schodziła do Jasienicy, by słuchać jego kazań. Zapraszano go do innych parafii. Kronikarz powie: "Słuchał go lud, słuchali go bardzo chętnie księża". W parafii starał się o podniesienie życia religijnego. Za jego czasów odbyły się w parafii Misje św. Starał się o rozwój nabożeństwa różańcowego, czego wyrazem było nabycie obrazu Matki Bożej Różańcowej i regularne odmawianie tej modlitwy w rodzinach. Postarał się też o to, by zainstalowano na wieży kościoła zegar. Ale fachowiec, który go wykonał musiał być bardzo mierny bo i księdzu Muzyczce, jak też następcom przysparzał wiele kłopotów.
Stąd też kronikarz dodaje złośliwie:
Pomiędzy wskazówkami a wybijaniem godzin istniał nieustanny spór. Co zimę zapadał w zimowy sen. I trzeba by o tym zegarze powiedzieć, co Chrystus powiedział do Judasza ,"lepiej, żeby taki w ogóle się nie narodził". O popularności ks. Muzyczki świadczy fakt, że kiedy opuszcza parafię cała gmina, katolicy i ewangelicy odprowadzali go aż do granicy parafii.
Ks. Muzyczka w roku 1882 przechodzi do Ligoty. W kilka lat później z Ligoty przechodzi do Czechowic. Tam otrzymał godność dziekana. Umiera dość nagle w Czechowicach po długiej chorobie w roku 1898.
http://otworzksiazke.pl/images/ksiazki/ ... wiosny.pdf
Dzieje Śląska Cieszyńskiego od zarania
str.307 (308)
37 W 1890 roku w Dziedzicach wybudowano kościół pw. Wspomożenia Wiernych, podlegający parafii św Katarzyny w Czechowicach.
Dziedziczanie narzekali, że proboszcz Franciszek Muzyczka rzadko odprawia nabożeństwa, a chrzciny i śluby odbywały się w Czechowicach.
W końcu w 1899 roku erygowano nową parafię, jej granice ustalono ostatecznie w 1902;
G. Chromik: Czechowice-Dziedzice i okolice. Monografia historyczna (do roku 1918). Czechowice-Dziedzice 2001, s. 32–33.

https://sbc.org.pl/Content/315264/Publi ... C-7157.pdf
Książnica Cieszynska
Na pamiatke dwudziesto-piecioletniego jubileuszu Dziedzictwa błogosławionego Jana Sarkandra dla ludu polskiego na Śląsku / [Ignacy Świeży].
Data wydania orginału: 1898
"Dnia 20. sierpnia 1873 zostały potwierdzone statuta "Dziedzictwa bł. Jana Sarkandra dla ludu polskiego na Śląsku", które się też potem wkrótce ukonstytuowało."
str.14 (7)
"Zdaje się tedy, że relacya, przesłana do Wrocławia, niebrzmiała bardzo korzystnie dla "Dziedzictwa".
Odbyliśmy nareszcie zgromadzenie dla ukonstytuowania towarzystwa z końcem grudnia 1873.
Do pierwszego wydziału weszli:
1. Ks. Michałek Józef, ks.-bisk. komisarz w Skoczowie, jako prezes honorowy.".
str.24,25 (17,18)
W roku 1874 zapisali się:
15. Ks. Muzyczka Franciszek, proboszcz w Jasienicy.
23. Przew. ks. Michałek Józef, ks.-bisk. komisarz i dziekan w Skoczowie.
43. Ks. Koziar Franciszek, pierwszy wikary w Cieszynie.
Umarli w roku 1892
str.86,87 (79,80)
II. Członkowie zmarli.
34. Ks. Koziar Franciszek, proboszcz w Trzyńcu.

http://www.sbc.org.pl/Content/134293/Sp ... go1882.pdf
str.8 (8)
I. Członkowie z dawniejszych lat.
a) Duchowni.
26. Koziar Franciszek, proboszcz w Puńcowie
31. Muzyczka Franciszek, proboszcz w Jasienicy.

https://fotopolska.eu/1216393,foto.html?o=b280899
Relacje zamieszczone w Gwiazdce Cieszyńskiej:
24 października 1882 r. we wtorek rano udał się Arcyksiążę do Trzeńca, gdzie odbyła się uroczystość założenia kamienia węgielnego pod nowy kościół katolicki, z łaski Arcyksięcia wybudować się mający. Tamtejszy arcyksiążęcy hutmistrz i burmistrz gminy p. Obtułowicz powitał Arcyksięcia, dziękując w imieniu gminy i robotników za łaskę wystawienia im kościoła. Obrządku poświęcenia dokonał przewiel. Jeneralny Wikarjusz ks. Franciszek Śniegoń, w obecności kilku księży, a proboszcz puńcowski ks. Koziar, powiedział zachwycającą mowę do zgromadzenia. Miejsce było wspaniale przyozdobione i mnóstwo ludu brało w uroczystości udział. Arcyksiążę polecił, żeby w ciągu dwu lat kościół był zupełnie ukończony.
Konsekracja kościoła w Trzyńcu odbędzie się z pewnością 27 września 1885 r. Nadmieniamy, że konsekracją nazywa się poświęcenie dokonane przez biskupa. Dla ważności tego aktu narządził książę-biskup wrocławski dla przyszłych parafian Trzynieckich duchowne przygotowanie tj. trzydniowe nabożeństwa (triduum), które rozpoczną się w sobotę 19 bm. wieczór i trwać będą do środy, a mianowicie odbywać się będą w Puńcowie dla polskiej ludności, w Końskiej zaś dla niemieckiej. Paramenta dla nowego kościoła poświęcone zostały w środę 15 bm. w cieszyńskim kościele farnym przez tutejszego biskupa ks. Franciszka Śniegonia. W przyszłą środę 23 bm. zaś odbędzie się także w Cieszynie inwestytura pierwszego proboszcza trzynieckiego, ks. Franciszka Koziara, dotychczasowego proboszcza w Puńcowie, który 24 bm. rozłączy się z swoją teraźniejszą parafią i przybędzie do Trzyńca, gdzie przez swoich nowych parafian na plebanię wprowadzony będzie. Z tym dniem zacznie się jego urzędowanie duchowne w Trzyńcu. Osieroconej parafii Puńcowskiej administratorem będzie podobno proboszcz goleszowski ks. Piotr Moroń. Instalacja ks. Franciszka Koziara na proboszcza w Trzyńcu odbędzie się podobno w dniu konsekracji kościoła. Nowy kościół trzyniecki, co do budowy jest wspaniałym dziełem i istnym cackiem, jakie rzadko widzieć można, a również plebania gustownie wybudowana. Fundatorem tego nowego przybytku jest JCW. arcyksiążę Albrecht, który osobiście chce przybyć na zapowiedzianą uroczystość, a konsekracji dokona ks. biskup wrocławski Robert.
Poświęcenie kościoła trzynieckiego, zbudowanego wielkim nakładem arcyks. Albrechta, odbyło się w niedzielę. Już rano zebrało się wiele tysięcy ludu z okolicznych wsi i dalszych okolic; na wszystkich werkach i większych domach trzynieckich powiewały chorągwie; około kościoła była również niezmierna liczba chorągwi a u wjazdu wspaniała brama wystawiona z napisami. Około tej bramy stali weterani i hutnicy z Ustronia z swemi chorągwiami, około kościoła zaś robotnicy trzynieccy w uniformach swoich, tudzież kapela trzyniecka. O godz. 8 rozpoczął się obrząd konsekracyjny przez biskupa cieszyńskiego ks. Franciszka Śniegonia, który obchodził kościół w otoczeniu blisko 30 księży, między nimi ks. kanonik Michałek ze Skoczowa, ks. monsignor Hudziec dziekan z Frysztata i ks. dziekan Findyński z Frydku. Po godz. 10 rozpoczęło się kazanie polskie przed kościołem, które miał ks. dziekan Hudziec, a o godz. 11 wystrzały z moździerzy i muzyka grająca hymn cesarski dały znać, że przybywa arcyksiążę Fryderyk. Towarzyszyli mu: prezydent krajowy mg. Baquehem, dyrektor kameralny p. Walcher, hutmistrz i burmistrz trzyniecki Obtułowicz, ck. starosta cieszyński p. Rosenberg, prokurator państwa p. Wanszura, oficerowie i inne osoby mające za biletami wolny wstęp do kościoła. Arcyksięciu podała bukiet dziewczyna ubrana w bieli. Gdy weszli do kościoła, miał ks. dziekan Findyński kazanie niemieckie i rozpoczęła się uroczysta msza. Podczas poświęcenia kościoła odbyła się także instalacja pierwszego Proboszcza trzynieckiego ks. Franciszka Koziara, którego wprowadzenie do nowej parafii odbyło się już w czwartek bardzo uroczyście. Po nabożeństwie, które trwało blisko do godz. 2 po południu, pozwolonym został wstęp do kościoła dla wszystkich. Wysocy goście powrócili do Cieszyna, gdzie na zamku nastąpił obiad. Duchowieństwo i inni goście pozostali w Trzyńcu na uczcie urządzonej w gospodzie werkowej.

- W Środę zaś był w Cieszynie ks. Jan Bednarek inwestowany na proboszcza w Pietwałdzia.
http://www.sbc.org.pl/Content/90461/Spr ... 883-84.pdf
Sprawozdanie Towarzystwa Naukowej Pomocy dla Księstwa Cieszyńskiego z dwunastego roku jego działania (1883/1884), złożone przez Dyrekcję na walnem Zgromadzeniu dnia 29. listopada 1884.
Pietwałd. Bednarek Jan, ks. proboszcz

i wiele innych stron
...
+ W Rogalinku umarł dnia 16go bm. leśniczy, Kaźmierz Zieliński.
Kaźmierz Zieliński, USC Mosina, akt zgonu Nr.52/1882:
https://szukajwarchiwach.pl/53/1904/0/4 ... 7IihjwXzfw
Nekrolog
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... 0390&tab=3
Dziennik Poznański 1882.07.19 R.24 nr162 - 16/26 - str.4
...
Obelgę
rzuconą na pannę Lutyńską niniejszym odwołuję. (1018)
J. Malińska.
...
cdn.

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 lis 2019, 05:17 
Offline

Dołączył(a): 03 cze 2014, 11:57
Posty: 4012
cd. rok 1882

Numer 164

Korespondencje Gońca Wielkop.


Września, dnia 16go Lipca 1882.
W nrze 50tym "Tygodnika Powiatowego" miasta Wrześni wyczytałem w powiat puszczony anons tej treści:
Am 12. oder 13ten diesen Mts. ist vom Hanse des Herrn Bednarowicz bis zur Post ein grosser Brief, worin eine Vollmacht gelegen, verloren worden. Der Finder wolle denselben in der Exped. d. Bl. gegen eine gute Belohnung abgeben.
Po przeczytaniu pomyślałem sobie, czas krytyczny a od "gute Belohnung" głowa nie boli, począłem niebawem śledzić i o całem interesie dowiedziałem się, szczególnie zaś od tych, których rzecz ta bliżej zajmowała, a miała się tak:
W powiecie średzkim leży folwark, który dawniej pisano podobno "Murzynowo borowe", a który dla tego, jak słyszałem, że właścicielowi tegoż folwarku Heinrich czyli Henryk na imię, na "Heinrichsan" przechrzcono. I tak wysłano, jak to anons bliżej podaje, 12go albo 13go zeszłego miesiąca z miasta Wrześni bardzo pilny do Heinrichsau adresowany list, który niebawem najpóźniej do l4go tego samego miesiąca już na miejscu być był powinien.
I cóż się dzieje? Otóż adresat tak bardzo pilnego listu na żaden sposób doczekać się nie może, przybywa nareszcie do Wrześni, obchodzi interesowane osoby i wszędzie dowiaduje się o pobycie listu, odwiedza także w końcu i urząd pocztowy, w którym obszerny spisano protokół, a po spisaniu takowego na wszystkie strony świata rozeszły się pytania, ale listu nie widać.
Gwałtu, co się dzieje! Właściciel przybywa po raz drugi do Wrześni, wpada w jedno, drugie, a potem i trzecie miejsce, tam gdzie obecnie nasze "Wreschener Stadt- i Kreisblatty" drukują, przypuszcza po raz ostatni szturm i dopiero 3go bieżącego miesiąca, a zatem po upływie 20 dni przybywa zgubiona owieczka na miejsce, naturalnie z kilku pieczęciami i znakami na sobie. Czy nie był czasem list ten w Saksonii lub Francyji ?
Po cóż więc panowie Niemcy przechrzciwają? Pozostać lepiej przy starych nazwach, żebyśmy raz kiedyś i sami nie zginęli.
...
Wdowy Weteranów.
O zabezpieczeniu na starość losu weteranów pomyślano na emigracyji. Mamy więc towarzystwo Czci i Chleba, które wypłaca pensyjki zasłużonym starcom i dwa zakłady schronienia u św. Kazimiera i w Juvisy. Dla wdów jednak po emigrantach nic dotąd nie uczyniono. Jeżeli zaś mężczyźnie starcowi trudno znaleźć utrzymanie, nierównie jest trudniej znaleźć je kobiecie staruszce. Znamy Polki i Francuzki, wdowy po emigrantach, które po śmierci mężów znajdują się w najbardziej opłakanym stanie.
Dla niektórych prywatna dobroczynność potrafiła wynaleźć środki utrzymania, wiele jednak pomiędzy niemi jest takich, które nie wiedzą, czy będą miały jutro na kawałek chleba. Czasby było, żeby utworzyło się Towarzystwo opieki nad wdowami i siostrami emigrantów, pozbawionemi sposobu do życia.
Nie każda bowiem, jak pani Tańska, znaleźć może szlachetnego opiekuna.
Wspomnieliśmy nazwisko pani Tańskiej, chociaż więc obrazić możemy skromność szlachetnego jej dobroczyńcy, wymienimy go przez wzgląd wielce ważny, iż wiadomość o dobrych i pięknych uczynkach pobudza do takichże uczynków. Jeżeli złe jest zaraźliwe, to i dobre wywołuje naśladownictwo. Spodziewamy się więc, że nam nasze niedyskrecyją przebaczy czcigodny ksiądz Tański, emigrant powstania 1863go roku, którego wszyscy mamy i kochamy jako dobrego Polaka, wzorowego kapłana i uczynnego towarzysza.
Pani Tańska, wdowa po emigrancie, utraciwszy przez śmierć syna zmarłego na prowincyji we Francyji jedyny sposób do utrzymania, udała się do Paryża, słysząc, że w tem mieście mieszka ksiądz Tański, być może krewny jej męża, który nie opuści nieszczęśliwej kuzyny.
Po przybyciu pokazało się, że ksiądz Tański nie jest krewnym jej męża, że nie ma więc żadnego względem niej obowiązku.
Ksiądz Tański jednak poczuł się do obowiązku chrześcijańskiego, wynajął dla staruszki mieszkanie i z szczupłych swych dochodów zapewnił jej utrzymanie.
Wspaniały uczynek, godny czci i naśladowania. Cieszymy się, iż pomiędzy nami znajdują się ludzie wyższego, chrześcijańskiego charakteru, obecność ich w naszem społeczeństwie podnosi moralnie nas wszystkich.
Ponieważ jednak wiemy, iż prywatna jednego człowieka opieka nie zdoła zapobiedź ogólnej biedzie pomiędzy wdowami po emigrantach, proponujemy utworzenie Towarzystwa opieki dla wdów i sióstr emigrantów pozbawionych sposobu do utrzymania.
Rzucamy myśl, ufni, iż znajdą się tacy, co ją podejmą i wykonają. "Kur. Paryzk."
...
Przybyli do Poznania
dnia 19go Lipca.

Bazar.
Pani Jackowska z Sędzic,
Pani Morzycka z fam. z Królestwa,
Dr. Zaremba z Pierzchna,
Fuckert z Warszawy,
hr. Łącki z żoną z Lipnicy,
Wolski z Królestwa.
...
Grand Hotel de France.
Rogaliński z żoną z Cerekwicy,
Pani Gólcz z córką z Królestwa,
Modłiński z Walentynowa,
Niegolewski z synami z Niegolewa,
Kościszewski z fam. z Królestwa,
Kobos z Królestwa,
pani Marschall z Berlina.
...
Kamieńskiego Hotel de Berlin.
Sędzia Mielcarzewicz z Wielenia,
Deichsel ze Szczecina,
Baumgart z fam. z Gubeny,
Chrzanowski z Ostrowa,
Laskowski z Runowa,
Arendt z Wiednia,
Pani Długołęcka z fam. z Goranina
...
Wiadomości potoczne.
Czwartek, 20go lipca.

- Kandydatami powiatu Krotoszyńskiemi obrani zostali na zebraniu w Krotoszynie pp.:
ks. dr. Jażdżewski,
Stablewski,
ks. kan. Korytkowski,
pułkownik Zakrzewski,
Franciszek Brzeski i
dr. Witold Skarżyński.
Delegatem obrany został
p. Ildefons Chełkowski z Kuklinowa,
zastępcą
p. Antoni Przyłucki ze Starkówca.
...
- + Za duszę zmarłego w Lozannie śp. Krystyna Otrowskiego, weterana z nim 31go i poety pisarza, odbyło się dnia 11go bm. żałobne nabożeństwo
w Krakowie, w katedrze na Wawelu.

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... ref=struct
Dziennik Poznański 1882.07.13 R.24 nr157 - str.3
+ W Lozannie, w Szwajcari, umarł śp. Krystyn Ostrowski, weteran z r. 1831, znany patryota, publicysta i pisarz. Obszerniejsze szczegóły o życiu jego podamy następnie.

Wspomnienie
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publica ... ref=struct
Dziennik Poznański 1882.07.14 R.24 nr158 - str.4
+ Krystyn Ostrowski, o którego śmierci wczoraj donosiliśmy, (...)
.
http://osobliwosci.eduseek.interklasa.p ... e-.html#O4
Krystyn Piotr Celestyn Józef Ostrowski (1811-1882)
Poeta, pisarz, publicysta, uczestnik powstania 1830-1831.
Urodzony 19. V. w Ujeździe był synem Antoniego i Józefy z Morskich. Ukończył szkołę pijarów na Żoliborzu w Warszawie. W 1829 r. napisał się na Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 1830 r. wyjechał za granicę, ale na wiadomość o wybuchu powstania powrócił do kraju. Jako kanonier służył w 4 pułku artylerii konnej pod dowództwem gen. Józefa Bema. 14. IX. 1831 r. mianowany podporucznikiem, odznaczony został za udział w kampanii srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. Po upadku powstania wyjechał do Francji. W latach 1832 – 1836 służył w armii belgijskiej.
Krystyn Ostrowski po wystąpieniu z wojska osiadł na stałe w Paryżu. Podjął współpracę z francuskimi czasopismami, do których pisywał artykuły polityczne. Ogłaszał je często w formie listów do wybitnych osobistości. Propagował w nich idee federacji słowiańskiej, niepodległościowej i zjednoczenia politycznego Europy. Należał do inicjatorów powstałego Towarzystwa do Oswobodzenia Ludów Słowiańskich. Protestował przeciwko stłumieniu powstania w Galicji w 1846 r., a następnie interwencji rosyjskiej na Węgrzech. W czasie wojny krymskiej pisał memoriały do władz francuskich, podnosząc sprawę konieczności odbudowy Polski. Opracowano pismo pt. “Nota do Rządu Narodowego w przedmiocie powstania wojny w roku 1863” Krystian Ostrowski w imieniu emigracji uczestniczył w uroczystości wzniesienia kopca Unii Lubelskiej we Lwowie. Z tej okazji napisał utwór “Złote gody czyli Unia Lubelska”. W 1876 r. przeniósł się do Szwajcarii i zamieszkał w Lozannie. 6 V 1877 r. został przyjęty na członka Akademii Rafaelo w Urbino. Był także członkiem Rady Muzeum Narodowego w Raperswilu.
Kilkoma wierszami patriotycznymi Krystyn Ostrowski debiutował w czasie powstania listopadowego. Utwory poetyckie pisał również w Belgii. Ponadto tłumaczył poezję polską, głównie Adama Mickiewicza na język francuski. Ogółem wydano ponad 60 odrębnych prac Krystyna Ostrowskiego, w tym 16 przekładów, oraz wiele odrębnych artykułów i wierszy w czasopismach francuskich i polskich. Napisał również kilkanaście sztuk teatralnych w języku francuskim.
Pod koniec życia zgromadził pokaźny majątek, który w całości przekazał Muzeum Narodowemu w Raperswilu, ustanawiając fundusz stypendialny dla uczących się Polaków. Stypendia miały być wypłacane z dochodów pochodzących z ulokowania kwoty w wysokości ponad 490 000 franków w banku w Szwajcarii. Od początku istnienia funduszu do 1912 r. wypłacono sumę 413 934 franków.
Krystyn Ostrowski zmarł 4. VII. 1882 r. w Lozannie, gdzie został pochowany. Serce przewieziono do Ujazdu.

Biografie opracował pan Ryszard Kotewicz.
.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyn_Piotr_Ostrowski
Krystyn Piotr Celestyn Józef Ostrowski (...)
.
https://literat.ug.edu.pl/jez/027.htm
SYLWETY EMIGRACYJNE

Krystyn Ostrowski.
Postać to ciekawa - ciekawa ze względu na rodzaj służby, pełnionej przez nią w odniesieniu do sprawy polskiej. Należał on do takich, co sprawie tej służyli - służyli sercem, gorąco, ale się pospolitować nie chcieli. Takim był Władysław Plater, takim Krystyn Ostrowski. Podobni w tym względzie, różnili się w innych. Podobieństwo ich na tem polegało, że do żadnego na emigracyi nie należeli stronnictwa, zajmowali stanowiska wyosobnione i działali każdy po swojemu. O działalności Platera będzie później. Działalność Ostrowskiego scharakteryzować się postaram w Sylwecie niniejszej. Krystyn Ostrowski był członkiem szlacheckiej starej rodziny, herbu Rawicz, "dobrze - jak Wielądek powiada - osiadłej w województwie Sandomirskim, Lubelskiem i ziemi Drohickiej". W historyi rolę wydatną odgrywać ona zaczęła w początkach panowania Stanisława Augusta. Splendor spłynął na nią od Tomasza Adama kasztelana czerskiego, podskarbiego nadwornego koronnego, uhrabionego po rozbiorach kraju przez rząd pruski. Liczne jego potomstwo (sześciu synów, cztery córki) zasypało hrabiami ziemię polską. Dwaj synowie Tomasza, Antoni wojewoda, senator, komendant gwardyi narodowej warszawskiej r. 1831, i Władysław marszałek sejmu r. 1831, oraz wnuk jego a syn Antoniego, zajmujący nas obecnie Krystyn, znaleźli się, po upadku powstania, razem na emigracyi. Antoni i Władysław nie pozostawali z rękami założonemi. Krystyn, który, licząc dziewiętnaście lat wieku z Paryża, gdzie, po ukończeniu nauk w kolegium pijarskiem na Żoliborzu, przebywał dla dalszego kształcenia się na drodze naukowej i asystował rewolucyi lipcowej, na wieść o wybuchu powstania pośpieszył do Polski i wnet się do szeregów wojskowych zaciągnął. Kampanię r. 1831 odbył w artyleryi, w bateryi pod dowództwem Bema, którego stał się wielbicielem bezwzględnym pomimo, że się z nim w jednym tylko - w nienawiści niewoli moskiewskiej - zgadzał. Młody chłopiec za granicą, czy dlatego, że zasmakował w karyerze wojskowej, czy może za poradą ojca, wstąpił do otwartych natenczas dla wychodztwa polskiego szeregów wojska belgijskiego, do artyleryi. W wojsku belgijskiem odbył jedyną, jaką od wyzwolenia się swego z pod panowania holenderskiego Belgia prowadziła, kampanię: uczestniczył w oblężeniu Antwerpii. Nie kroczył jednak długo karyery tej drogą. Opuścił szeregi armii belgijskiej i nie wstąpił do szeregów emigracyjnych pomimo, że emigrantem pozostał - pozostał przejęty zasadami jednego z obozów czynnych, w których się wyraziła politycznospołeczna emigracyi polskiej działalność. Demokrata-republikanin nie wszedł do Tstwa Demokratycznego, nie należał do Zjednoczenia, nie zaciągnął się do gmin socyalistycznych Humań, Grudziądz, nie zorganizował żadnego towarzystwa na rękę własną. Epoki karbonaryzmu, nowej Polski, wypraw do Polski (Zaliwskiego) i do Włoch przebył w szeregach armii państwa, mogącego się bez siły zbrojnej obchodzić, ponieważ mocarstwa, erygujące królestwo belgijskie, uznały kreacyę tę dyplomatyczną na zawsze neutralną. W armii takiego państwa - jaka dla niego przyświecała przyszłość? Awanse z porucznika na kapitana, z kapitana na majora, pułkownika, generała. Czy mu o to chodziło? Nie, chyba, albowiem w roku 1837 dymisyę wziął i wyosobnił się.
Wyosobnił się tak dalece, że nawet w zakresie towarzyskim ludzi nie szukał. Podania nie zaznaczają w życiu jego żadnych stosunków bliższych, żadnych przyjaźni z osobnikami płci jednej i drugiej. Pewna pani, która mi w latach osiemdziesiątych mówiła, że go od dawna i dobrze znała, zapewniała mnie, że od kobiet stronił - że się płci pięknej "bał". Jest w tem może trochę prawdy. Młody, przystojny, zamożny hrabia: posiadał tytuły i warunki wszystkie na pociąganie serc niewieścich ku sobie. Czyż nie pociągnął serduszka ani jednego? Zdarza się to, ale rzadko, młodym zwłaszcza i bogatym hrabiom. Zdarzenie to, jeżeli w rzeczy samej miało w odniesieniu do Krystyna Ostrowskiego miejsce, zasługuje na zaznaczenie i na rozważenie.
Nie garnął się do płci pięknej. Czemu? Miłości służą: wyobraźnia żywa i krew gorąca. Bywają śmiertelnicy albo jednej, albo jednej i drugiej pozbawieni, obdarzeni od natury krwią ciepławą i wyobraźnią leniwą. Nie bezwzględnie jednak. Natury takie umieją czuć gorąco, ale nie w kierunku romansowym. Ostrowski, całą serca swego potęgą, kochał Ojczyznę.
Kochał ją i służyć jej pragnął. Służyć sobą tj. wszystkiem, co istota jego w sobie zawierała najcenniejszego. Zawierała ona w sobie przedewszystkiem życie i oddałby je za nią. Lecz - czy w każdym człowieku życie jest najcenniejszem? Co by Polska na tem była zyskała, gdyby Mikołaj Kopernik, zamiast oddania się badaniu obrotu ciał niebieskich, wybrał by zawód wojenny i zginął Sławnie w bitwie pod Orszą np.? Czy by literatura naukowa polska posiadała prace historyczne Lelewela, gdyby Lelewel, głowę w jednej z bitew r. 1831 położył? Na co by się przydała w tymże roku śmierć na polu chwały autora trzeciej części "Dziadów", ustępu Petersburg", "Pana Tadeusza"? Cenniejszem w Koperniku, Lelewelu, Mickiewiczu było to, co Ojczyźnie z siebie dać mogli żyjąc, aniżeli to, co by dali, życie za nią tracąc. Może Ostrowski o tem myślał. Przypuszczalnem to jest tem bardziej, że się poczuwał do możliwości służenia Ojczyźnie, jeżeli nie myślami mędrca, to wyobraźnią artysty, poety. Poczuwał się do tego, posiadając w duszy nastrój rytmiczny, wytwarzający harmonię kształtów i tonów, bez której w ludzkości istnieć by nie mógł orfeizm ani w plastyce, ani w pieśni. Jest ona niezbędną z jednej strony w rzeźbie, w malarstwie, w architekturze, z drugiej w muzyce wokalnej i instrumentalnej, najbardziej zaś, najnieodzowniej w poezyi, odpowiadającej, ze względu na materyał, z którego buduje, artyzmowi i plastycznemu i tonicznemu.
Z rytmicznym przeto, z artystycznym w duszy nastrojem, dzięki któremu w muzyce, uprawianej przezeń z zamiłowaniem, wykształcił się naukowo i w wykonaniu wielkiej doszedł biegłości, przedstawiło mu się służenie ojczyźnie na drodze artystycznej. Miał przed sobą przykłady, o korzyściach służby tej w zakresie patryotycznym i narodowym świadczące. Marsylianka wywiera na Francuzów wpływ porywający. "Jeszcze Polska nie zginęła" elektryzuje Polaków. Chopin świat zaznajomił z istnieniem narodowej polskiej muzyki, nadającej się do kompozycyj muzycznych w najwyższym artystycznym stylu, stawiającej naród polski na równi ze wszystkimi narodami ucywilizowanymi. A poezya - co?... W czem Mickiewicz ustępuje Goethemu, Wiktorowi Hugo, Byronowi? Czyż tacy Chopiny, Mickiewicze, nie rozsławili Polski, nie wytyczyli dla niej w rzeszy narodów stanowiska zaszczytnego i niepodległego?
Myśli powyższe oblegać musiały młodego Krystyna Ostrowskiego wobec uczuwanej przezeń głęboko potrzeby służenia Ojczyźnie. Wątpić nie można, że go oblegały i ciągnęły na drogę artystyczną, albowiem drogą tą poszedł. Wziął się zrazu do muzyki, dla której bliższe zaciągnął stosunki z Wojciechem Sowińskim, muzykiem uczonym i kompozytorem. Za czasów panowania króla mieszczanini, w emigracyi polskiej mówiono o geniuszu muzykalnym Ostrowskiego, stawiając go obok Chopina i zapowiadając wystąpienie jego koncertowe. Zapowiedź ta długo na siebie czekać kazała. Ostrowski publicznie wystąpił raz tylko. Kiedy Ludwik Filip w miesiącu lutym, r. 1848, uciekł z Paryża, lud tłumnie wtargnął do opróżnionego z królewskiej rodziny pałacu tualeryjskiego i niespodzianie usłyszał wprawnie i z zapałem graną na fortepianie Marsyliankę. Przez pootwierane na ścieżaj drzwi komnat pałacowych rozlegały się dźwięki hymnu narodowego. W jednej z komnat podchwycił ktoś nutę i zaintonował:
Allons enfants de la patrie!
Le jour de gloire est arrivé.
Contre nom de la tyranie
L'etendard sanglant s'est élevé.
Wnet śpiew się po wszystkich rozległ komnatach - zabrzmiał koncert, jakiego Tuilleries nigdy przedtem nie słyszały. Dzienniki o zdarzeniu tem opowiedziały, notując je dla potomności ze szczegółami, zaczynającemi się od tego, że manifestacyę tę zapoczątkował Polak, Krystyn Ostrowski.
Był to jedyny jego, jak się zdaje, a na pewne jedyny głośny popis publiczny. O koncertach Ostrowskiego głucho było w Paryżu pomimo, że ci, co go grającego słyszeli, przyznawali mu talent ogromny. Komponował nawet. Ale się nie popisywał. Nie ufał może sobie. Nie dowierzał może publiczności. A może od występowania publicznie powstrzymywała go ta miłość własna, która szanującemu godność własną człowiekowi nie pozwala pospolitować się wobec tłumów dla oklasków. Nie umiem orzec o trafności przypuszczeń swoich. To pewne, że zdolności muzykalne Ostrowskiego, jeżeli je w rzeczy samej posiadał, pozostały kapitałem martwym.
Próbował się w poezyi i w literaturze wogóle. Pisał wierszem i prozą, tłumaczył, tworzył w językach polskim i francuskim w rozlicznych rodzajach, nawet w naukowym (Lettres slaves). Rodzajem, któremu szczególnie zaufał, był dramat. Zawziął się do niego; usiłował przełamać obojętność czytelników za pomocą wykazania wartości swoich utworów scenicznych przy świetle kinkietów teatralnych. Grano z nich niektóre w Paryżu: w Gymnase, w Port St. Martin - niestety, bez powodzenia. Podwójnie bez powodzenia: nie tylko bowiem autorowi sławy nie ściągnęły, ale go na ogromne naraziły wydatki. Dyrektorowie teatrów francuskich każdą, chociażby najlepszą sztukę wystawią, jeżeli w razie niepowodzenia, autor koszta wystawienia opłaci. A koszta to nie małe, liczące się na jeden wieczór na dziesiątki tysięcy franków. Rujnowały go one, ale nie zrażały - nie zrażały. Porównywał utwory swoje z utworami autorów francuskich i, jeżeli swoim nie przyznawał wyższości, to nie przyznawał im i niższości. I - w rzeczy samej tak było. Wszystko, co Ostrowski, czy to po polsku, czy po francusku napisał i wydał (wydawał kosztem własnym), czyni zadość regułom pisarskim. Wszystko jest jak najściślej poprawiłem. We wszystkiem tem atoli brak piętna indywidualnego - brak twórczości. Takim był powód niepowodzeń utworów jego wobec czytelników, jakoteż wobec słuchaczów i widzów w teatrze.
Jak się on polskiemi interesował rzeczami, o tem świadczy wynaleziona przezeń skrócona pisownia polska. Pisownią tą, nazwaną przezeń "streśćoną," napisał Badegiade, ćyli Napoleon XIII, poemat heroi-komićny na tle dziejowem w dwudziestu pieśniach (1871)".
Przytoczę z niego ustępik następujący:
Swobodnej myśli polotem
Po śćyt Parnasu. nie sięgam;
Leć Prawdzic* jest mym klejnotem.
I Prawdę mówić przysięgam.
Przed, zgonem, to prawda śćera,
Naś wiek w zepsucu się tarza;
Nie śukać w nim bohatera,
Więc kogóż wezmę? - cesarza!

Nie przyjęła się innowacya jego w pisowni; nie uwieńczyło powodzenie usiłowań jego literackich; na wykołatanie powodzenia mocno nadszarpnął schedę, która mu się z podziału majątku pomiędzy rodzeństwo, po zgonie rodziców dostała: zraziło go to w końcu - zgorzkniał, ztetryczał, znienawidził Francyę i Francuzów i do Szwajcaryi się usunął, zamierzając w Ojczyźnie Tella dokonać, przy pomocy resztek fortuny, żywota pracowitego. Zamieszkał w Lauzannie. Na ustroniu, w osamotnieniu, nie wyrzucił z myśli, ani z serca... Ojczyzny. Jakąż jej korzyść przyniósł? Pracował. Ćwiczył się w muzyce. Ogiński, Chopin, Moniuszko, nie licząc podrzędnych, nie tylko Polskę wsławili, ale do jej osobnikowości narodowej wprowadzili jeden z wybitniejszych znamion charakterystycznych, po których się ona w rzeszy narodów rozpoznaje dziś i rozpoznawać będzie w przyszłości. On zaś - co?... Pracował na innem polu - na polu literackiem; pracował ciężko, gorliwie, łożąc sumy bajońskie na opłacenie wydawnictw książkowych i przedstawień teatralnych, dyrektorów, aktorów, aktorek, szydzących zeń za plecami jego. Czy dorównał Mickiewiczom, Słowackim, Krasińskim? Czy stanął w szeregu tuż za nimi? Czy stanął w jednym z szeregów dalszych? - w którym?... Czy który z utworów jego zformułował na rzecz Polski jaką myśl ożywczą, jaką ideę nową? czy wywołał w kim żywsze serca bicie?...
Tyle pracy! - tyle zachodów! - tyle wydatków! - i na nic...
Że takie i tym podobne myśli w Lozannie trapić go musiały, to najmniejszej ulegać nie może wątpliwości. I przychodziło mu niezawodnie na myśl porównywanie siebie, demokraty-republikanina, z tylu innymi współwyznawcami swoimi, demokratami republikanami, którzy bez takich, w jakie on był zaopatrzony, środków i zasobów moralnych i materyalnych, ruszali się, pracowali, działali, poświęcali się - w ciągu dalszym dziejów Polski etapy stawiali.
Czemu on z nimi nie był? Co mu przeszkadzało w działalności ich brać udział? Na pytania te odpowiedzi nie koniecznie go zadawalniać mogły, tem bardziej, że na wynagrodzenie uchybień dawniejszych za późno już było. W r. 1880 liczył lat siedemdziesiąt: czuł się starym, zdrowie nie dopisywało i powaga wieku nie pozwalała mu po młodzieńczemu poczynać. Gdyby kto wezwał...
Nie wiem, czy na wezwanie czekał. Wiem jednak, że wezwanie wielkie mu sprawiło zadowolenie.
Pojawiło się ono w miesiącu listopadzie 1880 r. Zbliżała się pięćdziesiąta nocy belwederskiej rocznica. Mieszkałem w Genewie i należałem do Towarzystwa polskiego, które pamiętną tę rocznicę uświęcić postanowiło wiecem międzynarodowym. Obok Towarzystwa polskiego istniała grupka socyalistycznej młodzieży polskiej, która postanowiła rocznicę tę uczcić po swojemu, pod hasłem: "Precz z patryotyzmem!" (a bas le patriotisme!). Zapowiedziało się współzawodnictwo. Chodziło o to, za kim się opinia publiczna gienewczyków i przebywających w Genewie cudzoziemców oświadczy. Powodzenie w razie takim zależy: od składu biura, osobistości przewodniczącego, brzmienia i formy afisza. Afisz nasz miał być skromnym, ale na przewodniczącego brakło nam osobistości odpowiedniej: uczestnika wojny w r. 1831 o niepodległość Polski. Wprawiło nas to w kłopot, z którego byśmy może wybrnąć nie potrafili, gdyby ktoś nie wymówił był nazwiska Krystyna Ostrowskiego. Postanowiono spróbować - wezwać go na przewodniczącego meetingowi i wydelegowano mnie, ażebym go w imieniu Towarzystwa zaprosił.
Pojechałem do Lozanny. Po przestąpieniu progu mieszkania Ostrowskiego, opanowało mnie zdziwienie, spowodowane widokiem mnóstwa ptasząt, latających swobodnie w pokoju, który napełniały szczebiotem. W pokoju tym obszernym, umeblowanym gustownie i z wyszukaniem, spotkał mnie mąż wzrostu więcej trochę niż średniego, postawy kształtnej, powierzchowności bez wyrazu. Zbliżając się do mnie, zapytał, czem mi służyć może. Nazwałem się. "A..." - odezwał się, dłoń mi od niechcenia podał, do pokoju obocznego wprowadził, siedzieć poprosił. Okazywał się zimnym i sztywnym. Przedstawiłem mu niezwłocznie powód, który mnie do niego sprowadził. W miarę jakiem mówił, fizyognomia jego zmieniała się, w oczach przebijało się ożywienie, wysłuchał mnie, pomilczał chwilkę i rzekł:
- Co za szkoda!... Przyrzekłem Platerowi, że będę na obchodzie w Rapperswilu...
- Platerowi łatwiej się bez szanownego pana obejść, aniżeli nam... - odrzekłem. Plater sam jest uczestnikiem powstania listopadowego; będzie prezydował i nada obchodowi charakter odpowiedni obchodom listopadowym w rocznicę pięćdziesiątą. Godzi się i w Genewie podobny obchód urządzić...
- Prawda... - odparł. - Ale co tu zrobić?... Wstał, po pokoju się przeszedł i, ręką machnąwszy, odezwał się:
- A!... Napiszę do Platera... przeproszę go... Podziękowałem mu, wstając celem pożegnania go.
- Czemuż pułkownik spieszysz?... - zapytał. Zatrzymał mnie, posadził i usiadł obok. Zawiązała się między nami rozmowa godzinna, jeżeli nie więcej. Mówiliśmy o emigracyi polskiej, o położeniu jej obecnem i obowiązkach, o młodzieży polskiej. Ożywił się i rozgadał. Gdy rzecz o młodzieży na stół gię wytoczyła, przypomniałem sobie pogłoskę o zapisie Ostrowskiego na atypendya i pogłoskę tę powtórzyłem.
- Mam ten zamiar... - rzekł.
Wstał, razy parę w zamyśleniu po pokoju się przeszedł i, zatrzymując się przedemną, takie mi w słuch rzucił zapytanie:
- Nie chciałbyś, pułkowniku, być testamentu mego egzekutorem?...
Zmieszało mnie to. W jednem oka mgnieniu w myśli przesunęła się mi odpowiedzialność w ramach osobistego położenia mego, wyrobnika literackiego, na którym wydawcy majątki robią, ale który bez pomocy przyjaciół nie byłby w stanie piórem narodowi służyć. W myśli mi to przemknęło i odpowiedziałem :
- Nie...
Ostrowski nie nalegał. Przedstawiłem mu projekt programu obchodowego i wspomniałem o kontrobchodzie socyalistycznym...
- Mamy się więc z panami tymi zmierzyć - podchwycił. Wyzywają nas... Ano, dobrze: spróbujemy się...
Przy wyjściu, wychodząc przez ptaszkarnię, odezwałem się:
- Cóż tu ptasząt!
- Lubię kwiaty... - odrzekł - a to są kwiaty żywe, latające i tem prawdziwe przewyższające, że szczebiocą i towarzystwa mi dotrzymują...
Była to kwieciarnia ptasia, dobrana z gatunków ptasząt najpiękniejszych na kuli ziemskiej - niedogodnych z tego względu, że roniły odór nie najwonniejszy i pstrzyły meble, obrazy, firanki, fortepian. Ale na to Ostrowski nie zważał.
Obchód pod jego przewodnictwem odbył się świetnie, wobec przepełnionej słuchaczami sali. Zdaje się, że była to okazya jedyna, w której Krystyn Ostrowski przewodniczył.
Stosunek pomiędzy nim a mną zacieśnił się. Korespondowaliśmy ze sobą często. Trwało to miesięcy kilka. Nagle się harmonja z mojej winy zepsuła. Szarpiąc się z niedostatkiem pomimo pracy usilnej, zamierzyłem polepszenia bytu poszukiwać w literaturze francuskiej: napisałem w tym celu dramat i jadąc z nim do Paryża, zatrzymałem się w Lozannie dla poinformowania się u Ostrowskiego o sposobach zbywania utworów takich. Zapytanie, jakiem mu we względzie tym zadał, rozjątrzyło go. Nie wiedząc o doznanych przezeń na tej drodze niepowodzeniach, przypomniałem mu je. Już go więcej nie widziałem. Wkrótce potem umarł. Na jednym ze smętarzy lozańskich legł na sen wieczny w grobowcu, zaznaczonym skromną kolumną z napisem nazwiska jego, daty urodzenia i śmierci i tytułu oficera wojsk polskich, otoczonym kratą żelazną i przyozdobionym odnawianym co wiosnę, krzakiem róż.
Pragnął służyć Ojczyźnie. Pragnienie to, nietrafnie skierowane, narażało go na niepowodzenia po niepowodzeniach.
W końcu dopiero, gdy kresu żywota dobiegał, spotkało go powodzenie dwukrotnie: jedno, gdy obchodowi rocznicy powstania listopadowego przewodniczył; drugie, gdy zapis na stypendya dla młodzieży polskiej sporządził.

* Klejnotem jego rodzinnym jest Rawicz; snadź jednak mało go cenił, kiedy się do Prawdzica przyznaje.
Herbarze rodzin Ostrowskich rozmaicie uherbowanych wymieniają dziesięć. Żadna się Prawdzicem nie pieczętuje.
.
https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografi ... wski?print
Krystyn Piotr Celestyn Józef Ostrowski
1811.05.19-1882.07.04 poeta, pisarz, publicysta, powstaniec listopadowy, emigrant.
Biogram został opublikowany w 1979 r. w XXIV tomie Polskiego Słownika Biograficznego.
(...)
.
https://epigramat.pl/ostrowski-krystyn-piotr/
Zakres tematyczny / OSTROWSKI Krystyn Piotr
Ujazd (koło Tomaszowa) 1811 Lozanna (Szwajcaria) 1882
Poeta, pisarz, publicysta
zdjęcie

28 czerwca 2016 - autor artykułu: Barbara Bolton

Żyd i przechta
Już wolę Żyda z brodą i pejsami,
Niż tego przechrztę, co chytrością węża
Fałszywych pereł strojąc się wieńcami,
Nazwisko polskie hańbi lub spienięża.
Krystyn Piotr Ostrowski
.
http://www.sejm-wielki.pl/b/lu.20856

i wiele innych stron
...
- W Poniedziałek przed południem jakiś obłąkany człowiek wpadł na cmentarz ewangielicki na Półwiejskiej ul., chcąc się w stawie utopić. Na zapytanie jednego z robotników cmentarnych, a tak samo przywołanego policyanta, dawał odpowiedzi bez związku, jak np. że za krzywoprzysięstwo skazano go na śmierć itd. 0ddano go więc do tutejszego zakładu obłąkanych, gdzie zarząd poznał w nim wyrzynacza korków, który tam już był w kuracyji jako obłąkany.
...
- We Wtorek, 18go b.m. schwycono na Bociance i zapisano do policyjnego ukarania młodzieńca, ponieważ tenże strzelał sobie tamże z krócicy.
Takową mu odebrano. Nie wszędzie wolno strzelać, a na takiej Bociance najmniej, ile że tamże zawsze teraz pełno ludzi się kręci i łatwo może być nieszczęście. Na tego rodzaju zabawy, kto je lubi, albo chce się ćwiczyć w strzelaniu do tarczy, są miejsca wyznaczone.
...
- Inowrocław.
Przed kilku dniami aresztowano w Rąbiniu niebezpiecznego zbrodniarza, Pawła Słowińskiego, który był uciekł swym stróżom podczas drogi do Koronowa, gdzie miał odsiedzieć trzy lata we więzieniu karnem. Słowiński uciekszy, dał zaraz dowody swego istnienia w okolicy, kradnąc i obdzierając.
Pod przybranym nazwiskiem przyszedł do ceglarza Bratkowskiego, prosząc o robotę w cegielni.
Bratkowski, któremu ten człowiek dziwnie podpadł, posłał tajemnie natychmiast po żandarma, który zbiega znów złowił. Schwytanego oddano tymczasowo do więzienia tutejszego.

- Liczba wydanych tutaj kąpieli solankowych wynosi 5,150; osób z po za miejsca przybyło 130.
...
- Śrem, 17go Lipca.
Nasze miasto coraz piękniejszą przybiera postać. Rynek, główne ulice i inne place mają chodniki granitowe i otrzymały drzewka dla ozdoby. Obecnie i poboczne ulice bywają wyrównywane i dostają chodniki i drzewka, a niektóre dawniej błotniste miejsca, osuszone i wysadzone drzewami, stał; się dziś miejscami miłemi do wypoczynku i przechadzek mieszkańców.

- W Nochowie spaliła się chłopu stodoła. Aresztowano też człowieka podejrzanego o podpalenie.

- W nocy zaś z Piątku na Sobotę paliło się w Sosnówcu, który ztąd niedaleko. Paliło się u gospodarza Deutscha.
Na ratunek zbiegło się wiele sikawek tu z miasta i okolicy, ale zanim zaczęto gasić, stało się pastwą płomieni kilka wołów, 5 świń, 18 fur siana i 8 fur żyta pochodzącego z obecnych żniw.

- Jedna z tutejszych robotnic poszła na pole do roboty, zostawiwszy w domu troje dzieci, 5, 3letnie i kilkutygodniowe. Gdy wróciła, zastała najmłodsze, które było w kołysce, leżące pod poduszką i nieżywe.
...
cdn.

_________________
pozdrawiam Grażyna
bugakg@gmail.com

"Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim''


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 704 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL